Tragiczny finał kłótni małżeńskiej. Nowe informacje o relacji Emilii i jej męża
Śmierć 37-letniej Emilii z Włodawy wstrząsnęła lokalną społecznością. Kobieta po kłótni z mężem wysiadła z samochodu w środku zimowej nocy. Było nawet –10 stopni, wiał silny wiatr, a ona nie miała kurtki ani telefonu. Jej ciało odnaleziono dopiero po pięciu dniach, kilkaset metrów od drogi. Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Sąsiedzi nie kryją oburzenia i zadają jedno pytanie: dlaczego nikt nie zareagował od razu?
- „Normalna rodzina, cicha kobieta”. Sąsiedzi nie mogą uwierzyć
- Dramat na drodze pod Okuninką. Co wydarzyło się feralnej nocy?
- Śledztwo prokuratury i nieoficjalne ustalenia. Coraz więcej pytań
„Normalna rodzina, cicha kobieta”. Sąsiedzi nie mogą uwierzyć
Blok przy ulicy Chełmskiej we Włodawie dziś wygląda jak setki innych. Ale dla mieszkańców to już nie jest zwykłe miejsce. To tu mieszkała 37-letnia Emilia z mężem i dwójką dzieci. Wiadomość o jej śmierci spadła na sąsiadów jak grom z jasnego nieba.
– Moja córka ma podobny wiek. Przeżywam to strasznie – mówi jedna z kobiet spotkana przed klatką. – Emilia była spokojna, uśmiechnięta. Taka „do rany przyłóż”. Nigdy nie słyszałam, żeby robiła komuś krzywdę.
Podobnie mówią inni mieszkańcy osiedla. Wielu z nich kojarzy Emilię z codziennych sytuacji – klatka schodowa, zakupy, dzieci wracające ze szkoły.
– Wydawali się normalną rodziną. Ona często była z dziećmi. Mąż? Raczej zdystansowany, chłodny – ocenia sąsiadka. – Ale nikt nie spodziewał się takiej tragedii.
Największe emocje budzi zachowanie męża kobiety. Sąsiedzi nie kryją oburzenia.
– Jaki człowiek zostawia kobietę na takim mrozie? Przecież to chwila i traci się czucie – mówi starszy mężczyzna, odśnieżając samochód. – Jeden telefon na policję i wszystko mogło się skończyć inaczej.
Dramat na drodze pod Okuninką. Co wydarzyło się feralnej nocy?
Do dramatycznych wydarzeń miało dojść we wtorek 6 stycznia, późnym wieczorem. Według nieoficjalnych informacji między Emilią a jej mężem doszło do ostrej kłótni. Małżonkowie jechali samochodem BMW drogą wojewódzką nr 812, w rejonie Okuninki – miejscowości wypoczynkowej nad Jeziorem Białym.
Na wysokości stawów rybackich kobieta wysiadła z auta. Nie miała kurtki, nie zabrała telefonu. Była ubrana jedynie w bluzę. Tej nocy temperatura spadła nawet do –10 stopni Celsjusza, a silny wiatr potęgował uczucie zimna.
Mąż Emilii odjechał. Później miał tłumaczyć, że wcześniej zdarzało się, iż kobieta w podobny sposób opuszczała samochód. Czy tak było naprawdę – to ustala prokuratura.
Co szczególnie bulwersuje sąsiadów, poszukiwania nie rozpoczęły się od razu. Zgłoszenie zaginięcia złożyła dopiero następnego dnia matka Emilii, gdy dowiedziała się o kłótni małżonków.
– Proszę sprawdzić media społecznościowe. Czy ktoś z jego rodziny apelował o pomoc? Nie. To bardzo dziwne – mówi jedna z sąsiadek.
Ciało kobiety odnaleziono 11 stycznia, około 600 metrów od drogi wojewódzkiej. Znajdowało się przy ujściu rzeki Tarasienki do Włodawki. Wszystko wskazuje na to, że Emilia próbowała iść przez zaśnieżone łąki w stronę Włodawy lub Orchówka.
Śledztwo prokuratury i nieoficjalne ustalenia. Coraz więcej pytań
Prokuratura Rejonowa we Włodawie wszczęła postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.
– Nie stwierdzono obrażeń wskazujących na udział osób trzecich – informuje prokurator Marek Zych z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Sekcja zwłok ma odpowiedzieć na pytanie, czy przyczyną zgonu było wychłodzenie, czy inne okoliczności.
Jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów. Śledczy zapowiadają jednak, że będą analizować wątek pozostawienia kobiety w sytuacji zagrażającej jej życiu.
Nieoficjalnie wiadomo, że w małżeństwie Emilii od dłuższego czasu dochodziło do konfliktów. Były wzajemne oskarżenia, kłótnie, a nawet policyjne interwencje. Według ustaleń dziennikarzy kobieta, wysiadając z auta, miała przy sobie małą butelkę alkoholu. W przeszłości była zatrzymana za jazdę po alkoholu – miała wtedy 2 promile.
Te informacje rzucają nowe światło na sprawę, ale dla sąsiadów jedno pozostaje niezmienne.
– Niezależnie od wszystkiego, nikt nie zasługuje na śmierć w takich warunkach – mówi jedna z mieszkanek. – Jeden telefon mógł uratować życie.
Dziś Włodawa pogrążona jest w ciszy i żałobie. A pytania o to, czy tej tragedii można było uniknąć, wciąż pozostają bez odpowiedzi.