Pożar budynku w polskim mieście. W środku były dzieci! Wielu rannych w tym najmłodsi
Nocna cisza została brutalnie przerwana przez ogień i kłęby duszącego dymu. W jednej chwili rutyna zamieniła się w dramatyczną walkę o zdrowie i życie. Na miejscu interweniowały służby ratunkowe, a do szpitala trafiły osoby poszkodowane – wśród nich dwoje bardzo małych dzieci. Trwa wyjaśnianie, jak doszło do tej groźnej sytuacji.
- Okoliczności zdarzenia
- Możliwe przyczyny pożaru
- Pierwsze doniesienia o rannych
Okoliczności zdarzenia
Do pożaru doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek w miejscowości Waksmund, w powiecie nowotarskim na Podhalu. Służby otrzymały zgłoszenie tuż po godzinie 3:00 w nocy, gdy ogień błyskawicznie objął drewniany budynek gospodarczy.
Strażacy, którzy przybyli na miejsce, zastali rozwinięty pożar – ogień błyskawicznie rozprzestrzeniał się po łatwopalnej konstrukcji i groził przeniesieniem się na przylegające dwa domy mieszkalne. Obiekt był połączony z zabudową mieszkalną, co dodatkowo zwiększało potencjalne ryzyko tragedii.
Do akcji gaśniczej skierowano ogromne siły – w działaniach brało udział aż 17 zastępów straży pożarnej, co daje około stu ratowników walczących z żywiołem. Walka z ogniem trwała wiele godzin i zakończyła się dopiero około 8:00 rano po intensywnych i wymagających działaniach operacyjnych.
Według relacji służb, w budynku gospodarczym nikogo nie było w chwili wybuchu pożaru, jednak ze względu na gęstą zabudowę i ryzyko rozprzestrzenienia się ognia, sytuacja była ekstremalnie niebezpieczna. Strażacy skupili się nie tylko na gaszeniu ognia, ale przede wszystkim na jego izolacji i obronie sąsiednich domów.
Możliwe przyczyny pożaru
Na chwilę obecną dokładna przyczyna pożaru nie została jeszcze ustalona. Służby zabezpieczyły teren i przeprowadzają szczegółowe oględziny, które mają pomóc w ustaleniu, co dokładnie doprowadziło do wybuchu ognia w tej konkretnej, drewnianej konstrukcji. W takich sytuacjach biegli analizują m.in. źródło ognia, układ instalacji elektrycznej, ślady zapłonu, a także rozmowy z mieszkańcami i świadkami, jeśli tacy się pojawią.
Trzeba pamiętać, że drewniane budynki są szczególnie wrażliwe na ogień – materiał konstrukcyjny łatwo się zapala i może gwałtownie przyspieszyć rozwój pożaru. Jednak bez oficjalnych ustaleń służb nie można w tym momencie wskazać dokładnej przyczyny. Trwające dochodzenie ma na celu m.in. wykluczenie celowego zaprószenia ognia, zwarcia instalacji elektrycznej lub przypadkowego zaprószenia w wyniku niewłaściwego użytkowania urządzeń grzewczych.
Do tej pory policja nie przedstawiła żadnych przesłanek, które jednoznacznie wskazywałyby na konkretny powód pożaru. Śledczy zapowiedzieli, że wyniki oględzin i dalsze ustalenia zostaną przekazane, gdy tylko uda się je sformułować.
Pierwsze doniesienia o rannych
W wyniku akcji gaśniczej poszkodowane zostały trzy osoby, które zostały przetransportowane do szpitala. Dwoje dzieci – jak przekazali strażacy, najmłodsi uczestnicy zdarzenia lekko podtruło się dymem. To częsta konsekwencja ekspozycji na intensywne zadymienie – ich organizmy są szczególnie wrażliwe na działanie toksycznych gazów powstających przy spalaniu drewna. Dzieci zostały przewiezione do szpitala pod opieką matki, która towarzyszyła im podczas transportu i samodzielnie wezwała pomoc.
Ranny został również jeden z ratowników. Doznał obrażeń w wyniku uderzenia prądownicą (urządzeniem używanym do kierowania strumieniem wody). Strażak odniósł lekkie obrażenia, które wymagały zszycia rany. Jak zaznaczył mł. bryg. Krzysztof Batkiewicz, nie były to obrażenia zagrażające życiu, ale na tyle poważne, że nie można było im udzielić pomocy na miejscu.
Dwoje dzieci lekko podtruło się dymem, zostały przewiezione do szpitala. Towarzyszyła im matka, której nic się nie stało. Do szpitala został przewieziony także jeden ze strażaków, uderzony prądownicą. Nie doznał poważnych obrażeń, ale konieczne było zszycie rany, czego nie mogliśmy wykonać na miejscu - powiedział tvn24.pl mł. bryg. Krzysztof Batkiewicz z nowotarskiej straży pożarnej.
Służby podkreślają, że wszystkie trzy osoby – zarówno dzieci, jak i ratownik – zostały objęte profesjonalną opieką medyczną, a ich stan nie wskazuje na poważne obrażenia. Nie ma informacji o innych osobach poszkodowanych w tym zdarzeniu.