Przerażający pożar hali, zawalił się dach budynku! Na miejscu 18 zastępów straży
W nocy z czwartku na piątek mieszkańców Zagórza (Podkarpacie) obudził przeraźliwy blask ognia i gęsty dym unoszący się nad miastem. Około godz. 4:10 nad halą produkcyjną mebli pojawiły się pierwsze języki ognia, które błyskawicznie ogarnęły dach ogromnej konstrukcji. Budynek o wymiarach około 50 na 30 metrów i wysokości około 8 metrów stanął w płomieniach, a konstrukcja dachu wkrótce uległa zawaleniu – w monumentalnym huk, który usłyszeli mieszkańcy okolicy. Na miejscu pojawiło się aż 18 zastępów straży pożarnej PSP i OSP oraz ciężki sprzęt, który miał pomóc w dotarciu do najbardziej zagrożonych części hali.
- Okoliczności pożaru
- Dramatyczna akcja ratunkowa
- Co wiadomo o ofiarach
Okoliczności pożaru
Pożar w hali produkcyjnej w Zagórzu zauważono jeszcze w środku nocy, gdy jedna z osób pracujących w sąsiedniej firmie dostrzegła z daleka ogień i powiadomiła służby ratunkowe. Otrzymane zgłoszenie wskazywało, że ogień najpierw pojawił się na dachu hali, szybko rozprzestrzeniając się po całej konstrukcji. Pierwsze jednostki straży przyjechały na miejsce już około 10 minut po zgłoszeniu.
Strażacy podali liczne prądy gaśnicze i natychmiast rozpoczęli budowę systemu dostarczania wody, aby skutecznie stłumić rozprzestrzeniający się ogień. W działaniach brało udział około 61 strażaków, a liczba jednostek sięgała 18 – zarówno jednostek Państwowej Straży Pożarnej, jak i Ochotniczej Straży Pożarnej.
Walka z żywiołem była utrudniona nie tylko przez intensywność ognia, ale też przez konstrukcję budynku oraz panele fotowoltaiczne na ścianach i dachu – które nie tylko stanowiły dodatkowe źródło zagrożenia, ale i uniemożliwiały bezpieczne odłączenie kabli od instalacji. Strażacy zdecydowali o skupieniu się na gaszeniu ognia z zewnątrz i rozbiórce konstrukcji przy pomocy ciężkiego sprzętu, zamiast ryzykować wejście do wnętrza.
Dramatyczna akcja ratunkowa
Strażacy, którzy przyjechali jako pierwsi, od razu natrafili na ogromne płomienie. Jak relacjonował st. kpt. Paweł Giba, oficer prasowy PSP w Sanoku:
Kiedy przybyliśmy na miejsce, pożar objął już całą halę… zaczęliśmy od razu podawać prądy gaśnicze, a w międzyczasie zbudowaliśmy także system dostarczania wody.
Sytuacja była na tyle poważna, że strażacy podjęli decyzję o nie wprowadzaniu ekip ratowniczych do płonącej hali, ponieważ dach szybko uległ zawaleniu, tworząc ogromne ryzyko dla osób walczących z żywiołem. Już chwilę po rozpoczęciu działań dach runął do wnętrza budynku, co odcięło dostęp do części obiektu i sprawiło, że walka z ogniem koncentrowała się na obszarach zewnętrznych oraz punktach, w których jeszcze były źródła ognia.
Utrudnieniem były intensywne płomienie oraz ogromna powierzchnia hali, które wymagały ciągłego podawania wody i kontroli temperatury. Strażacy musieli też używać ciężkiego sprzętu, by rozebrać elementy konstrukcyjne i dotrzeć do tzw. zarzewi ognia, które kryły się pod zwałami spalonego dachu. Pomimo trudnych warunków udało się opanować główne ognisko pożaru, choć dogaszanie i prace rozbiórkowe trwały jeszcze wiele godzin po pierwszym zgłoszeniu.
Co wiadomo o ofiarach?
Na szczęście w związku z tym dramatycznym pożarem nie odnotowano ofiar ani osób poszkodowanych. Jak poinformował oficer prasowy PSP, firma, w której doszło do pożaru, była zamknięta w nocy, gdy pojawił się ogień. Dzięki temu nikt nie przebywał wewnątrz hali w momencie, gdy dach uległ zawaleniu, co mogłoby wiązać się z poważnymi obrażeniami lub tragedią.
Obecnie trwają działania strażaków polegające na dokładnym dogaszaniu resztek ognia i rozbiórce pogorzeliska. Na miejscu pracuje ciężki sprzęt, który ma pomóc dotrzeć do ostatnich palących się elementów pod zwałami spalonej konstrukcji. Strażacy przewidują, że akcja może potrwać jeszcze wiele godzin ze względu na rozległość zniszczeń i konieczność zachowania bezpieczeństwa podczas pracy.