Wydarzenia Gwiazdy Dieta Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Koszmar w warszawskim bloku. Zrozpaczeni sąsiedzi błagają o pomoc. "Wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli"
Agata Piszczek
Agata Piszczek 23.01.2026 21:22

Koszmar w warszawskim bloku. Zrozpaczeni sąsiedzi błagają o pomoc. "Wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli"

Koszmar w warszawskim bloku. Zrozpaczeni sąsiedzi błagają o pomoc. "Wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli"
fot. East News

Przez piętnaście lat mieszkańcy jednego z bloków na warszawskim Gocławiu żyli w strachu i bezsilności. W mieszkaniu 80-letniego pana Bogusława rosła góra śmieci, mebli i odpadów. Pojawiły się pluskwy, ptaki, robactwo i fetor. Gdy w końcu mróz rozsadził kaloryfer, a czarna woda zalała cały pion, sąsiedzi powiedzieli dość. Dopiero katastrofa zmusiła seniora do zgody na interwencję.

  • Od niewinnego łóżka do góry śmieci
  • Zalany blok i strach przed wybuchem
  • Interwencja po latach. Czy to coś zmieni?

Od niewinnego łóżka do góry śmieci

Historia pana Bogusława zaczęła się – jak mówią sąsiedzi – zupełnie niewinnie. Ktoś chciał oddać stare łóżko, on zgodził się je wziąć. Później pojawił się materac, krzesła, stół. Z czasem do mieszkania trafiało coraz więcej rzeczy. I tak przez kilkanaście lat dwa pokoje z kuchnią stopniowo zamieniły się w składowisko.

– On od jakichś 15 lat to zbiera. Najpierw były meble „dla mamy na wsi”, a potem wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli – opowiada jeden z mieszkańców bloku.

Z czasem w mieszkaniu pojawiły się pluskwy, muchy, a nawet ptaki. Administracja zdecydowała się zamontować siatkę, bo wcześniej gołębie zakładały tam lęgi. Sąsiedzi nie mają wątpliwości, że część ptactwa mogła tam paść.

– Boimy się, co będzie, jak przyjdą upały. To wszystko gnije. Smród, robactwo, zagrożenie sanitarne – mówi mieszkanka osiedla.

Problem był znany od lat, ale wszyscy rozbijali się o mur bezradności. Mieszkanie było własnościowe. A to oznaczało, że bez zgody właściciela niewiele dało się zrobić.

– To jego prywatna własność, chroniona konstytucyjnie. Jako spółdzielnia mogliśmy działać tylko przez negocjacje albo iść do sądu, co trwa latami – tłumaczy Krzysztof Sieczyński, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Gocław-Lotnisko.

Zalany blok i strach przed wybuchem

Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy doszło do katastrofy. Podczas silnych mrozów w mieszkaniu pana Bogusława pękł kaloryfer. Woda zaczęła lać się strumieniami.

– To był rzęsisty deszcz. Woda była zimna, brudna, czarna. U mnie wszystko pływało – wspomina jedna z lokatorek.

Woda wylewała się na klatkę schodową, do szybu windowego, a nawet do piwnic. Mieszkańcy biegali z wiadrami, próbując ratować dobytek.

– On mieszka na szóstym piętrze, a ja byłem w piwnicy przy zaworach i tam też już lało – relacjonuje jeden z lokatorów.

To jednak nie był jedyny strach. Sąsiedzi od dawna obawiali się, że w mieszkaniu może dojść do tragedii.

– Gaz nie jest sprawdzany, wentylacja nie działa. My się boimy, że on nas kiedyś wysadzi w powietrze – mówi jedna z kobiet.

Dopiero zalanie całego pionu sprawiło, że 80-latek się przestraszył. Podpisał oświadczenie, w którym zgodził się na wejście do lokalu i jego opróżnienie. Na miejscu pojawił się nawet dzielnicowy, który zabezpieczał działania spółdzielni. Dla mieszkańców to był moment ulgi, ale i niedowierzania.

– Trudno było uwierzyć, że to naprawdę się dzieje i że to koniec naszego koszmaru – mówią.

Interwencja po latach. Czy to coś zmieni?

Do mieszkania weszła firma sprzątająca. Już pierwsze oględziny pokazały, że skala problemu jest ogromna.

– Myślałem, że to będą dwa, trzy dni pracy. Teraz wiem, że co najmniej pięć dni i potrzebuję kilku dodatkowych ludzi. Tam są tony mebli i odpadów – mówi pan Adam, właściciel firmy.

Tymczasem sam pan Bogusław od kilku lat… nie mieszka w swoim lokalu. Śpi w samochodzie zaparkowanym pod blokiem. Według sąsiadów zmieniał auta, nocując w kolejnych. W czasie mrozów administracja przynosiła mu ciepłe posiłki, ale mężczyzna odrzucał inne formy pomocy.

– Była opieka społeczna, psycholog, MOPS. On po prostu nie otwierał drzwi. Gdy proponowaliśmy pomoc, stawał się agresywny – opowiada mieszkanka.

Urzędnicy rozkładają ręce. Jak podkreślają, nie można zmusić dorosłego człowieka do przyjęcia wsparcia.

– Interwencja jest możliwa tylko wtedy, gdy jego zachowanie zagraża życiu lub zdrowiu – wyjaśnia Michał Szweycer z Urzędu Dzielnicy Praga-Południe. – To trudne decyzje, często wymagające postanowień sądu.

Firma sprzątająca odda mieszkanie „pod klucz”. Puste, z gołymi ścianami. Ale nawet to nie daje sąsiadom spokoju.

– Jest niemal pewne, że on zacznie to samo od nowa. Wejdzie do pustego mieszkania i nie będzie szczęśliwy – przyznaje pan Adam.

Podobnie uważają mieszkańcy bloku.

– To człowiek w głębokiej potrzebie pomocy. Na pierwszy rzut oka logiczny, ale całokształt jego życia pokazuje, że sam sobie nie radzi – podsumowuje jeden z nich.

Czy interwencja po 15 latach coś zmieni? Na to pytanie nikt dziś nie potrafi odpowiedzieć. Jedno jest pewne: dramat pana Bogusława to nie tylko historia o śmieciach, ale o samotności, bezradności systemu i ludziach, którzy przez lata żyli w cieniu tykającej bomby.

Wybór Redakcji
„Dach się wali!” - potem zapadła cisza. Ta tragedia wciąż boli. Dziś mija 20 lat
„Dach się wali!” - potem zapadła cisza. Ta tragedia wciąż boli. Dziś mija 20 lat
Wybiegli tak, jak stali. Tragedia 14-ciorga dzieci
Wybiegli tak, jak stali. Tragedia 14-ciorga dzieci
Blok wieczorem
Funkcjonariusz SOP pozbawił życia 4-letnią córeczkę. Sąsiad przerwał milczenie
Samochód policyjny
Ogromna tragedia, nie żyje niemowlę. Służby zabezpieczyły nawet butelkę
Pożar
Wielki pożar w bloku w polskim mieście. Nie żyje mężczyzna, są ranni
Jedna świeczka
Śmierć 12-letniej mieszkanki wstrząsnęła Dzikowcem. Społeczność w żałobie
Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: