Jak trzęsienie ziemi. Najpierw huk, potem walące się budynki. Eksplozja w tej części Polski!
Piątkowy wieczór zmienił się w koszmar. Najpierw było słychać potężny huk — taki, że wielu nie mogło uwierzyć w to, co się stało. Sekundy później stojące budynki rozpadły się jak domki z kart. Mieszkańcy byli pogrążeni w szoku, bo nagle ich spokojny wieczór przerodził się w scenariusz najgorszego snu. Nagłe zniszczenie i chaos — to obraz, który długo zostanie w pamięci.
- Przerażające relacje mieszkańców
- Okoliczności tragedii
- Dramatyczna akcja ratunkowa
Przerażające relacje mieszkańców
Wieczór, który wcześniej wydawał się zwyczajny, w jednej chwili zamienił się w dramatyczną i przerażającą scenę. Ludzie, którzy chwilę wcześniej rozmawiali w domach z rodzinami, nagle usłyszeli huk — tak głośny, że wielu poczuło, jakby ziemia drgnęła pod stopami.
Zgłaszający usłyszał głośny huk i zauważył znaczne zniszczenia — przekazała "Faktowi" st. ogn. Justyna Kłusewicz, rzecznik prasowy podlaskiego komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej.
Niektórzy mieszkańcy opowiadają o chwili, gdy poczuli, jakby świat się zatrzymał, a powietrze wypełniło się kurzem i odgłosem kruszącego się betonu. W mgnieniu oka znane im krajobrazy zmieniły się w stos gruzu i zawalonych ścian. Ludzie wynosili na zewnątrz to, co udało się uratować, wiele rodzin stało z niedowierzaniem patrząc na zniszczone domy i własne podwórka.
Sytuacja była tym bardziej traumatyczna, że wiele osób nie miało pojęcia, co mogło być przyczyną tak gwałtownego zdarzenia. Opowieści o hałasie — przypominającym trzęsienie ziemi — oraz o dosłownym rozpadowi się budynku, krążyły wśród sąsiadów jeszcze długo po zajściu. Zdezorientowanie i strach mieszały się z próbami szybkiej oceny sytuacji.
Wielu mieszkańców wspominało, że chwilę po huku natychmiast wybiegli z domów, by sprawdzić, co się stało. Niektórzy również podkreślali, że dopiero gdy zobaczyli ogrom zniszczeń, uświadomili sobie skalę tragedii. Nawet osoby znajdujące się kilka ulic dalej mówiły o drżeniu szyb i odczuwalnym wstrząsie — to obrazy, których żaden z nich szybko nie zapomni.
Okoliczności tragedii
Do dramatycznego zdarzenia doszło wieczorem 30 stycznia. O godzinie 21:42 do Stanowiska Kierowania Komendanta Wojewódzkiego PSP wpłynęło zgłoszenie o potężnej eksplozji, po którym świadek usłyszał głośny huk, a potem zobaczył znaczące zniszczenia budynku jednorodzinnego.
Chociaż wielu początkowo mogło odnieść wrażenie, że to było trzęsienie ziemi, to fakty wskazują, że przyczyną prawdopodobnie był nagły i gwałtowny wybuch. Służby wstępnie ustaliły, że budynek mógł być jeszcze w trakcie budowy lub przebudowy — choć to nie zostało oficjalnie potwierdzone. To z kolei stwarzało dodatkowe zagrożenia, ponieważ konstrukcja mogła być w chwili eksplozji mniej stabilna niż normalnie.
Natychmiast po zgłoszeniu na miejsce ruszyły liczne zastępy straży pożarnej i specjalistyczne grupy ratownicze. Jak informuje „Fakt.pl”, pracowało tam około dziesięciu jednostek, łącznie z Grupą Operacyjną komendanta wojewódzkiego i specjalistyczną grupą poszukiwawczo-ratowniczą.
Po eksplozji teren wokół budynku został szybko zabezpieczony, ale ogrom zniszczeń sprawiał, że działania były utrudnione. Strażacy natychmiast rozpoczęli oświetlanie terenu i odgrodzili strefę zdarzenia, by uniemożliwić wstęp osobom postronnym. Ostateczne przyczyny katastrofy wciąż są ustalane, ale na ten moment służby skupiają się na ratowaniu ewentualnych poszkodowanych i ocenie stanu konstrukcji gruzowiska.
Według wstępnych doniesień wewnątrz mogły znajdować się dwie osoby w chwili wybuchu, jednak ich stan był dopiero weryfikowany przez służby medyczne.
Dramatyczna akcja ratunkowa
W akcji ratunkowej brały udział zarówno lokalne, jak i wyspecjalizowane jednostki Straży Pożarnej. Według informacji „Faktu” w działania zaangażowano:
- oficera operacyjnego Państwowej Straży Pożarnej,
- Grupę Operacyjną Podlaskiego Komendanta Wojewódzkiego wraz z dronem,
- Specjalistyczną Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą z Łomży.
Strażacy mieli natychmiast zająć się zabezpieczeniem terenu, oświetleniem miejsca zdarzenia i przeszukaniem gruzowiska, by sprawdzić, czy w zniszczonym budynku znajdują się ludzie.
Działania polegają na zapewnieniu bezpieczeństwa obszaru zdarzenia, przeszukaniu terenu akcji i sprawdzeniu, czy wewnątrz nie znajdują się osoby — mówiła st. ogn. Justyna Kłusewicz.
Do oceny stanu konstrukcji wykorzystywano także drona — urządzenie latające pomagało ratownikom sprawdzić miejsca trudnodostępne i ocenić, które fragmenty gruzowiska są szczególnie niebezpieczne. Taka technologia okazała się kluczowa, bo zawalony dom stanowił zagrożenie dla ratowników ze względu na ryzyko dalszych osunięć.
Warunki oświetleniowe były trudne — zdarzenie miało miejsce po zmroku — dlatego strażacy musieli od razu postawić oświetlenie masztowe, by móc pracować bezpiecznie. Działania były prowadzone zarówno z ziemi, jak i z powietrza, co świadczy o skali tragedii oraz profesjonalizmie ratowników w tak trudnych warunkach.
Służby medyczne cały czas oczekiwały, by móc zweryfikować stan osób potencjalnie poszkodowanych, lecz ratownicy najpierw musieli upewnić się, że teren jest stabilny i bezpieczny. W świetle powyższych faktów nadal nie potwierdzono oficjalnie ofiar śmiertelnych ani rannych — trwa weryfikacja i poszukiwanie ewentualnych osób uwięzionych pod gruzami.