Poślubiła Araba. A później? Tego nie mogła przewidzieć
Urok przystojnego cudzoziemca bywa tak obezwładniający, że potrafi bez trudu przysłonić wszelkie racjonalne argumenty. Nadia Hamid nie wahała się ani chwili, gdy jej mąż Muchtar zaproponował przeprowadzkę do Afryki.
Polka z ogromną ekscytacją wyczekiwała możliwości poznania rodziny swojego ukochanego, gotowa zmienić swoje dotychczasowe życie o sto osiemdziesiąt stopni w imię wielkiego uczucia. Zderzenie z rzeczywistością okazało się jednak drastycznym wstrząsem, o czym autorka opowiedziała po latach na kartach poruszającej książki „Fatma. Moja arabska teściowa”.
Polka wyjawia kulisy życia z Arabem
Pierwszy krok na obcej ziemi przyniósł paraliżujący szok. Zamiast tradycyjnego powitania chlebem i solą, na oczach przerażonej Polki trzymającej na rękach pięciomiesięcznego synka wykonano krwawy rodowy rytuał – bezpośrednio pod jej stopami zarżnięto baranka. Był to jednak zaledwie wstęp do bezradności i samotności, jaka czekała ją za progiem libijskiego domu. Muchtar, który dotąd w Europie sprawiał wrażenie opiekuńczego partnera, po przekroczeniu ojczystego progu natychmiast zniknął w tłumie zgromadzonych krewnych.
Pozbawiona możliwości swobodnej komunikacji Nadia została otoczona przez obcych ludzi dotykających jej włosów i zadających pytania we własnym języku, podczas gdy jej synek nerwowo popłakiwał. Jedynym promykiem nadziei wydawał się teść, wzbudzający ogromny respekt wśród domowników, który mówiąc łamanym angielskim, przedstawił jej swoją pierwszą żonę Fatmę, zapowiadając z powagą, że odtąd zastąpi jej matkę pozostawioną w Polsce.
Wyszła za Araba. Rodzina męża wcale nie była do niej życzliwie nastawiona
Zapowiedź ta brzmiała jednak wyjątkowo złowrogo. Fatma od pierwszej chwili pałała do Polki otwartą niechęcią. Sytuację pogarszał fakt, że urokliwy z początku mąż przybrał apodyktyczną maskę obojętności. Zamiast stanowić oparcie dla zagubionej żony, zaczął bezwzględnie żądać pełnego podporządkowania się lokalnym, surowym przykazaniom, zupełnie nie przejmując się jej ogromnym lękiem.
Zrozpaczona kobieta szybko uświadomiła sobie, że romantyczne uczucie przegrało w starciu z wiekową tradycją patriarchalną. Codzienność w upalnym libijskim lecie stała się koszmarem: częsty brak wody do mycia malucha, brak własnego kąta oraz kategoryczny zakaz samodzielnego opuszczania budynku choćby na krótki spacer z dzieckiem doprowadzały ją na skraj fizycznego i psychicznego wyczerpania.
Muchtar nagle zniknął, zostawiając ją samą. Nadia mocno trzymała w objęciach swojego pięciomiesięcznego synka, który nerwowo popłakiwał. Usilnie starała się jakoś odnaleźć w tej nowej, obcej rzeczywistości. (…) Wszyscy zaczęli zadawać jej pytania we własnym języku, oglądać kobietę, dotykać jej włosów. Nadia stała tak bezradnie, coraz bardziej załamana zaistniałą sytuacją – pisze autorka.
Polka poślubiła Araba. Konflikt z teściową zaczął narastać...
Tę bezradność skrupulatnie wykorzystywała teściowa. Fatima za punkt honoru postawiła sobie obrzydzenie cudzoziemce pobytu, systematycznie podkopując zaufanie syna do żony. Jej jedynym celem było zakłócenie spokoju, zniszczenie tej niepasującej tu kobiety i odebranie przychylności męża, ignorując fakt, że Muchtar był jedyną bliską osobą Polki w tej obcej rzeczywistości. Bezustanne intrygi, brak wsparcia ze strony partnera oraz narastająca izolacja doprowadziły ostatecznie do nieuchronnego rozpadu związku, który przecież miał opierać się na wzajemnym szacunku.
Ta historia stanowi niezwykle pouczającą przestrogę dla każdego, kto wierzy, że miłość automatycznie pokonuje wszelkie bariery. Związki wielokulturowe potrafią być piękne i wzbogacające, lecz wymagają ogromnej dojrzałości, elastyczności oraz wzajemnej troski obu stron. Gdy jednak brakuje fundamentu w postaci lojalności partnera, a dawne obyczaje biorą górę nad partnerstwem, romantyczny sen potrafi błyskawicznie zmienić się w wyjątkowo gorzką i bolesną lekcję życia.
To był bardzo ciężki okres dla Polki. Było libijskie lato, a więc warunki były trudne. Częsty brak wody do mycia był problemem, ale najgorszy był brak własnego miejsca. (…) Nadia przez większość czasu przebywała z liczną rodziną męża, bez możliwości porozumiewania się swobodnie z kimkolwiek. Bez możliwości wyjścia samej z domu, chociażby z dzieckiem na mały spacer. Nic nie zapowiadało, aby ta trudna sytuacja miała ulec zmianie.