"Chcieli zwolnić mnie tuż przed emeryturą. Nie wiedziałam, że mogą to zrobić". Jest kilka wyjątków
Usiądźcie no wygodnie, kochani, zaparzcie sobie herbatki, a babcia Leokadia opowie wam, jak to z tą naszą „bezpieczną przystanią” przed emeryturką bywa. Bo widzicie, w życiu to już tak jest, że jak człowiek myśli, że już złapał Pana Boga za nogi i może spokojnie odliczać dni do odpoczynku, to los potrafi spłatać figla.
Kiedy ten „parasol” w ogóle się otwiera?
Wszyscy wokoło trąbią o tej ochronie przedemerytalnej, że to niby taki pancerz, co to go żaden szef nie przebije. Ale powiem wam szczerze: ten pancerz czasem bywa zrobiony z grubszego papieru, a nie ze stali. Słuchajcie uważnie, żebyście się na ostatniej prostej nie zdziwili!
Zasada jest niby prosta – jak do emerytury zostały ci cztery lata, to wskakujesz pod ochronny parasol art. 39 Kodeksu pracy. Szef nie może cię wtedy ot tak wyrzucić ani uciąć pensji.
Dla nas, kobiet: ochrona zaczyna się, gdy skończymy 56 lat.
Dla panów: gdy na torcie wyląduje 61 świeczek.
Ale, moje drogie dzieci, diabeł tkwi w szczegółach! Żeby ta ochrona działała, wasza umowa musi trwać przynajmniej do dnia, w którym nabędziecie prawo do emerytury. Jak macie umowę na czas określony, która kończy się wcześniej... no to cóż, parasol się składa, zanim w ogóle zacznie padać.
Nie tylko wiek, ale i „kilometry” w nogach
Pamiętajcie, że sam PESEL to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze odpowiedni staż pracy, żeby ZUS dał wam potem parę groszy na leki i wycieczki.
Kobieta musi mieć wypracowane 20 lat.
Mężczyzna musi mieć na liczniku 25 lat.
Dopiero jak masz i wiek, i ten staż, to możesz powiedzieć szefowi „dzień dobry” z uśmiechem, mając nadzieję, że jesteś nie do ruszenia. Najlepiej oczywiście mieć umowę na czas nieokreślony – to jest jak solidny fundament pod domem.
Kiedy ochrona „pęka”? Trzy sytuacje, o których nikt głośno nie mówi
No i tu dochodzimy do sedna, bo nawet jak wszystko macie „odfajkowane”, są trzy furtki, którymi szef może was, że tak powiem, nieco zaskoczyć.
Zdrowie nie słucha paragrafów: Jeśli lekarz medycyny pracy wystawi kwit, że ze względu na zdrowie nie możecie już robić tego, co robiliście (straciliście tzw. „zdolność do pracy”), to ochrona przestaje działać. Przykra sprawa, ale z medycyną się nie dyskutuje.
Utrata uprawnień (nie z waszej winy): Wyobraźcie sobie kierowcę, który nagle traci wzrok albo pilota, któremu zabierają licencję z przyczyn od niego niezależnych. Bez „papierów” na daną robotę, nawet ochrona przedemerytalna nie pomoże zostać na stanowisku.
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku (obniżka pensji): To jest ten moment, kiedy mogą wam legalnie „uszczuplić” portfel. Jeśli firma wprowadza nowe zasady wynagradzania dla wszystkich albo dla całej waszej grupy zawodowej w zakładzie – to nie ma zmiłuj. Nie możecie powiedzieć: „mnie nie ruszajcie, bo ja mam ochronę”. Jak tną wszystkim, to i wam mogą.
Złota rada od babci Leokadii
Więc widzicie, moi mili, warto znać swoje prawa, ale warto też czytać to, co drobniejszym druczkiem napisane. Ochrona jest, ale nie jest to tarcza niezniszczalna. Dbajcie o zdrowie, pilnujcie stażu i sprawdzajcie, co macie w umowach, żebyście na tę zasłużoną emeryturę przeszli z godnością, a nie z wypowiedzeniem w ręku.
A teraz zjedzcie jeszcze kawałek serniczka, bo od tego myślenia o paragrafach to tylko głowa puchnie!