Wydatki posłów w restauracji sejmowej 2026. Tyle zarabiają punkty gastronomiczne w Sejmie
W ostatnim czasie w polskim parlamencie zaszły spore zmiany, które widać nie tylko na sali obrad, ale przede wszystkim w menu sejmowej restauracji. Nowe zasady wprowadzone przez władze Sejmu sprawiły, że codzienne życie polityków po godzinach pracy wygląda teraz zupełnie inaczej niż przez ostatnie lata.
Ile pieniędzy płynie do sejmowej kuchni?
Restauracje i punkty gastronomiczne działające w Sejmie to całkiem spory biznes, który każdego miesiąca przynosi setki tysięcy złotych zysku. Z danych, do których dotarła redakcja RMF24, wynika, że posłowie zostawiają tam naprawdę duże kwoty, zamawiając posiłki w trakcie długich posiedzeń czy przerw w obradach. Najciekawsze są jednak statystyki z ostatnich miesięcy, które pokazują, jak bardzo na te dochody wpłynęła jedna konkretna decyzja o wycofaniu ze sprzedaży napojów wyskokowych.
Jeszcze w październiku 2025 roku, kiedy wszystko było po staremu, restauracja zarobiła na czysto ponad 531 tysięcy złotych. Jednak już w kolejnych miesiącach te kwoty zaczęły wyraźnie spadać. W listopadzie było to 475 tysięcy, w grudniu 458 tysięcy, a w styczniu 2026 roku zysk spadł do poziomu niecałych 400 tysięcy złotych. Choć w lutym nastąpiło lekkie odbicie, to gołym okiem widać, że portfele sejmowych kucharzy nieco schudły.
Kancelaria Sejmu potwierdza, że różnica w dochodach jest widoczna i dotyczy wszystkich punktów sprzedaży, w tym tych znajdujących się w hotelu poselskim. Mimo że posłowie nadal jedzą obiady i kolacje na miejscu, brak alkoholu w ofercie sprawił, że ogólne rachunki płacone przez polityków stały się po prostu niższe. To pokazuje, że dodatki do kolacji stanowiły całkiem sporą część zarobków sejmowej gastronomii, a ich brak odbił się na comiesięcznych raportach finansowych.
Wielka zmiana i przykład z samej góry
Wszystko zaczęło się w połowie listopada ubiegłego roku, kiedy nowym marszałkiem Sejmu został Włodzimierz Czarzasty. Jedną z jego pierwszych i najbardziej komentowanych decyzji było wprowadzenie całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na terenie całego kompleksu parlamentarnego. Marszałek nie ukrywał, że chce w ten sposób pokazać społeczeństwu, że politycy traktują swoją pracę poważnie i nie zamierzają robić wyjątków dla samych siebie.
Podczas podpisywania dokumentów w blasku fleszy Włodzimierz Czarzasty mówił wprost:
Jeżeli z jednej strony informujemy społeczeństwo, że zależy nam na tym, by było mniej przypadków na SOR-ach w nocy, mniej bójek, kradzieży i wszystkich sytuacji związanych z piciem alkoholu, a z drugiej strony mówimy o stacjach benzynowych, to uważam, że powinniśmy jako instytucja państwowa dać przykład.
Ta decyzja sprawiła, że z sejmowych barów i restauracji, w tym z legendarnego „baru za kratą”, zniknęło wszystko, co ma procenty. Marszałek uznał, że Sejm to miejsce pracy, a nie spotkań towarzyskich przy alkoholu, i że takie zasady powinny obowiązywać wszystkich bez wyjątku.
Choć wywołało to lawinę komentarzy, nowe prawo weszło w życie natychmiast i od kilku miesięcy jest rygorystycznie przestrzegane. Dzięki temu Sejm ma stać się instytucją bardziej profesjonalną i godną zaufania w oczach obywateli, którzy często krytykowali zachowanie niektórych posłów po godzinach pracy.
Posłowie podzieleni: herbatka zamiast procentów
Jak można się domyślić, sami politycy mają bardzo różne zdania na temat tego, czy życie bez alkoholu w Sejmie jest lepsze. Niektórzy bardzo chwalą sobie nową atmosferę i twierdzą, że na korytarzach zrobiło się po prostu milej.
Jest wspaniale. Nikt się nie kłóci. Wszyscy rozmawiają ze sobą, uśmiechają się do siebie, nikt się nie bije, nikt nie wchodzi na dach. Ani z restauracji, jak również z 'baru za kratą', nikt nie przestał korzystać. Zrobiło się bardzo miło - komentowała na antenie RMF24 posłanka Joanna Wicha z Lewicy
Zupełnie inaczej patrzy na to poseł Marek Jakubiak, któremu nie podoba się, że dorośli ludzie są ograniczani w ten sposób. Jego zdaniem parlamentarzyści powinni mieć prawo do swobodnej rozmowy przy czymś mocniejszym po ciężkim dniu pracy.
To jest miejsce dla ludzi specjalnej troski, czy jak? Na przykład my się umówimy o godzinie 20:00, żeby sobie pogadać na jakiś temat, to co, przy kompocie będziemy teraz siedzieli? Przy herbatce? - cytuje Jakubiaka portal.
Ta dyskusja pokazuje, że dla jednych alkohol był zbędnym dodatkiem, który tylko psuł wizerunek władzy, a dla innych sposobem na budowanie relacji i odpoczynek po stresujących głosowaniach. Bez względu na te spory, liczby są nieubłagane - posłowie piją teraz więcej kompotu i herbaty, a sejmowa restauracja musi szukać zysków w innych daniach niż te, które serwowano wcześniej wieczorami. Życie na Wiejskiej stało się spokojniejsze, a czy ta zmiana przetrwa próbę czasu, przekonamy się przy kolejnych sprawozdaniach finansowych Kancelarii Sejmu.