Śmierć 11-letniej Danusi. Ratownicy wyjawili kulisy akcji ratunkowej. Robili, co mogli
W Jeleniej Górze zgasło życie 11-letniej dziewczynki, a całe miasto wstrzymało oddech. Ratownicy mówią o dramatycznej walce o każdą sekundę, śledczy milczą o szczegółach, a rodzice pytają, czy można było zrobić więcej. Służby przekazały ważne informacje.
- Tło tragedii i pierwszy cień odpowiedzi
- Ratownik opowiada, jak to wyglądało sekunda po sekundzie
- Pytania do szkoły, rodziców i państwa
Tło tragedii i pierwszy cień odpowiedzi
Poniedziałek, 15 grudnia, okolice Szkoły Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze. O 14:50 służby otrzymały zgłoszenie – na ścieżce obok kładki znaleziono nieprzytomne dziecko. W kilka minut na miejscu pojawiły się dwa zespoły ratownictwa medycznego, nie zdołano jej uratować. Po mieście błyskawicznie rozeszła się wieść o ataku nożem. Mieszkańcy stawiali znicze, a dzieci nie wracały same do domu; atmosfera w okolicy była napięta i pełna niepokoju.
Prokuratura potwierdziła, że dziewczynka doznała ran zadanych ostrym narzędziem, zabezpieczono nóż typu finka. Sprawą 12-letniej koleżanki ofiary zajmuje się Sąd Rodzinny, prowadząc postępowanie bez kamer i konferencji prasowych, ze względu na wiek nieletnich. To wydarzenie przestało być jedynie kolejnym nagłówkiem – historia zatrzymała tłum po lekcjach, uciszyła rozmowy na przystankach i wywołała falę refleksji nad bezpieczeństwem dzieci w okolicy.
Ratownik opowiada, jak to wyglądało sekunda po sekundzie
Rzecznik jeleniogórskiego pogotowia, Piotr Bednarek, relacjonuje, że medycy od razu podjęli resuscytację i farmakoterapię przeciwkrwotoczną (leki hamujące masywny krwotok). Priorytet był jeden: zatamować krwawienie i przywrócić czynność serca. Reanimacja trwała ponad 20 minut – bez efektu. W tak ciężkich urazach każda minuta działa przeciwko poszkodowanemu; zwłaszcza gdy uszkodzone są okolice głównych naczyń.
Z ustaleń z miejsca zdarzenia wynika, że 11-latka miała kilka ran w rejonie szyi – obrażenia, które ratownik nazywa „wstrząsającymi”. To są te rzadkie chwile, gdy karetka jest szybka, procedury bezbłędne, a medycyna i tak przegrywa z biologią.
Koleżanki i koledzy podjęli czynności ratunkowe. Prowadzili działania resuscytacyjne oraz podawali m.in. leki przeciwkrwotoczne. U tak ciężko rannych zatrzymanie pracy serca następuje na skutek utraty krwi, dlatego nasze działania były skoncentrowane na zatrzymaniu tego krwawienia, co w rezultacie mogło potencjalnie przywrócić akcję serca. Tak się, niestety, nie stało - przekazał Piotr Bednarek, rzecznik pogotowia w Jeleniej Górze.
To jednak nie wszystko.
Reanimacja trwała ponad 20 minut, nie było efektów leczenia… - dodał rzecznik pogotowia.
Pytania do szkoły, rodziców i państwa
Śledczy badają teraz, co łączyło obie dziewczynki, skąd pochodził nóż oraz czy ktoś mógł zareagować wcześniej, zanim doszło do tragedii. To postępowanie jest sprawdzianem nie tylko dla wymiaru sprawiedliwości, ale także dla dorosłych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo dzieci – rodziców, nauczycieli i opiekunów w społeczności lokalnej. Każdy detal może mieć znaczenie, a wnioski z tych działań mogą wpłynąć na przyszłe procedury i prewencję.