Nowe stacje metra zalane wodą. Warszawiacy przecierają oczy ze zdumienia
Miało być nowocześnie, bezpiecznie i na lata. Tymczasem pod ziemią dzieje się coś, czego pasażerowie zupełnie się nie spodziewali. Obrazy z warszawskiego metra wywołały falę komentarzy i niepokoju - zwłaszcza że mowa o stacjach oddanych do użytku zaledwie kilka lat temu.
- Wiadra, kałuże i prowizorka. Pasażerowie łapią się za głowy
- Dlaczego woda pojawiła się pod ziemią? Metro tłumaczy przyczyny
- Naprawy będą, ale nie od razu. Mróz komplikuje sytuację
Wiadra, kałuże i prowizorka. Pasażerowie łapią się za głowy
Jeszcze niedawno uchodziły za wizytówkę nowoczesnej Warszawy. Dziś na peronach i w korytarzach pojawiają się kałuże, a z sufitu kapie woda. Na kilku stacjach drugiej linii metra pasażerowie natrafiają na widok, który bardziej przypomina plac budowy niż kluczowy element komunikacji miejskiej stolicy.
Jak opisuje Gazeta Wyborcza, woda miejscami wypływa wprost z posadzki, tworząc źródła między płytami granitowymi. Część kałuż ma brunatny, rdzawy kolor, który już zdążył wniknąć w jasne nawierzchnie. W innych miejscach ze stropu kapie woda, a obsługa ustawia wiadra i zabezpieczenia, by ograniczyć zalewanie ciągów komunikacyjnych.
Szczególnie zaskakujące są obrazy prowizorycznych rozwiązań: zdjęte okładziny ścienne, plastikowe płachty przyklejone taśmą, kartony rozłożone na podłodze, które szybko nasiąkają wilgocią. Dla wielu pasażerów to sygnał, że coś w tej inwestycji poszło nie tak. Tym bardziej że mówimy o stacjach, które miały być odporne na trudne warunki i intensywną eksploatację przez dekady.
Dlaczego woda pojawiła się pod ziemią? Metro tłumaczy przyczyny
Jak informuje Metro Warszawskie, przecieki występują na kilku stacjach drugiej linii, m.in. na Targówku i Bródnie, czyli w rejonach o wysokim poziomie wód gruntowych. Rzeczniczka spółki, Anna Bartoń, tłumaczy, że kluczową rolę odegrały ekstremalne warunki pogodowe oraz tzw. „praca” konstrukcji.
Na niektórych stacjach okresowo pojawiają się przecieki wód gruntowych. To zjawisko znane w obiektach podziemnych, szczególnie przy dużym nawodnieniu gruntu. Najczęściej występuje na dylatacjach, które reagują na zmiany temperatur - wyjaśnia w rozmowie z „GW”.
Według metra długotrwałe mrozy i wcześniejsze intensywne opady sprawiły, że woda znalazła ujście w newralgicznych punktach konstrukcji. Co istotne, zarządca uspokaja pasażerów: przecieki nie mają wpływu na bezpieczeństwo podróżnych ani na ruch pociągów. Mimo to na jednej ze stacji wyłączono część biletomatów i odgrodzono fragmenty korytarzy, a w rozkutej ścianie widać już pordzewiałe pręty zbrojeniowe - co budzi kolejne pytania o trwałość inwestycji.
Naprawy będą, ale nie od razu. Mróz komplikuje sytuację
Usuwaniem przecieków zajmuje się generalny wykonawca drugiej linii metra, turecka firma Gülermak, w ramach obowiązującej rękojmi. Problem w tym, że skuteczne naprawy wymagają dodatnich temperatur. Kluczową metodą jest tzw. iniekcja ciśnieniowa, która przy mrozie po prostu nie zadziała.
Ze względów technologicznych prace mogą być prowadzone dopiero wtedy, gdy temperatura będzie dodatnia. Tylko wtedy naprawy będą trwałe i skuteczne - podkreśla rzeczniczka Metra Warszawskiego.
To oznacza, że woda na niektórych stacjach może pozostać jeszcze przez dłuższy czas. Prognozy pogody nie są optymistyczne - synoptycy zapowiadają kolejną falę mrozów, a zimowa aura ma utrzymać się przez większą część lutego. Dla pasażerów oznacza to konieczność pogodzenia się z utrudnieniami i widokiem zabezpieczeń na nowych, teoretycznie nowoczesnych stacjach.
Choć metro zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, wielu warszawiaków zadaje sobie jedno pytanie: jak to możliwe, że kilka lat po otwarciu nowej linii podziemnej infrastruktury, woda znów zaczyna dyktować warunki?