Władysław Kosiniak-Kamysz długo to ukrywał. Teraz wyszło na jaw!
Czasem jedno pytanie potrafi otworzyć drzwi do historii, o której niewielu wiedziało. W szczerej rozmowie padły słowa pełne emocji i wspomnień z rodzinnego domu. Opowieść okazała się znacznie głębsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
- Jedno pytanie i osobista odpowiedź
- Sierota z wielodzietnej rodziny
- Wzruszające wyznanie i rodzinne wartości
Jedno pytanie i osobista odpowiedź
Podczas rozmowy z Bogdanem Rymanowskim w studiu padło pytanie, które dotyczyło podwójnego nazwiska lidera ludowców. Władysław Kosiniak-Kamysz postanowił opowiedzieć historię, która, jak się okazało, sięga początków XX wieku i jest ściśle związana z losem jego dziadka.
To jest historia związana z moim dziadkiem. Ukochanym dziadkiem, po którym mam imię - wyznał.
Polityk wrócił wspomnieniami do Władysława, urodzonego w 1914 roku. Jak opowiadał, dziadek był dla niego autorytetem i nauczycielem najważniejszych życiowych wartości.
Uczył mnie historii, patriotyzmu. To takie górnolotne może, ale uczył mnie w ogóle normalnego, przyzwoitego, dobrego życia - mówił.
Wspominał również o wojennej przeszłości przodka, który służył w XIII Pułku Ułanów Wileńskich w Nowej Wilejce. Do wojska trafił dwa lata przed wybuchem II wojny światowej i choć miał zakończyć służbę w sierpniu 1939 roku, plany przekreślił wybuch wojny.
Sierota z wielodzietnej rodziny
Opowieść przybrała jeszcze bardziej osobisty ton, gdy polityk mówił o trudnym dzieciństwie swojego dziadka. Był on najmłodszym i jedynym chłopcem w kilkunastoosobowym rodzeństwie. Matka zmarła, gdy miał zaledwie rok, a ojciec odszedł, gdy chłopiec miał sześć lat. Wychowywał się jako sierota w dużej, ubogiej rodzinie.
Jak wyjaśnił Kosiniak-Kamysz, dziadek urodził się z nazwiskiem Kosiniak. Jego starsza siostra wyszła za mąż za mężczyznę o nazwisku Kamysz i to ona przysposobiła brata. W efekcie powstało nazwisko podwójne.
Nie jest to nazwisko szlacheckie, jest to nazwisko chłopskie, z którego jestem bardzo dumny - podkreślił.
Polityk zaznaczył, że dla jego dziadka największym marzeniem było wykształcenie dzieci i zapewnienie im lepszego startu w życiu. Pochodząc z niewielkiej wsi w okolicach Dąbrowy Tarnowskiej, spełnił swoją ambicję - wychował czwórkę dzieci na wykształconych i, jak mówił jego wnuk, „bardzo porządnych ludzi”.
Wzruszające wyznanie i rodzinne wartości
Rozmowa, która początkowo dotyczyła formalnej kwestii nazwiska, stała się opowieścią o korzeniach, tradycji i rodzinnych wartościach. Kosiniak-Kamysz nie krył emocji, wspominając dziadka jako człowieka, który ukształtował jego spojrzenie na świat.
Podwójne nazwisko, często budzące ciekawość opinii publicznej, okazało się symbolem rodzinnej historii, w której splatają się wojenne losy, dramat sieroty i determinacja w dążeniu do lepszego życia dla kolejnych pokoleń.
Wyznanie polityka pokazuje, że za publicznym wizerunkiem często kryją się osobiste doświadczenia i historie, które rzadko wychodzą na światło dzienne. Tym razem jednak padły słowa, które odsłoniły fragment prywatnego świata i rodzinnej pamięci.