Zmarł podczas treningu. Nikt nie może w to uwierzyć. Nagle gruchnęły wieści o ostatniej diagnozie lekarskiej
W jednej chwili sala treningowa wypełniona była energią i śmiechem, a chwilę później nastała cisza pełna przerażenia. Podczas rutynowych ćwiczeń ktoś nagle osunął się na podłogę, a próby ratowania życia nie przyniosły skutku. To, co miało być kolejnym zwykłym treningiem, zamieniło się w dramat, który wstrząsnął wszystkimi obecnymi i natychmiast sprowokował śledztwo służb.
- Jak doszło do tragedii?
- Wstrząsające ustalenia służb
- Nikt nie może w to uwierzyć
Jak doszło do tragedii?
We wtorkowy wieczór, 17 lutego 2026 roku, 53‑letni mężczyzna przyszedł do klubu przy Alei Legionów w Łomży, aby wziąć udział w zajęciach fitness. Jak relacjonują prokuratura i świadkowie, zaczął wykonywać standardową rozgrzewkę wraz z innymi uczestnikami zajęć. Nikt nie zauważył niczego niepokojącego– aż do momentu, gdy nagle osunął się na podłogę sali ćwiczeń.
Na miejscu natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo‑oddechową. Obecne osoby nie czekały na przyjazd ratowników – natychmiast ruszyły z pomocą, starając się przywrócić czynności życiowe mężczyzny. Po chwili przyjechał zespół ratownictwa medycznego, który kontynuował intensywne działania ratunkowe. Trwały one łącznie około 70 minut, jednak o godzinie 21:50 lekarz ratownik musiał stwierdzić zgon.
Studio Fitness, w którym doszło do zdarzenia, wydało krótki komunikat w mediach społecznościowych
Z ogromnym bólem informujemy, że wczoraj w naszym studiu wydarzyła się tragedia. W tych niezwykle trudnych chwilach składamy najszczersze kondolencje Rodzinie i Wszystkim Bliskim.
Oficer dyżurny policji przyjął zgłoszenie o śmierci na sali treningowej chwilę przed godziną 22:00, po czym prokuratura natychmiast wszczęła postępowanie mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia.
Wstrząsające ustalenia służb
Śledztwo w sprawie nagłej śmierci 53‑latka zostało oficjalnie wszczęte 20 lutego 2026 r. przez Prokuraturę Rejonową w Łomży. Postępowanie prowadzone jest pod kątem art. 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci – standardowej procedury przy sprawdzaniu ewentualnych błędów medycznych lub zaniedbań.
Wstępna sekcja zwłok, przeprowadzona przez biegłego lekarza sądowego, wskazuje, że prawdopodobną przyczyną zgonu mężczyzny był zawał mięśnia sercowego – jednak ostateczna opinia będzie możliwa dopiero po otrzymaniu wyników badań histopatologicznych.
W mediach pojawiły się również sugestie, że mężczyzna miał uskarżać się wcześniej na bóle w klatce piersiowej. Służby jednak zdementowały te pogłoski.
Nikt z rodziny zmarłego nie podnosił kwestii ewentualnych zaniedbań ze strony lekarza rodzinnego (…) Pacjent miał wykonane prawidłowo badania, w tym EKG serca. Śledztwo ma wyjaśnić, czy tragedia była zdarzeniem nagłym, którego nie dało się przewidzieć - komentuje prokurator Kosiorek-Soboń w rozmowie z 4lomza.pl.
To właśnie ten fragment ustaleń – diagnozy, wyniki badań i fakt, że mężczyzna miał aktualną dokumentację medyczną – są teraz w centrum uwagi śledczych, którzy próbują ustalić, czy tragedii można było zapobiec, czy też była to nagła i nieprzewidywalna katastrofa zdrowotna.
Nikt nie może w to uwierzyć
Dla wielu osób, które znały zmarłego mężczyznę albo były w klubie w chwili tragedii, wieść o jego śmierci była szokiem. Człowiek, który przyszedł, by zadbać o siebie i poprawić formę, w jednej chwili stracił życie w miejscu, które większości z nas kojarzy się z ruchem, zdrowiem i dobrym samopoczuciem.
Bliscy, znajomi, a nawet przypadkowe świadkowie nadal próbują zrozumieć, jak to możliwe, że ktoś, kto – jak wynika z dotychczasowych ustaleń – miał aktualne badania i EKG, nagle zmarł podczas zwykłej rozgrzewki. Dla wielu to niewyobrażalne, że rutynowa aktywność mogła zakończyć się tak dramatycznie.
W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania o to, czy lekarze dostrzegli jakiekolwiek sygnały ostrzegawcze, które mogłyby wskazywać na ryzyko nagłego zatrzymania krążenia, ale śledczy wyraźnie podkreślają, że nikt z rodziny nie zgłaszał wątpliwości co do opieki medycznej, a dokumentacja zdrowotna była prawidłowa.
To właśnie ta rozbieżność między zwykłym, pozornie bezpiecznym treningiem, a tragicznym finałem sprawia, że trudno uwierzyć w to, co się stało – nawet osobom, które były na miejscu i widziały, jak mężczyzna upadał na podłogę bez żadnych wcześniejszych oznak poważnych problemów zdrowotnych.