Potworny wypadek na drodze. Na ten widok funkcjonariusze zamarli
Co za tragedia — tak wyglądał koszmar wielu świadków, gdy służby dotarły na miejsce zdarzenia. Funkcjonariusze zamarli na widok tego, co kryło się kilkanaście metrów poniżej mostu. Nocą światła radiowozów i karetek oświecały rozbite bariery i przerażający krajobraz wąwozu, do którego runął samochód. Nie było żadnej normalnej odpowiedzi na to, co zobaczyli — cisza, niedowierzanie i świadomość, że mogło to skończyć się znacznie gorzej. Jednak fakty, jakie przekazała policja, nie potwierdzają najczarniejszych przypuszczeń.
- Nietypowe znalezisko funkcjonariuszy
- Jak doszło do wypadku?
- Pilny apel policji
Nietypowe znalezisko funkcjonariuszy
Gdy patrol policji dotarł na miejsce, sytuacja wyglądała jak sceny z filmów o katastrofach drogowych. Na trasie Cieszanowice–Szklary w województwie opolskim, tuż przy moście prowadzącym nad głębokim wąwozem, zauważono poważnie uszkodzone barierki ochronne. W pierwszej chwili nikt nie wiedział, co dokładnie się wydarzyło, bo w pobliżu nie było żadnych śladów kierującego.
Funkcjonariusze patrzyli w dół i zamarli — kilkanaście metrów niżej na dachu leżał rozbity samochód osobowy marki Toyota. Auto znajdowało się w miejscu, które z drogi było zupełnie niewidoczne, zasłonięte ciemnością i ukształtowaniem terenu. Widok wraku w wąwozie był surrealistyczny: karoseria zgnieciona, szyby potłuczone, a nad tym wszystkim cisza nocy i migające błyski sygnałów służb.
Światła radiowozów i pogotowia oświetlały zakamarki wąwozu, które wcześniej wyglądały jak zwykły fragment krajobrazu. Policjanci schodzili kolejno w dół, aby zabezpieczyć teren i ocenić sytuację — dopiero z bliska można było zrozumieć dramatyzm całego zdarzenia. Każdy krok był ostrożny, bo teren był śliski, a miejsce upadku samochodu znajdowało się na stromym zboczu.
Jak doszło do wypadku?
Według oficjalnych informacji przekazanych przez policję z Nysy, wypadek miał miejsce w środę, 4 lutego, około godziny 22:40 na odcinku drogi między Cieszanowicami a Szklary.
50-letni kierowca Toyoty, jadąc tą trasą w warunkach ograniczonej widoczności, stracił panowanie nad pojazdem na ostrym łuku drogi. Auto najpierw uderzyło w barierki mostu, które nie wytrzymały uderzenia, a następnie samochód runął kilkanaście metrów w dół do wąwozu.
50-letni kierujący stracił panowanie nad pojazdem i na łuku drogi uderzył w bariery mostu, a następnie wypadł do wąwozu – podała nyska policja.
Miejsce tego tragicznie wyglądającego zdarzenia to odcinek, na którym dawniej przebiegała nieczynna linia kolejowa, a obecnie droga prowadzi nad zagłębieniem terenu. W połączeniu z nocą i ograniczoną widocznością takie warunki sprawiły, że nawet niewielka utrata kontroli nad pojazdem mogła mieć poważne konsekwencje.
Policja apelowała po tym zdarzeniu o zachowanie szczególnej ostrożności, zwłaszcza po zmroku i przy trudniejszych warunkach atmosferycznych. Funkcjonariusze wskazywali, że dostosowanie prędkości do warunków drogowych mogłoby zapobiec podobnym wypadkom w przyszłości.
Pilny apel policji
Wbrew dramatycznym doniesieniom i ostrym obrazom miejsca wypadku, ofiar śmiertelnych w tej tragedii nie ma. To najważniejsza i jednocześnie najbardziej zaskakująca informacja płynąca od służb.
Kierowca Toyota, 50-letni mężczyzna, mimo że jego samochód spadł z mostu i wylądował na dachu w głębokim wąwozie, opuszczał pojazd o własnych siłach. Nie doznał obrażeń, które kwalifikowałyby się jako poważne — był w stanie samodzielnie poruszać się i kontaktować ze służbami ratunkowymi.
Apelujemy do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności, zwłaszcza w godzinach nocnych i ograniczonej widoczności. Dostosowanie prędkości do warunków drogowych może zapobiec groźnym zdarzeniom - apeluje policja.
Policja potwierdziła również, że kierowca był trzeźwy w chwili zdarzenia, co z jednej strony dziwi, a z drugiej łagodzi nieco dramatyczny wymiar całego zajścia. Wiele wypadków o podobnym wyglądzie kończy się poważnymi obrażeniami lub ofiarami — tym razem jednak skończyło się jedynie na ogromnym strachu i uszkodzonym pojeździe.
Służby zwróciły uwagę na to, jak wielkie znaczenie ma dostosowanie prędkości i stylu jazdy do warunków drogowych, bo nawet przy pełnej trzeźwości i stosunkowo niewielkiej prędkości, błąd kierowcy mógł zakończyć się znacznie gorzej.