Nie żyje znany sportowiec. Dramatyczne okoliczności śmierci
Góry potrafią dawać wolność, ciszę i poczucie absolutnej harmonii. Ale czasem w jednej chwili potrafią też przypomnieć, jak kruche jest ludzkie życie. W ostatnich dniach alpejski krajobraz stał się tłem dla wydarzenia, które wstrząsnęło środowiskiem sportów zimowych i na nowo rozbudziło rozmowę o granicach ryzyka w świecie ekstremalnej pasji.
• Kim był człowiek, o którym mówi dziś cały świat
• Co wydarzyło się wysoko w Alpach
• Dlaczego jego historia porusza tak wiele osób
Człowiek, który pomógł stworzyć nową erę sportów zimowych
Zanim stał się ikoną, był jednym z tych, którzy przecierali zupełnie nowe szlaki. W czasach, gdy snowboard dopiero zaczynał zdobywać popularność, a wielu patrzyło na niego jak na chwilową modę albo młodzieżowy bunt, on traktował deskę jak narzędzie do przekraczania granic – sportowych i mentalnych. Ueli Kestenholz był jedną z tych postaci, które sprawiły, że snowboard zyskał rangę prawdziwej, szanowanej dyscypliny.
Pochodził ze Szwajcarii – kraju, gdzie góry są niemal częścią tożsamości narodowej. Od młodych lat ciągnęło go w stronę śniegu, stromych zboczy i prędkości. W latach 90. szybko wyrósł na jednego z najlepszych zawodników na świecie, regularnie pojawiając się w ścisłej czołówce Pucharu Świata. Jego styl, determinacja i technika sprawiły, że stał się jednym z symboli złotej ery snowboardu alpejskiego.
Największym momentem jego kariery były Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Nagano w 1998 roku – pierwsze w historii, na których snowboard znalazł się w programie. To właśnie tam Kestenholz sięgnął po brązowy medal w slalomie gigancie, zapisując swoje nazwisko na zawsze w historii olimpijskiej. Później startował także w Turynie, a jego sportowe CV uzupełniały medale mistrzostw świata i liczne sukcesy na arenach międzynarodowych.

Góry, pasja i nieustanne szukanie granic
Choć mógłby spokojnie spocząć na laurach, Ueli Kestenholz nigdy nie należał do ludzi, którzy wybierają łatwą drogę. Po zakończeniu zawodowej kariery nie porzucił gór – wręcz przeciwnie. Jego życie nadal kręciło się wokół wysokości, śniegu i adrenaliny. Uprawiał paralotniarstwo, eksplorował trudno dostępne tereny na splitboardzie, który pozwala wspinać się w dzikie rejony i zjeżdżać z nich z dala od przygotowanych tras.
Często powtarzał, że świat jest zbyt duży i zbyt piękny, by ograniczać się do jednej formy ruchu. Dla niego sport nie był tylko rywalizacją – był sposobem istnienia, przeżywania przyrody i testowania własnych możliwości. Tę filozofię przekazywał także młodszym. Organizował szkolenia, obozy, spotkania z młodzieżą, inspirując kolejne pokolenia do odkrywania gór w sposób świadomy, ale i pełen pasji.
W środowisku uchodził za człowieka niezwykle autentycznego. Nie gwiazdora, lecz mentora. Kogoś, kto znał smak zwycięstw, ale też rozumiał, że prawdziwą nagrodą jest samo bycie w górach.

Dramat w Alpach i chwila, która zmieniła wszystko
To właśnie w tym świecie – na wysokości około 2400 metrów w szwajcarskiej dolinie Loetschental – rozegrał się dramat, który przerwał jego historię. Podczas wyprawy w wysokogórski teren Ueli Kestenholz znalazł się na zboczu razem z innym sportowcem. Nagle zeszła lawina. Jeden z mężczyzn zdołał w ostatniej chwili wydostać się ze strefy zagrożenia. Drugi został porwany przez pędzącą masę śniegu.
Ratownicy ruszyli natychmiast, wiedząc, że każda minuta ma znaczenie. Snowboardzista został odnaleziony i wydobyty spod zwałów, a następnie przetransportowany helikopterem do szpitala w Sion. Mimo wysiłków lekarzy jego życia nie udało się uratować. Wkrótce potem potwierdzono, że ofiarą był właśnie Ueli Kestenholz – legenda snowboardu, olimpijczyk, pionier i nauczyciel.
Jego śmierć poruszyła nie tylko fanów sportów zimowych, ale całe środowisko górskie. Przypomniała, że nawet największe doświadczenie i umiejętności nie dają pełnej kontroli nad naturą. Góry, które dawały mu wolność przez całe życie, w jednej chwili pokazały swoją nieprzewidywalną siłę.
Dziś Kestenholz pozostaje symbolem pasji, odwagi i pionierskiego ducha. Człowiekiem, który nie bał się iść tam, gdzie inni jeszcze nie byli – i który na zawsze pozostanie częścią historii sportów zimowych.
