Wybiegła z domu tak, jak stała. Dramat w Warszawie
Chwila złości, trzask drzwi i nagle zapadła cisza. 15-letnia dziewczynka po kłótni z matką wybiegła z domu tak, jak stała – bez kurtki, czapki i zimowych butów. Była noc, a temperatura spadła poniżej minus 10 stopni. Gdy nastolatka nie wracała przez ponad 45 minut, rozpoczął się prawdziwy koszmar. Dramat rozegrał się na warszawskiej Białołęce.
- Kłótnia, która wymknęła się spod kontroli
- Minuty grozy i nerwowe poszukiwania w mrozie
- Szczęśliwy finał nocnego dramatu
Kłótnia, która wymknęła się spod kontroli
To miała być zwykła domowa sprzeczka. Takie sytuacje zdarzają się w wielu rodzinach, zwłaszcza gdy w domu dorasta nastolatka. Tym razem jednak emocje wzięły górę. 15-letnia dziewczynka, zdenerwowana kłótnią z matką, nagle wybiegła z mieszkania. Nie założyła kurtki, nie włożyła czapki, nie zmieniła butów na zimowe. Po prostu wyszła – w noc i na mróz.
Była noc z 30 na 31 stycznia. Na warszawskiej Białołęce panował siarczysty chłód, a termometry wskazywały ponad dziesięć stopni poniżej zera. Każda minuta spędzona na zewnątrz w takim stroju mogła być groźna dla zdrowia, a nawet życia. Gdy córka nie wracała, niepokój matki narastał z każdą chwilą.
Minuty grozy i nerwowe poszukiwania w mrozie
Po około trzech kwadransach kobieta była już w stanie skrajnego zdenerwowania. Wyszła z domu i zaczęła szukać dziecka w okolicy. W końcu poprosiła o pomoc ochroniarza z pobliskiego osiedla przy ul. Odkrytej. Mężczyzna natychmiast zareagował i zawiadomił patrol straży miejskiej, który akurat patrolował ulice Białołęki.
Strażnicy z VI Oddziału Terenowego nie tracili czasu. O sprawie powiadomiono także policję, a funkcjonariusze rozpoczęli przeszukiwanie okolicy. Po kilku minutach natknęli się na roztrzęsioną matkę dziewczynki. Kobieta szczegółowo opisała wygląd córki oraz to, w co była ubrana. Informacja była alarmująca – dziecko bez odpowiedniej odzieży znajdowało się na silnym mrozie.
Strażnicy poprosili kobietę, by wróciła do mieszkania i sprawdziła, czy córka przypadkiem sama nie wróciła do domu. Sami natomiast metodycznie przeczesywali ulice, chodniki i okolice bloków. Każda minuta miała znaczenie.
Szczęśliwy finał nocnego dramatu
Po kilkunastu minutach intensywnych poszukiwań funkcjonariusze zauważyli samotną postać w pobliżu jednego z budynków. To była poszukiwana 15-latka. Dziewczynka była wyraźnie przemarznięta i osłabiona. Strażnicy natychmiast podjęli interwencję.
Udało się ją przekonać, by schroniła się na klatce schodowej, gdzie mogła się choć trochę ogrzać. Chwilę później nastolatka zgodziła się wrócić do domu. Na szczęście dramat zakończył się bez tragicznych konsekwencji, choć sytuacja była naprawdę poważna.
Strach matki i realne zagrożenie dla zdrowia dziewczynki sprawiły, że wcześniejsza kłótnia zeszła na dalszy plan. To zdarzenie mogło skończyć się znacznie gorzej. Nocny dramat na Białołęce jest ostrzeżeniem, jak niebezpieczne mogą być impulsywne decyzje – zwłaszcza w środku zimy. Czasem chwila emocji wystarczy, by doszło do tragedii.