Pożar pod Gorzowem. Siedmioosobowa rodzina potrzebuje pomocy
Na Osiedlu Poznańskim pod Gorzowem Wielkopolskim w niedzielne popołudnie izbłysły czerwone od ognia reflektory, które szybko przyciągnęły uwagę sąsiadów i służb ratunkowych. W chaotycznej scenerii ognia, dymu i przerażenia zdarzyło się coś, co wielu określa mianem cudu.
- Pożar i chaos na Osiedlu Poznańskim
- Błyskawiczna reakcja służb i mieszkańców
- „To cud”. Finał akcji, który zaskoczył wszystkich
Błyskawiczny ogień, nagła ucieczka
W niedzielę 11 stycznia tuż przed godziną 18.00 doszło do tragicznego pożaru domu przy ulicy Pod Lasem w Osiedlu Poznańskim. Płomienie rozprzestrzeniały się z zawrotną szybkością – od poddasza po parter, pochłaniając cały budynek. Na miejscu pracowało aż dziewięć zastępów straży pożarnej, które długo prowadziły akcję gaśniczą, jednak ognia nie udało się opanować na tyle szybko, by uratować dom.
W środku mieszkała siedmioosobowa rodzina: rodzice – Monika i Łukasz oraz ich pięcioro dzieci (13-, 11-, 7-, 5- i 3-latka). Jak relacjonują świadkowie, wszyscy zdążyli uciec z domu jeszcze przed przyjazdem służb, zostawiając za sobą cały dobytek życia. Uciekali „tak, jak stali” – w codziennych ubraniach, bez osobistych rzeczy, dokumentów czy ciepłych butów.
To, że nikomu nic się nie stało, to dla lokalnej społeczności prawdziwy cud – zważywszy na tempo, w jakim ogień objął cały budynek.
Pomoc ruszyła błyskawicznie
Jeszcze zanim strażacy zakończyli dogaszanie, sąsiedzi i lokalne aktywistki zaczęli organizować pomoc dla pogorzelców. Na internetowych grupach i w lokalnych sieciach społecznościowych pojawiły się apele o wsparcie – od ubrania i obuwia po środki finansowe na najpilniejsze wydatki.
Lista potrzeb dla rodziny została szczegółowo spisana: od rozmiarów butów i ubrań dla dzieci po rozmiary dorosłych – we wszystkich przedziałach wiekowych. To ważna wskazówka dla tych, którzy chcą przekazać konkretną pomoc.
Organizatorki akcji podkreślają, że choć obecnie rodzina ma zabezpieczone podstawowe potrzeby, każda forma wsparcia – nawet najmniejsza – ma ogromne znaczenie. To krok ku temu, by pogorzelcy mogli wrócić do normalności i zacząć odbudowę życia od zera.
Co dalej z rodziną?
Choć dramatyczne chwile już minęły, przed rodziną wiele wyzwań: odbudowa domu, powrót do rutyny i zapewnienie poczucia bezpieczeństwa dzieciom. Wiele osób z okolicy zastanawia się, jak będzie wyglądał kolejny tydzień, miesiąc, a nawet rok dla tej rodziny. Czy lokalna solidarność utrzyma się aż do końca odbudowy? I na ile pomoże im wstać z popiołów?
Dla wielu obserwatorów historia ta jest przypomnieniem, jak kruche potrafi być życie i jak ważna jest wspólnota w obliczu tragedii.