W takich warunkach miał przebywać pies. Jest interwencja
Wolontariusze DIOZ opisują wstrząsającą scenę z gminy Wola Mysłowska: na posesji należącej do rodziny radnej miał rzekomo przebywać pies w skrajnym stanie — bez budy, bez schronienia, „chodzący z łapki na łapkę”, by nie zamarznąć. Według relacji aktywistów zwierzę miało ubytki w sierści, było wyniszczone, a na miejscu nie podjęto żadnych działań, by mu ulżyć. Historia wywołała gorącą dyskusję o empatii, odpowiedzialności i granicach zaufania do osób pełniących funkcje publiczne.
Pies pod oknem, zima za progiem
Relacjonujący interwencję opisują, że zwierzę, ich zdaniem, rzekomo znajdowało się na terenie posesji, dosłownie „pod oknami” domu. Mróz i brak osłony miały potęgować cierpienie: brak budy, brak słomy czy koca, widoczne ubytki sierści i wychudzenie. W takich warunkach każdy podmuch wiatru jest dla psa jak kolejne uderzenie — organizm traci ciepło błyskawicznie, a chodzenie w miejscu staje się jedyną próbą ogrzania.
Aktywiści podkreślają, że nie mówią tu o „niewielkich zaniedbaniach”, tylko o sytuacji, która — jeśli potwierdzą ją służby oraz lekarz weterynarii — może stanowić poważne naruszenie dobrostanu zwierzęcia. To właśnie dlatego zdecydowali się wkroczyć, udokumentować zastane warunki i zabrać psa na pilną diagnostykę.
Na posesji radnej gminy Wola Mysłowska, Eweliny Markosik, znaleźliśmy psa jej teściów, który chodził z łapki na łapkę, próbując nie zamarznąć. Nie miał budy, nie miał schronienia. Był przełysiały, chory, skrajnie zaniedbany, wyniszczony tak, że wyglądał, jak cień psa. Ten widok bolał… Najgorsze jest to, że radna miała ten obraz dosłownie pod oknami. Widziała, jak pies kona, i nie zrobiła nic. Gdy prowadziliśmy interwencję, znów tylko patrzyła z okna. Zero odwagi, zero odpowiedzialności i zero człowieczeństwa - czytamy na Facebooku.
Interwencja i pytania do radnej
W tle pozostaje zasadnicze pytanie: czy osoba, która — według relacji DIOZ — rzekomo nie reaguje na cierpienie we własnym otoczeniu, powinna decydować o sprawach mieszkańców?
To nie kwestia „dobrej woli”, tylko realna pomoc — dzięki temu możliwe jest szybkie zabezpieczenie zwierzęcia i rzetelne wyjaśnienie, co wydarzyło się na tej posesji i kto ponosi odpowiedzialność. Jak osoba, która nie widzi cierpienia na własnym podwórku, ma decydować o losach mieszkańców? To skrajna patologia, to kolejna kompromitacja władzy, a co gorsza - to druga radna w ciągu kilkunastu dni, od której odebraliśmy psa w stanie dramatycznym. My ten dramat przerwaliśmy, ale takie osoby nie powinny pełnić żadnych funkcji publicznych - czytamy.
Prawo, konsekwencje i co może zrobić świadek
Organizacja zapowiada zawiadomienie odpowiednich instytucji. Przypomnijmy: polskie przepisy przewidują kary za znęcanie się nad zwierzętami, a w razie uznania szczególnego okrucieństwa — surowsze sankcje. O winie i kwalifikacji czynu zawsze decyduje sąd, po zebraniu opinii biegłych i dokumentacji weterynaryjnej. Niezależnie od emocji warto pamiętać o prostym algorytmie dla świadków: dokumentuj (zdjęcia, wideo, data), dzwoń na policję lub straż gminną, a w pilnych sytuacjach na 112; równolegle zgłaszaj sprawę do organizacji prozwierzęcych oraz powiatowego lekarza weterynarii.
Sprawcom okrucieństwa grozi do 3 lat pozbawiania wolności! - czytamy na Facebooku.