Katastrofa lotnicza w Polsce. Potworne wieści, prokuratura o tragicznym zdarzeniu
Lot, który miał być rutynowy, zakończył się dramatem w lesie na Podkarpaciu. Przez długie minuty nikt nie wiedział, co dokładnie wydarzyło się w powietrzu. Teraz pierwsze oficjalne ustalenia pokazują, jak cienka granica dzieliła zwykłą podróż od katastrofy.
- Ostatnie minuty lotu i moment, w którym wszystko się zmieniło
- Co wynika z raportu komisji i danych technicznych
- Tragiczne konsekwencje i pytania o bezpieczeństwo lotów
Ostatnie minuty lotu. Rekonstrukcja wydarzeń prowadzących do katastrofy
Śmigłowiec Robinson R44 wystartował 29 listopada 2025 roku z lotniska w Krośnie we wczesnych godzinach popołudniowych. Lot początkowo przebiegał bez zakłóceń, a załoga realizowała zaplanowaną trasę. Po krótkim międzylądowaniu maszyna ponownie wzbiła się w powietrze, kierując się w stronę północno-zachodnią.
Kilkanaście minut później sytuacja zaczęła się komplikować. Kontrola ruchu lotniczego próbowała nawiązać kontakt z pilotem, jednak odpowiedź nie nadeszła. W tym samym czasie pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały od osób przebywających w rejonie przelotu maszyny. Analiza zapisu trasy wykazała, że śmigłowiec stopniowo obniżał lot i zbaczał z pierwotnego kursu.
Decydujący moment nastąpił w rejonie miejscowości Cierpisz. Lecąca nisko maszyna zaczęła zahaczać o wierzchołki drzew, co doprowadziło do utraty kontroli. Zderzenie z terenem miało gwałtowny charakter i zakończyło się całkowitym zniszczeniem śmigłowca. W wyniku uderzenia doszło również do pożaru, który strawił znaczną część wraku.

Wstępny raport komisji. Techniczne ustalenia i rola warunków pogodowych
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport, który opisuje sekwencję zdarzeń, ale nie przesądza jeszcze o ostatecznych przyczynach katastrofy. Z dokumentu wynika, że konstrukcja śmigłowca uległa rozpadowi po kontakcie z drzewami, a uszkodzenia obejmowały zarówno kadłub, jak i elementy układu nośnego oraz ogonowego.
Eksperci zwracają szczególną uwagę na warunki atmosferyczne panujące tego dnia. Zachmurzenie było niskie i zmienne, a pułap chmur w ciągu kilkudziesięciu minut znacząco się obniżał. Choć widzialność nie była skrajnie ograniczona, dynamiczne zmiany mogły utrudnić orientację przestrzenną, zwłaszcza przy locie na małej wysokości nad terenem zalesionym.
Komisja zabezpieczyła wrak do dalszych badań i analizuje dokumentację techniczną śmigłowca oraz kwalifikacje pilota. Sprawdzane są m.in. zapisy obsługowe maszyny, historia serwisowa oraz to, czy wszystkie procedury zostały zachowane przed startem. Dopiero po zakończeniu tych działań możliwe będzie sformułowanie jednoznacznych wniosków.
Ofiary tragedii i pytania o bezpieczeństwo lotnictwa ogólnego
W katastrofie zginęli dwaj bracia – Mariusz i Krzysztof Supersonowie – znani lokalnie jako przedsiębiorcy i osoby aktywnie zaangażowane w życie społeczne regionu. Ich nagła śmierć wstrząsnęła nie tylko rodziną i przyjaciółmi, ale również całą społecznością Podkarpacia, gdzie byli postrzegani jako ludzie dynamiczni i pomocni.
Akcja ratunkowa była wyjątkowo trudna ze względu na położenie miejsca wypadku. Gęsty las i brak dojazdu dla ciężkiego sprzętu sprawiły, że ratownicy musieli dotrzeć do wraku pieszo. Po ugaszeniu pożaru potwierdzono, że nikt nie przeżył zderzenia. Sekcja zwłok wykazała, że obrażenia były natychmiast śmiertelne.
Tragedia ponownie wywołała dyskusję na temat bezpieczeństwa lotów prywatnych śmigłowców. Eksperci wskazują, że kluczowe znaczenie ma nie tylko stan techniczny maszyny, ale także podejmowanie decyzji w zmiennych warunkach pogodowych. Wstępne ustalenia sugerują, że połączenie niskiego pułapu lotu, terenu leśnego i pogarszającej się pogody mogło stworzyć sytuację bez wyjścia.
