Pożar pod Poznaniem. W akcji 200 strażaków. Z dymem poszły miliony
Dramatyczne odgłosy syren, gęsty czarny dym nad Tarnowem Podgórnym i setki strażaków walczących z bezlitosnym żywiołem – tak w niedzielę rano wyglądał jeden z największych pożarów ostatnich lat pod Poznaniem.
- Potworny pożar pod Poznaniem
- Dramatyczna akcja gaśnicza. W akcji ponad 200 strażaków
- Milionowe straty przez jedną przesyłkę
Potworny pożar pod Poznaniem
Wczesnym rankiem 11 stycznia 2026 roku w miejscowości Tarnów Podgórny, tuż pod Poznaniem, doszło do potężnego pożaru hali magazynowej należącej do firmy Schenker. Straż Pożarna została zaalarmowana o godzinie 6:36, gdy ogień błyskawicznie objął ogromny obiekt o powierzchni około 11–12 tysięcy m².
Pierwsze zastępy ratowników, które przybyły na miejsce, zastały w pełni rozwinięty pożar, zajmujący praktycznie całą halę magazynową. Budynek składał się z stalowej konstrukcji, co tylko przyspieszyło rozprzestrzenianie się ognia. Ze względu na intensywność płomieni i konstrukcję obiektu, strażacy nie mogli działać wewnątrz – sytuacja była zbyt niebezpieczna, a konstrukcja groziła zawaleniem.
Sytuację dodatkowo komplikowały trudne warunki pogodowe – silny wiatr oraz ujemne temperatury, które powodowały zamarzanie wody użytej do gaszenia. Ogień był tak silny, że władze zdecydowały się na wysłanie alertów RCB do mieszkańców Poznania i okolic, ostrzegających przed dużym zadymieniem i zalecających pozostanie w domach oraz zamknięcie okien.
Według strażaków, w halach nie przebywały żadne osoby w momencie wybuchu ognia – potwierdzono to po przeszukaniu obiektu. Dzięki temu nikt nie odniósł obrażeń, a ewakuacja była zbędna.
Dramatyczna akcja gaśnicza. W akcji ponad 200 strażaków
Akcja gaszenia pożaru magazynu była jednym z największych tego typu działań w regionie. W jej szczytowym momencie w działaniach brało udział prawie 200 strażaków z całego województwa – w tym jednostki Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych.
Ratownicy podzielili teren na odcinki bojowe. Część z nich prowadziła bezpośrednie działania gaśnicze, inni skupiali się na ochronie sąsiednich budynków i infrastruktury, aby ogień się nie rozprzestrzeniał. Strażacy korzystali z samochodów-drabin, podnośników mechanicznych, a nawet dronów – które monitorowały sytuację powietrzem i pomagały oceniać rozwój pożaru.
Z powodu zagrożenia zawaleniem konstrukcji działania prowadzone były przede wszystkim z zewnątrz – strażacy nie wchodzili do środka, co znacznie utrudniało i wydłużało akcję. Mimo to, po kilku godzinach intensywnej walki ogień został opanowany, a strażacy przeszli do dogaszania pogorzeliska – usuwania zarzewi oraz kontrolowania ewentualnych nowych zarzewi pożaru.
Na miejscu obecny był również specjalistyczny sprzęt do monitoringu chemiczno-ekologicznego, który sprawdzał stężenie gazów i zanieczyszczeń w powietrzu. Strażacy zapewnili wodę do gaszenia z kilku niezależnych źródeł – hydrantów, zbiorników przeciwpożarowych oraz cystern – co było kluczowe dla skoordynowanych działań ratowniczych.
Milionowe straty przez jedną przesyłkę
Po opanowaniu ognia i dogaszeniu największych zarzewi, policja wraz z biegłymi pożarnictwa zaczęli ustalać przyczynę wybuchu pożaru. Okazało się, że wszystko zaczęło się od jednej przesyłki – stojącej w magazynie paczki zawierającej baterie do hulajnóg elektrycznych.
Jak przekazała policja, biegły z zakresu pożarnictwa wskazał, że to właśnie ta przesyłka była jedynym źródłem ognia. Ekspert wykluczył udział osób trzecich, co oznacza, że ogień najprawdopodobniej pojawił się w wyniku samozapłonu lub wadliwych baterii.
Miejsce pogorzeliska - spalonej hali magazynowej w Tarnowie Podgórnym wciąż jest dozorowane przez strażaków - informują strażacy.
Przesyłka została nadana z firmy z Niemiec i miała trafić ostatecznie do warsztatu zajmującego się naprawą i konserwacją baterii na Mazowszu. To, co miało być standardowym transportem towarów, doprowadziło do gigantycznej tragedii logistycznej.
Straty materialne są ogromne – wstępne szacunki mówią nawet o kilkuset milionach złotych strat. Towar w hali był ułożony “po sufit”, co oznacza, że zawierał ogromne ilości różnego rodzaju produktów. Dopiero po przesłuchaniu przedstawiciela właściciela hali będzie możliwe dokładne oszacowanie wartości zniszczeń.
Śledztwo w tej sprawie nadal trwa, a prokurator zdecyduje o dalszych czynnościach, które będą podejmowane w związku z przyczyną pożaru i ewentualnymi odpowiedzialnościami.