Wyciekło zdjęcie Tuska. Nikt nie powinien tego zobaczyć
Wizyta premiera w Hucie Stalowa Wola miała być rutynowym pokazem siły polskiego przemysłu obronnego, a stała się przyczyną gorącej debaty o bezpieczeństwie narodowym. Wszystko przez jedną fotografię, która lotem błyskawicy obiegła portal X. Choć uśmiechnięty Donald Tusk na tle nowoczesnego uzbrojenia to dla PR-owców materiał idealny, dla specjalistów od wojskowości to... potężny błąd. Czy przez pogoń za efektownym kadrem w sieci wylądowały dane, które powinny pozostać pilnie strzeżoną tajemnicą? Eksperci nie zostawiają na tej publikacji suchej nitki, wskazując na konkretne detale, których oko postronnego widza nigdy nie powinno ujrzeć.
Niebezpieczny kadr z Huty Stalowa Wola. Co wyciekło do sieci?
Kancelaria Premiera z dumą relacjonowała wizytę szefa rządu w miejscu, gdzie powstają legendarne już Kraby, Raki i Borsuki. „Premier złożył wizytę w Hucie Stalowa Wola, gdzie produkowane jest uzbrojenie dla Wojska Polskiego” – brzmiał komunikat na platformie X. Do wpisu dołączono serię zdjęć, z których jedno natychmiast przykuło uwagę branżowych ekspertów.
Problemem okazała się fotografia przedstawiająca korpus wieży ZSSW-30. To duma polskiej myśli technicznej – zdalnie sterowany system wieżowy, wyposażony w armatę 30 mm i wyrzutnie pocisków przeciwpancernych. Jak zauważa Antoni Walkowski z portalu Defence24.pl w rozmowie z „Faktem”, publikacja detali tego typu sprzętu to igranie z ogniem. Wojsko zazwyczaj robi wszystko, by szczegóły konstrukcyjne pancerzy specjalnych czy systemów celowniczych pozostały niejawne. Tymczasem oficjalny profil rządowy udostępnił je całemu światu, w tym obcym wywiadom, na srebrnej tacy.
„Politycy są bezkarni”. Eksperci grzmią o podwójnych standardach
W świecie militariów obowiązują rygorystyczne zasady. Dziennikarze odwiedzający zakłady zbrojeniowe są poddawani surowej kontroli, a każdy ich kadr jest weryfikowany przez oficerów bezpieczeństwa. Tymczasem, jak zauważają rozmówcy „Faktu”, gdy do fabryki wchodzą politycy, procedury zdają się przestawać istnieć. – Tego typu zdjęcia nigdy nie powinny być publikowane – ucina Walkowski, dodając gorzko, że politycy w pogoni za zasięgami czują się w tej materii niemal bezkarni.
Co gorsza, nie jest to pierwszy taki przypadek w historii polskiej polityki. Eksperci przypominają, że poprzednie ekipy rządzące również zaliczały podobne wpadki, publikując materiały z wrażliwymi elementami uzbrojenia w tle. Wygląda na to, że walka o „fajne zdjęcie” z premierem na tle czołgu wygrywa z chłodną analizą ryzyka, a procedury MON są ignorowane przez cywilnych urzędników odpowiedzialnych za media społecznościowe.
Czym jest ZSSW-30 i dlaczego jej tajemnica jest tak cenna?
Aby zrozumieć skalę wpadki, trzeba wiedzieć, czym właściwie jest ZSSW-30. To jeden z najnowocześniejszych systemów tego typu na świecie. Pozwala na prowadzenie ognia z wnętrza pojazdu, co drastycznie zwiększa przeżywalność załogi na polu walki. Każdy detal jej budowy – od grubości osłon po umiejscowienie czujników – to informacje, które potencjalny przeciwnik mógłby wykorzystać do znalezienia „słabych punktów” polskiego sprzętu.
Czy materiał przed publikacją został sprawdzony pod kątem bezpieczeństwa? Redakcja „Faktu” skierowała pytania w tej sprawie do Kancelarii Premiera oraz rzecznika rządu. Pytania o to, czy przeprowadzono analizę ograniczeń publikacyjnych, na razie pozostają bez odpowiedzi. Jedno jest pewne – w dobie wojny hybrydowej i napiętej sytuacji geopolitycznej, każde zdjęcie z hali produkcyjnej zakładów zbrojeniowych powinno być oglądane przez cenzora trzy razy, zanim trafi do domeny publicznej.