Pilny komunikat TVP! W stacji aż grzmi. Afera na Woronicza!
Jedna decyzja programowa wystarczyła, by w gmachu Telewizji Polskiej doszło do otwartego starcia na najwyższym szczeblu. Wewnętrzne napięcia, dotąd skrywane za oficjalnymi komunikatami, wyszły na światło dzienne i przerodziły się w publiczną wymianę oskarżeń. Spór, który początkowo dotyczył jednego materiału filmowego, szybko objął znacznie szersze kwestie: odpowiedzialność mediów publicznych, granice debaty historycznej oraz realną niezależność instytucji mającej pełnić misję społeczną. To, co wydarzyło się na Woronicza, pokazuje, jak krucha jest równowaga między pamięcią, polityką a mediami.
- Film, który wywołał lawinę – dlaczego dokument stał się zapalnikiem sporu
- Rada kontra zarząd – jak doszło do otwartego konfliktu w TVP
- Spór większy niż program – stawka walki o historię i media publiczne
Film, który rozpalił emocje. Historia, której nie da się ominąć
Punktem wyjścia całej burzy była emisja dokumentu „Wśród sąsiadów”. Produkcja skupia się na losach mieszkańców niewielkiej miejscowości w czasie II wojny światowej, kiedy codzienne życie zostało brutalnie przerwane przez niemiecką okupację i Zagładę ludności żydowskiej. Twórcy filmu sięgnęli po relacje świadków, próbując odtworzyć skomplikowane relacje między dawnymi sąsiadami – Polakami i Żydami.
To właśnie ta perspektywa wywołała gwałtowne reakcje. Film nie ogranicza się wyłącznie do opisu niemieckiego terroru, ale porusza również temat postaw części lokalnej społeczności wobec prześladowanych Żydów. Dla jednych jest to próba uczciwego zmierzenia się z trudną historią, dla innych – przekroczenie granicy i uderzenie w narodową narrację o wyłącznej roli ofiary.
Po emisji dokumentu pojawiły się ostre głosy krytyki ze strony polityków, którzy zarzucali produkcji jednostronność, pomijanie kontekstu okupacyjnego oraz formułowanie niejednoznacznych ocen. W efekcie materiał stał się nie tylko przedmiotem debaty historycznej, ale także kolejnym elementem politycznego sporu o to, jak opowiadać przeszłość w mediach publicznych.

Konflikt w sercu TVP. Rada Programowa kontra zarząd
Prawdziwy przełom nastąpił jednak wtedy, gdy spór przeniósł się do wnętrza samej Telewizji Polskiej. Rada Programowa TVP, organ doradczy odpowiedzialny za ocenę oferty programowej, zajęła się sprawą emisji dokumentu. Większość jej członków opowiedziała się za decyzją o pokazaniu filmu, uznając ją za zgodną z misją nadawcy publicznego.
Inne stanowisko zajęła jednak przewodnicząca Rady Programowej, Barbara Bilińska. Publicznie zakwestionowała ona sposób, w jaki film trafił na antenę, podnosząc wątpliwości dotyczące jego wersji i procesu decyzyjnego. Jej wypowiedzi sugerowały brak pełnej transparentności po stronie nadawcy i stały się paliwem dla kolejnej fali krytyki.
Reakcja zarządu TVP była natychmiastowa i wyjątkowo ostra. W oficjalnym oświadczeniu władze stacji stanowczo odrzuciły zarzuty, podkreślając, że emisja była poprzedzona konsultacjami, a sam film uzyskał wsparcie renomowanych instytucji zajmujących się badaniem historii. Co więcej, zarząd wprost oskarżył przewodniczącą Rady Programowej o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, co doprowadziło do bezprecedensowego publicznego konfliktu między dwiema strukturami jednej instytucji.
Stawka większa niż jeden dokument. Walka o pamięć i misję mediów
Choć oficjalnie spór dotyczy jednego filmu, w rzeczywistości ujawnia on znacznie głębszy problem. Chodzi o to, kto i na jakich zasadach kształtuje narrację historyczną w mediach publicznych. Tematy związane z relacjami polsko-żydowskimi w czasie wojny od lat budzą skrajne emocje, a każda próba ich przedstawienia balansuje między potrzebą prawdy a obawą przed uproszczeniami i politycznym wykorzystaniem.
Telewizja publiczna znajduje się w samym centrum tego napięcia. Z jednej strony powinna realizować misję informacyjną i edukacyjną, nie unikając trudnych tematów. Z drugiej – działa w środowisku silnie upolitycznionym, gdzie każda decyzja programowa może zostać odczytana jako deklaracja ideowa.
Otwarte oskarżenia kierowane przez zarząd pod adresem przewodniczącej własnej Rady Programowej pokazują, jak głęboki jest kryzys zaufania wewnątrz instytucji. To już nie jest różnica zdań, lecz otwarty konflikt o wiarygodność, kompetencje i prawo do krytyki. Spór na Woronicza stał się symbolem szerszego problemu – braku zgody co do tego, czym mają być dziś media publiczne i komu mają przede wszystkim służyć.
