Najpierw wybuch, potem ogień pod samo niebo. Tragedia w mieście, z budynku nic nie zostało
W sobotnie popołudnie w Słubicach rozpętał się piekielny żywioł — najpierw seria wybuchów, potem gigantyczny ogień, który doszczętnie strawił budynek warsztatu. Mieszkańcy mówili o dźwiękach jak z pola bitwy, a nad miastem unosiły się kłęby czarnego dymu. To nie był zwykły pożar — to była tragedia, którą długo będzie się pamiętać.
- Okoliczności zdarzenia
- Informacje o rannych
- Pierwsze ustalenia służb
Okoliczności zdarzenia
W sobotę, 10 stycznia 2026 r., około godziny 17:27 służby ratownicze otrzymały dramatyczne zgłoszenie o pożarze, jaki wybuchł w jednym z budynków przy ulicy Powstańców Wielkopolskich w Słubicach. Zgłoszenie dotyczyło pożaru warsztatu, który szybko przerodził się w ogromny pożar — świadkowie relacjonowali, że ogień wydawał się „wychodzić spod samego nieba”, a z wnętrza budynku dochodziły głośne eksplozje. Ogień objął cały budynek i błyskawicznie się rozprzestrzeniał, co utrudniało pracę ratownikom od pierwszych chwil akcji.
Z informacji przekazanych przez lokalne media wynika, że wewnątrz znajdowały się butle z gazem oraz pojazdy, co dodatkowo zwiększało ryzyko i stopień niebezpieczeństwa podczas działań ratowniczych. Przybyłe na miejsce zastępy straży pożarnej natrafiły już na rozwinięty pożar — płomienie sięgały dużej wysokości, a z wnętrza emitowane były potężne serie wybuchów. Według relacji rzecznika Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Słubicach akcja gaszenia wymagała użycia specjalistycznego sprzętu i dużych ilości wody oraz piany, aby powstrzymać rozprzestrzeniający się ogień.
Strażacy, wyposażeni w aparaty ochrony dróg oddechowych, po kilkudziesięciu minutach walki z żywiołem dopiero zaczęli opanowywać sytuację. Mimo sprawnej i błyskawicznej reakcji służb, budynek warsztatu został prawie całkowicie zniszczony — z niewielkich ruin trudno było od razu wyznaczyć, co pierwotnie się tam znajdowało. Ogień pochłonął dach i ściany, a znaczna część konstrukcji zawaliła się do środka. Wszystkie działania gaśnicze skierowano nie tylko na gaszenie, ale także zabezpieczenie terenu i próbę ograniczenia skutków kolejnych wybuchów wewnątrz.
Informacje o rannych
Na tym etapie działań ratowniczych nie ma potwierdzonych informacji o osobach poszkodowanych w wyniku sobotniego pożaru warsztatu w Słubicach. Jak przekazują służby oraz lokalne media, nie odnotowano rannych ani hospitalizowanych mieszkańców tego zdarzenia. Straż pożarna i ratownicy medyczni, którzy pojawili się na miejscu, nie zgłaszali przypadków konieczności udzielenia pomocy ofiarom — zarówno poszkodowanym ewentualnymi poparzeniami, obrażeniami wskutek wybuchów, jak i zatruciem dymem.
Mimo groźnie wyglądającego pożaru i serii eksplozji, które słyszeli okoliczni mieszkańcy, nikt z osób cywilnych ani ratowników straży pożarnej nie został ofiarą tego zdarzenia. Służby ratunkowe po opanowaniu pożaru i zakończeniu działań gaśniczych potwierdziły, że teren nie wykazuje sygnałów obecności ofiar ani zwałów materiałów, które mogłyby wskazywać na osoby uwięzione pod gruzami.
Mieszkańcy Słubic, mimo dramatycznych relacji o wybuchach przypominających serię detonacji, nie zgłaszali także do lokalnych mediów przypadków pogorszenia stanu zdrowia związanego z dymem czy hałasem. Lokalne służby medyczne i pogotowie ratunkowe pozostały jednak w gotowości jeszcze przez kilka godzin po zdarzeniu, na wypadek konieczności udzielenia pomocy.
Fakt, że po takim silnym pożarze nie ma rannych, jest uspokajający, ale jednocześnie przypomina o skali niebezpieczeństwa, jakie nieśli ze sobą wybuchające butle z gazem i płonące pojazdy w zamkniętej przestrzeni warsztatu. Specjaliści ostrzegają, że w takich sytuacjach nawet przy szybkim przybyciu służb ratunkowych każdy moment przed ich dotarciem może być decydujący dla zdrowia osób postronnych — dlatego kluczowe jest zgłaszanie pożarów natychmiast po zauważeniu ognia.
Pierwsze ustalenia służb
Po zakończeniu działań gaśniczych i dogaszeniu pogorzeliska, straż pożarna oraz biegli z zakresu pożarnictwa rozpoczęli wstępne ustalenia dotyczące przyczyn sobotniego pożaru w Słubicach. Jak przekazano mediom, wstępne oględziny wskazują, że ogień mógł rozprzestrzenić się bardzo szybko z powodu łatwopalnych materiałów zgromadzonych wewnątrz warsztatu — m.in. butli gazowych oraz licznych pojazdów mechanicznych, które dodatkowo napędzały gwałtowny wzrost płomieni.
Strażacy podkreślają, że widoczność wewnątrz obiektu była ekstremalnie ograniczona z powodu gęstego dymu, co przez pierwsze momenty akcji uniemożliwiało dokładne określenie źródła zapłonu. Rzecznik Komendy Powiatowej PSP zaznaczył, że mimo szybkiej reakcji służb, pełne ustalenie przyczyny ognia wymaga szczegółowych badań — m.in. analiz laboratoryjnych odłamków materiałów i instalacji znalezionych w gruzowisku po pożarze.
Na tym etapie nie zostały jeszcze upublicznione oficjalne wnioski dotyczące przyczyn pożaru. Straż pożarna wraz z powołanymi biegłymi będzie analizować również instalację elektryczną w budynku, rozmieszczenie butli z gazem oraz stan techniczny przechowywanych pojazdów. Dopiero po zakończeniu tych analiz ekspertów będzie możliwe wskazanie najbardziej prawdopodobnej przyczyny ognia — czy było to zwarcie instalacji, niewłaściwe przechowywanie materiałów łatwopalnych, czy inny czynnik.
Do czasu publikacji pełnego raportu śledczego służby bezpieczeństwa apelują o cierpliwość i jednocześnie przypominają, że takie dramatyczne zdarzenia są analizowane w każdym szczególe, by uniknąć podobnych tragedii w przyszłości. Zabezpieczone dowody zostaną przekazane do właściwych organów nadzoru i komend pożarniczych, które wydać mają oficjalne stanowisko oraz rekomendacje dotyczące działań prewencyjnych.