Jest decyzja ws. wysłania polskich żołnierzy na Grenlandię. Tusk potwierdził to publicznie
W politycznym turbulencjach nad Arktyką Warszawa zabrała głos — i to wyraźny. Ta decyzja wywołała falę komentarzy w kraju i w sojuszniczych stolicach NATO, bo temat militarnej obecności w Arktyce stał się jednym z gorętszych punktów globalnej polityki bezpieczeństwa na początku 2026 roku.
- Dlaczego Grenlandia stała się areną napięć?
- Burzliwe dyskusje w Warszawie
- Komunikat premiera Tuska
Dlaczego Grenlandia stała się areną napięć?
Grenlandia — największa na świecie wyspa bez własnych sił zbrojnych — znalazła się w centrum uwagi globalnej polityki bezpieczeństwa z powodu rosnącego zainteresowania mocarstw jej położeniem i potencjałem. Terytorium to, autonomiczne, ale zależne od Danii, ma strategiczne znaczenie ze względu na kluczowe szlaki morskie w Arktyce, bogactwo surowców naturalnych i lokalizację ważnych baz wojskowych. Na Grenlandii działa m.in. amerykańska baza wojskowa Pituffik, a sama Dania utrzymuje niewielki garnizon, który pełni funkcje obronne i patrolowe.
Do tej pory kilka europejskich państw — m.in. Niemcy, Francja, Szwecja czy Norwegia — zdecydowało się na wysłanie niewielkich kontyngentów wojskowych w ramach ćwiczeń i misji pod nazwą Operation Arctic Endurance. Celem tych działań jest wzmocnienie północnej flanki NATO i sygnalizowanie solidarności z Danią oraz Grenlandią wobec rosnących obaw związanych z ewentualnymi próbami siłowego przejęcia terytorium.
Cała sytuacja nabrała dodatkowego wymiaru, gdy były prezydent USA Donald Trump publicznie sugerował, że Stany Zjednoczone mogą chcieć „opakować” Grenlandię — co sprowokowało obawy o podważenie suwerenności duńskiej i bezpieczeństwa sojuszniczego. W rezultacie kraje NATO rozpoczęły wysyłkę swoich żołnierzy, by pokazać wspólne wsparcie dla Danii i zasady kolektywnej obrony.
Burzliwe dyskusje w Warszawie
Temat obecności polskich wojsk na Grenlandii nie pojawił się w próżni — był przedmiotem poważnych dyskusji na forum rządowym i w gronie polityków. Z ustaleń mediów wynika, że Polska rozważała wysłanie kontyngentu, tak jak czynią to inne państwa europejskie. Niewielkie grupy wojskowe miały wziąć udział w ćwiczeniach i wspólnej operacji NATO Arctic Endurance, co mogłoby być sygnałem solidarności z sojusznikami.
Jednak ostatecznie do takiej misji nie doszło. Według ustaleń Faktu i informacji Newsweeka oraz Radia ZET, sprawę zatrzymał sprzeciw znaczących przedstawicieli rządu, a także realistyczna ocena prawnych przeszkód. Wskazywano, że każdy wyjazd polskiego kontyngentu poza granice państwa wymagałby zgody prezydenta, której prawdopodobnie by nie uzyskał.
Co więcej, część polityków i członków rządu argumentowała, że udział w takiej operacji mógłby nie tylko eskalować napięcia z USA, ale też odciągać uwagę Polski od najważniejszych wyzwań w Europie Środkowej. Dyskusje te trwały długo i były przedmiotem wewnętrznych konsultacji na szczeblu ministerialnym, zanim podjęto ostateczną decyzję o niewysyłaniu wojsk.
Komunikat premiera Tuska
15 stycznia 2026 roku premier Donald Tusk publicznie potwierdził, że Polska nie planuje wysyłania swoich żołnierzy na Grenlandię.
Nie, nie planujemy wysyłania polskich żołnierzy do Grenlandii — oświadczył wyraźnie podczas konferencji prasowej w Warszawie, odpowiadając na pytania mediów o udział Polski w akcji NATO w Arktyce.
Premier uzasadniał tę decyzję m.in. potrzebą utrzymania jedności sojuszniczej i ostrożnym podejściem do rosnących napięć między państwami NATO a Stanami Zjednoczonymi. W podobnym tonie wypowiadali się również przedstawiciele polskiego rządu i ministerstwa obrony, podkreślając, że obecna sytuacja wymaga dyplomacji i stabilizacji, a nie symbolicznych gestów militarnej obecności.
Decyzja Tuska spotkała się z mieszanymi reakcjami — część komentatorów uznała ją za realistyczne i strategiczne posunięcie, inni krytykowali ją jako brak zdecydowania — jednak oficjalny komunikat jest jednoznaczny: Polska nie wysyła żołnierzy na Grenlandię.