Znaleziono podsłuch w gabinecie polityka. Do akcji wkroczyła policja
W jednym z urzędów w Wielkopolsce wybuchła afera, która może wstrząsnąć lokalną sceną polityczną. W gabinecie wysokiego rangą samorządowca znaleziono urządzenie podsłuchowe. Na miejsce wkroczyła policja, a władze natychmiast zarządziły kontrolę budynku.
Tajemnicze urządzenie w gabinecie. Kulisy odkrycia
Do szokującego odkrycia doszło w powiecie kaliskim. W gabinecie wicestarosty znaleziono urządzenie podsłuchowe. Jak się później okazało, chodzi o wicestarostę, Pawła Kaletę.
To właśnie on natrafił na podejrzany sprzęt w swoim miejscu pracy. Sprawa natychmiast nabrała powagi — nie wiadomo bowiem, jak długo urządzenie mogło działać ani jakie rozmowy zostały zarejestrowane.
Odkrycie wywołało duże poruszenie w urzędzie i wśród lokalnych władz. Pojawiły się pytania o bezpieczeństwo oraz możliwe motywy działania sprawcy.

Policja bada sprawę. Kto stoi za podsłuchem?
Po zgłoszeniu na miejsce przyjechali funkcjonariusze, którzy zabezpieczyli urządzenie jako dowód. Rozpoczęto śledztwo mające ustalić, kto i w jaki sposób zainstalował podsłuch w urzędowym gabinecie.
— Czynności w tej sprawie trwają. Będziemy wyjaśniać sytuację — poinformowała podkom. Anna Jaworska-Wojnicz.
Śledczy analizują sprzęt oraz sprawdzają, czy w budynku mogło dojść do naruszenia zabezpieczeń. Niewykluczone, że sprawa obejmie także monitoring oraz przesłuchania pracowników.
Zgodnie z prawem, za nielegalne podsłuchiwanie grozi kara do 2 lat więzienia.
Pilna kontrola urzędu. Sprawdzą wszystkie zabezpieczenia
Na sytuację natychmiast zareagował starosta kaliski, Jan Adam Kłysz, który zarządził kompleksową kontrolę budynku starostwa.
Powołana komisja ma dokładnie przeanalizować procedury bezpieczeństwa i sprawdzić, czy system ochrony działa prawidłowo. Kluczowe będzie ustalenie, czy doszło do zaniedbań, czy też sprawca wykorzystał luki w zabezpieczeniach.
— Trzeba zweryfikować nasze procedury i sprawdzić, czy wymagane są zmiany — podkreślił starosta.
Sprawa jest rozwojowa i może mieć poważne konsekwencje. Na razie nie wiadomo, kto stoi za instalacją podsłuchu ani jakie informacje mogły zostać przechwycone. Jedno jest pewne — ta afera jeszcze długo nie ucichnie.