Wybiegli tak, jak stali. Tragedia 14-ciorga dzieci
Najpierw był zapach dymu, potem chaos i strach. Kilka minut wystarczyło, by bezpieczna codzienność zamieniła się w pustkę, a to, co dawało poczucie stabilizacji, zniknęło bezpowrotnie.
- Wieczór, który zmienił wszystko
- „To był jedyny dom, jaki znały”
- Pomoc potrzebna tu i teraz. „To nie jest zbiórka na luksusy”
Wieczór, który zmienił wszystko
Dla podopiecznych rodzinnej placówki był to zwyczajny, zimowy wieczór. Nikt nie przypuszczał, że za chwilę rozegrają się dramatyczne sceny, które na długo pozostaną w pamięci dzieci i opiekunów. Ogień pojawił się nagle i bardzo szybko opanował budynek. Według wstępnych ustaleń jego źródło mogło znajdować się w kotłowni. Płomienie rozprzestrzeniały się błyskawicznie, nie pozostawiając czasu na ratowanie czegokolwiek.
Czternaścioro dzieci musiało uciekać natychmiast - tak, jak stały. Bez kurtek, bez butów, bez swoich najważniejszych rzeczy. Na szczęście dzięki szybkiej reakcji opiekunów oraz sprawnej akcji służb nikomu nic się nie stało. Jednak to, co było ich domem, przestało istnieć. Zniszczone zostały pokoje, meble, sprzęty i wszystkie osobiste przedmioty.
Kluczową rolę odegrali sąsiedzi, którzy mimo mrozu bez wahania otworzyli drzwi swoich domów.
Ze względu na bardzo niską temperaturę ich pomoc była nieoceniona - podkreślała kpt. Anna Piechowska z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w rozmowie z “Faktem”.
Następnie dzieci zostały przewiezione przez strażaków do innej placówki, gdzie znalazły tymczasowe schronienie.
„To był jedyny dom, jaki znały”
Choć wszyscy są bezpieczni, skutki pożaru są druzgocące. W jednej chwili dzieci straciły nie tylko dach nad głową, ale też poczucie normalności. Spłonęły łóżka, ubrania, książki, zeszyty, zabawki i rzeczy, które dla dorosłych bywają zwyczajne, a dla najmłodszych mają ogromne znaczenie.
To, co było ich codziennością, przestało istnieć – czytamy w opisie zbiórki, która powstała w odpowiedzi na tragedię.
Dla wielu z tych dzieci był to jedyny stabilny dom, jaki kiedykolwiek miały. Miejsce, gdzie mogły czuć się bezpiecznie i budować swoją przyszłość.
Po nagłośnieniu sprawy ruszyła ogromna fala solidarności. Mieszkańcy regionu i internauci zaczęli organizować zbiórki ubrań, pościeli, artykułów szkolnych i podstawowych rzeczy codziennego użytku. Pomoc płynie z różnych stron, jednak organizatorzy podkreślają, że nie wszystko da się odbudować wyłącznie darami rzeczowymi.
Pomoc potrzebna tu i teraz. „To nie jest zbiórka na luksusy”
Równolegle uruchomiono zbiórkę finansową na platformie pomagam.pl. Jej celem jest odbudowa domu i przywrócenie dzieciom choćby namiastki normalności. Zebrane środki mają zostać przeznaczone m.in. na zakup pralek i niezbędnego sprzętu AGD, mebli do pokoi dziecięcych, łóżek, materacy, szaf i biurek, oraz wyposażenie wspólnych przestrzeni.
Organizatorka akcji wyraźnie zaznacza, że nie chodzi o rzeczy ponadstandardowe.
To nie jest zbiórka na luksusy. To zbiórka na czyste ubrania, własne łóżko, miejsce do nauki i poczucie, że mimo tragedii ktoś o nich pamięta - podkreśla.
Do tej pory udało się zebrać ponad 44 tysiące złotych, jednak potrzeby są ogromne. Przed dziećmi i opiekunami długi proces odbudowy - nie tylko murów, ale też poczucia bezpieczeństwa. Każda forma wsparcia przybliża ich do momentu, w którym znów będą mogli nazwać jakieś miejsce swoim domem.