Była 19.10, gdy w "Faktach" przekazano tragiczne wieści. Prezenter cudem powstrzymał emocje
Gdy w ramówce „Faktów” nadszedł czas informacji ze świata, nad studiem telewizyjnym zawisła ciężka cisza. Prezenter musiał zmierzyć się z tragicznymi wieściami z Alp – jego głos łamał się, a emocje niemal wzięły górę, gdy mówił o katastrofie, w której zginęły dzieci i młodzi ludzie. Ta relacja na długo zostanie w pamięci widzów.
- Tragiczne wydarzenia w Szwajcarii
- Prezenter „Faktów” cudem powstrzymał emocje
- Żałoba w Crans‑Montana: nawet ksiądz miał problem z powstrzymaniem łez
Tragiczne wydarzenia w Szwajcarii
W sylwestrową noc w alpejskim kurorcie Crans‑Montana w południowej Szwajcarii doszło do jednej z najpoważniejszych tragedii w najnowszej historii kraju. Około godziny 1.30 nad ranem 1 stycznia 2026 roku w barze Le Constellation wybuchł pożar, który szybko przerodził się w okrutny inferno. Według szwajcarskich władz i służb ratunkowych pożar pochłonął życie około 40 osób, a 119 osób zostało rannych, wielu ciężko i z poważnymi obrażeniami ciała.
Bar Le Constellation w Crans‑Montana to popularne miejsce, gdzie tłumy ludzi bawiły się tej nocy, świętując nadejście Nowego Roku. Świadkowie przekazywali, że ogień rozprzestrzenił się w ciągu sekund – jeden z możliwych scenariuszy wskazuje, że zapalone bengaliki lub zimne ognie umieszczone na butelkach szampana zetknęły się z sufitem, co mogło spowodować szybką eskalację ognia i jego rozprzestrzenienie się po całym lokalu.
Służby ratunkowe zostały natychmiast zaalarmowane, ale warunki i intensywność ognia sprawiły, że wielu osobom nie udało się uciec. Ci, którzy przebywali na miejscu, opisywali sceny chaosu i prób ucieczki, a wiele ofiar zostało tak poważnie poszkodowanych, że identyfikacja ofiar trwa nadal i wymaga badań DNA.
To wydarzenie wstrząsnęło całą Szwajcarią – władze ogłosiły pięć dni żałoby narodowej, flagi państwowe opuszczono do połowy masztu, a służby humanitarne i kryzysowe pracują bez wytchnienia, by udzielić pomocy rannym i rodzinom ofiar tragedii.
Prezenter „Faktów” cudem powstrzymał emocje
Kiedy wieczorem w polskiej telewizji nadchodziła relacja z zagranicznych wydarzeń, prowadzący „Faktów” musiał poinformować widzów o tragedii, która wydarzyła się w sercu Alp, jego głos zaczął się łamać już na początku przekazu. Ta chwila nie tylko oddaje ciężar informacji, ale również pokazuje, jak bardzo dramatyczne były wieści, które docierały do mediów na całym świecie.
Szwajcarska tragedia dotknęła szczególnie młodych ludzi – wśród ofiar są nastolatki. Reuters podał, że wśród zabitych znaleźli się nastolatkowie w wieku zaledwie 14 i 15 lat – to dzieci, które wyszły świętować Nowy Rok i nigdy nie wróciły do domu. Łączna liczba ofiar śmiertelnych to około 40 osób – w większości młodych ludzi, których życie zostało tragicznie przerwane w jednej chwili. Wśród zidentyfikowanych ofiar znajdują się również osoby w wieku od kilkunastu do trzydziestu kilku lat, co potęguje dramat tej nocy.
Prezentując te informacje, prowadzący „Faktów” musiał wielokrotnie zatrzymać się, by uspokoić oddech i zebrać myśli. To moment, który dla wielu widzów stał się symbolem tego, jak trudne i ciężkie w odbiorze były wieści z Crans‑Montana – nie tylko statystyki, ale konkretne ludzkie tragedie, w tym dzieci, których życia zostały odebrane w brutalny sposób.
Żałoba w Crans‑Montana: nawet ksiądz miał problem z powstrzymaniem łez
W miejscowości Crans‑Montana, gdzie doszło do pożaru, atmosfera jest ciężka od żałoby i bólu. Mieszkańcy oraz turyści, którzy przybyli na Nowy Rok, nie mogą otrząsnąć się po tym, co się stało. W niedzielę rano w kaplicy Chapelle Saint‑Christophe odbyła się msza święta, w której uczestniczyły setki osób – ratownicy, rodziny ofiar oraz mieszkańcy miasteczka.
Podczas nabożeństwa nawet duchowni mieli problem z powstrzymaniem emocji. Biskup Jean‑Marie Lovey mówił o „niezliczonych wyrazach współczucia i solidarności” płynących z całego świata, podkreślając, jak głęboko tragedia dotknęła serca społeczności. Słowa te wypowiadane były w atmosferze, gdzie łzy i modlitwy mieszały się z ciężką ciszą wiernych. Tragedię odczuł nawet ksiądz, który z trudem powstrzymywał łzy.
Po mszy odbył się milczący marsz w kierunku miejsca tragedii – Le Constellation, gdzie mieszkańcy i goście oddali hołd ofiarom, składając kwiaty, znicze i osobiste notatki. W wielu oczach można było dostrzec ślady głębokiego smutku – od starszych osób po młodzież, dla których ta noc miała być pełna radości, a stała się koszmarem.
Rodziny wciąż oczekują na identyfikację bliskich – proces ten przedłuża się z powodu stopnia obrażeń, jakie odniosły ciała ofiar, co tylko potęguje ból oczekiwania i niepewność. Taka żałoba, połączona z osobistymi tragediami wielu rodzin, pozostawia blizny, które trudno będzie zagoić.