Alarm w metrze! Dramatyczne sceny w Warszawie. Trzy zastępy straży pożarnej, stacja zamknięta
Chwile grozy na warszawskiej Pradze-Północ. W piątkowy wieczór na stacji metra Kondratowicza uruchomił się alarm zadymienia. Na miejsce natychmiast ruszyły wozy straży pożarnej, ewakuowano pasażerów, a stację zamknięto. Szybko okazało się jednak, że… to nie był pożar. Winna była para wodna i wyciek ze ściany, który „oszukał” system bezpieczeństwa. Skutki? Spore utrudnienia dla pasażerów linii M2.
Alarm, ewakuacja i wozy strażackie
Do zdarzenia doszło w piątek 6 lutego, około godziny 19. Wtedy na stacji metra Kondratowicza – jednej z nowszych stacji linii M2 – uruchomił się automatyczny alarm zadymienia. Informacja natychmiast trafiła do stanowiska kierowania Państwowej Straży Pożarnej. Procedury są jasne: nie ma czasu na domysły, liczy się szybka reakcja.
Na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej. Strażacy zabezpieczyli teren, pomagali w ewakuacji pasażerów oraz pilnowali wejść i wyjść ze stacji. Dla osób, które w tym czasie chciały wrócić do domu, był to spory szok – nagłe komunikaty, zamieszanie i widok służb ratunkowych zawsze budzą niepokój.
Jak relacjonowali świadkowie, na peronach było czuć wilgoć, a w powietrzu unosiła się delikatna mgiełka, która mogła przypominać dym. To właśnie ten widok w połączeniu z alarmem sprawił, że wiele osób obawiało się najgorszego.
To nie był pożar. System dał się nabrać
Po dokładnym sprawdzeniu sytuacji strażacy szybko ustalili, że nie doszło do pożaru ani innego typowego zagrożenia ogniowego. Czujka przeciwpożarowa zareagowała na… parę wodną. Jak się okazało, z jednej ze ścian stacji wydobywała się woda. W kontakcie z chłodnym powietrzem zaczęła delikatnie parować, a system detekcji nie był w stanie odróżnić pary od dymu.
– Zgłoszenie pochodziło z systemu automatycznego. Na miejscu nie potwierdzono pożaru. Alarm wzbudziła para wodna powstała przy wycieku – przekazali strażacy.
Po wstępnych działaniach liczba zastępów została zmniejszona – na stacji pozostały dwa wozy straży pożarnej. Ich zadaniem było dalsze zabezpieczanie miejsca zdarzenia i czuwanie nad bezpieczeństwem do czasu usunięcia awarii.
Na miejsce wezwano również kilka zespołów pogotowia wodociągowego. Ich pracownicy mają zlokalizować uszkodzenie i odciąć dopływ wody. Według wstępnych ustaleń problem może dotyczyć jednej z większych arterii wodnych przebiegających w rejonie stacji.
Zamknięta stacja i chaos komunikacyjny na M2
Mimo że pożaru nie było, konsekwencje zdarzenia są poważne dla pasażerów. Stacja metra Kondratowicza została zamknięta do odwołania. To oznacza zmiany w kursowaniu całej linii M2.
Metro jeździ obecnie tylko na odcinku Bemowo – Trocka. Na pozostałej części trasy wprowadzono autobusową komunikację zastępczą. Dla wielu mieszkańców Warszawy oznacza to dłuższą drogę do domu, tłok w autobusach i spore nerwy w piątkowy wieczór.
Służby podkreślają jednak, że bezpieczeństwo pasażerów jest najważniejsze. Dopóki wyciek nie zostanie usunięty, a systemy sprawdzone, stacja nie zostanie ponownie otwarta. Choć tym razem skończyło się „tylko” na fałszywym alarmie, zdarzenie pokazuje, jak łatwo nawet nowoczesna infrastruktura może zostać wyprowadzona w pole przez pozornie błahą awarię.