7-latek wpadł do studni. Horror rozegrał się na oczach rodziców
W środowy wieczór spacer rodzinny przy jednym z parkingów niedaleko stoku narciarskiego w Myślenicach (woj. małopolskie) zamienił się w koszmar. Chwile beztroskiej zabawy i rozmów nagle przerwał przeraźliwy krzyk — 7‑letnie dziecko wpadło do studni o głębokości kilku metrów. Rodzice, oszołomieni sytuacją, natychmiast wezwali pomoc, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Każda sekunda w takiej sytuacji może decydować o życiu, a tutaj zagrożenie było realne: ciemna, głęboka jama, brak możliwości natychmiastowego wydostania dziecka, lęk o życie… Dzięki szybkiej reakcji służb oraz błyskawicznej akcji ratunkowej koszmar zakończył się szczęśliwie.
- Wstrząsające okoliczności zdarzenia
- Dramatyczna akcja ratunkowa. Liczyły się sekundy
- Informacje na temat stanu zdrowia dziecka
Wstrząsające okoliczności zdarzenia
Do wstrząsającego zdarzenia doszło w środę, 14 stycznia, po godzinie 20:00 przy ulicy Leśnej w Myślenicach, tuż obok parkingu przy popularnym stoku narciarskim. Według informacji przekazanych przez lokalne służby i media, 7‑letni chłopiec znajdował się z rodziną w miejscu, gdzie stoki, ścieżki spacerowe i kompleks rekreacyjny tworzą jedno tętniące życiem popołudniami centrum aktywności.
Choć dokładne okoliczności tego, jak doszło do upadku do studni, nie są jeszcze znane, to fakt, że dziecko znalazło się w jej wnętrzu w tak młodym wieku, wstrząsnął lokalną społecznością. Studnia miała około 6 metrów głębokości i znajdowała się bez zabezpieczenia w miejscu, które normalnie uczęszczane jest przez spacerowiczów i rodziny z dziećmi. Na szczęście, jak podkreślają strażacy, w chwili upadku nie było w niej wody — co mogło znacząco zwiększyć ryzyko tragedii.
Rodzice byli świadkami całego zdarzenia — to, co zaczęło się jako zwyczajny spacer, jednej chwili zmieniło się w dramatyczną sytuację, której nikt się nie spodziewał. Natychmiast po wezwaniu pomocy na miejsce ruszyły intensywne działania ratownicze, a służby od razu przystąpiły do działania. Ich szybka obecność i profesjonalizm mogły zadecydować o tym, że tragedia została zażegnana, zanim zdążyła się rozwinąć. Obecność i wsparcie dla zrozpaczonych rodziców były równie ważne, jak wszystkie techniczne elementy prowadzonej akcji ratunkowej.
Dramatyczna akcja ratunkowa. Liczyły się sekundy
Na miejsce natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia wysłano służby: trzy zastępy straży pożarnej oraz zespół ratownictwa medycznego. Ratownicy mieli świadomość powagi sytuacji — 7‑letnie dziecko znajdowało się na głębokości około sześciu metrów w wąskim, ciemnym szybie.
Funkcjonariuszom straży pożarnej udało się wydostać dziecko już po siedmiu minutach od rozpoczęcia akcji — przekazał w rozmowie z Interią kpt. Hubert Ciepły, rzecznik prasowy Małopolskiego Komendanta Państwowej Straży Pożarnej.
Po dotarciu na miejsce strażacy musieli działać szybko, ale i z pełną precyzją — każdy ruch mógł decydować o bezpieczeństwie chłopca. Sytuacja w studni była trudna ze względu na głębokość oraz ograniczoną przestrzeń, jednak brak wody w jej wnętrzu wyeliminował dodatkowe ryzyko utonięcia. W takich momentach liczy się przede wszystkim czas oraz współpraca wszystkich służb, aby wydostać poszkodowanego jak najszybciej i w możliwie najbezpieczniejszy sposób.
Ratownicy medyczni po wydostaniu chłopca natychmiast rozpoczęli podstawowe badania, a następnie przekazali go pod swoją opiekę. Obecność ekipy ratowniczej od samego początku zagwarantowała, że chłopiec otrzymał niezbędne wsparcie tuż po wydostaniu z szybu studziennego.
Informacje na temat stanu zdrowia dziecka
Najważniejsza kwestia, nad którą wszyscy drżeli, dotyczyła stanu zdrowia chłopca po wypadku. Na szczęście najnowsze informacje przekazane przez strażaków i ratowników są optymistyczne. Jak podały dostępne źródła, dziecko było przytomne i nie miało widocznych obrażeń w momencie, gdy strażacy wynieśli je na powierzchnię.
To szczególnie budujące, zważywszy na potencjalne ryzyka związane z upadkiem z takiej wysokości. Brak wody w studni mógł ograniczyć ryzyko dodatkowych obrażeń, ale i tak sytuacja mogła zakończyć się znacznie gorzej. Nieznane są jeszcze szczegółowe okoliczności tego, jak doszło do wypadku i czy chłopiec był pod bezpośrednią opieką rodziców w chwili upadku, jednak finalny bilans tej dramatycznej historii jest, póki co, szczęśliwy.
Po wydostaniu z szybu studziennego chłopiec został przekazany pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego, który zabrał go do dalszych badań i obserwacji. To standardowa procedura, która ma na celu wykluczenie jakichkolwiek ukrytych obrażeń, mogących ujawnić się po pewnym czasie od wypadku.
Rodzice, chociaż wstrząśnięci całą sytuacją, mogą odetchnąć z ulgą: ich dziecko, mimo dramatycznych chwil i groźnego upadku, wyszło z tego doświadczenia bez widocznych obrażeń. Lokalne służby oraz specjaliści zapewniają, że dokładna ocena stanu zdrowia chłopca zostanie przeprowadzona w najbliższych godzinach, ale pierwszy bilans jest zdecydowanie pozytywny.