SOR-y pękają w szwach. Lekarz nie przebiera w słowach. To "horror"
Szpitale w Polsce doświadczają narastającego problemu zatorów na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR). Choć te jednostki mają ratować życie w stanach nagłych, coraz częściej stają się miejscem oczekiwania dla pacjentów, którzy nie powinni tam trafiać. Przez przepełnione kolejki, braki kadrowe i ograniczenia w podstawowej opiece zdrowotnej tysiące Polaków czekają na pomoc nawet ponad 6 godzin. Eksperci ostrzegają, że stan ten wynika z błędów systemowych, a zapowiadane zmiany prawne mogą nie rozwiązać najgłębszych przyczyn kryzysu.
- Dlaczego SOR-y w Polsce są przepełnione?
- Realny czas oczekiwania
- Czy zapowiadane zmiany rozwiążą problem?
Dlaczego SOR-y w Polsce są przepełnione?
Przepełnienie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych w Polsce to wynik kumulacji problemów systemowych, które od lat ciągną się za ochroną zdrowia. Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), w ostatnim roku przez SOR-y przeszło ponad 4,14 mln pacjentów, a świadczenia warte były ponad 4,75 mld zł. To ogromne liczby, które przekładają się na realne obciążenie oddziałów.
Jednym z kluczowych powodów jest to, że wielu pacjentów trafia na SOR z problemami, które powinny być rozwiązane w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ). Szefowa SOR w Trzebnicy, Ewa Atamańczyk, podkreśla, że choć część osób zgłasza się z rzeczywistymi stanami nagłymi, to 70-80% osób mogłoby skorzystać z przychodni rodzinnych, gdyby tylko te działały sprawniej.
To już jest zjawisko nagminne, trafiają do nas ludzie rzeczywiście wymagający pomocy, ale i tacy — a jest ich zdecydowanie więcej — którzy pomocy powinni szukać w przychodniach (…) Jeśli pacjent się zgłosi, to oczywiście zostaje przyjęty — natomiast sam fakt omijania przez pacjentów przychodni stał się niestety codziennością — dodaje.
Problem ten pogłębia fakt, że w praktyce pacjentów z POZ często się odsyła z rejestracji prosto na SOR, zamiast próbować umówić ich na wizytę lub zapewnić szybszy dostęp do lekarzy rodzinnych. Często terminy do poradni są wyznaczane nawet kilka dni później, co sprawia, że pacjenci decydują się na SOR jako jedyną dostępną formę pomocy.
Dodatkowo, różnice w obłożeniu oddziałów są ogromne, od jednostek, gdzie kolejki praktycznie nie istnieją, po szpitale, gdzie na przyjęcie czeka ponad 160 osób jednocześnie. To pokazuje nie tylko problem ogólnokrajowy, ale także potrzebę lokalnego zarządzania i lepszej koordynacji zasobów.
Realny czas oczekiwania
System triażu medycznego na SOR-ach powinien sprawić, że pacjent o pilnym przypadku otrzyma pomoc w odpowiednim czasie. W teorii najmniej pilne przypadki kategorii „niebieskiej” mają być obsłużone maksymalnie w ciągu 4 godzin od przyjęcia. Jednak w praktyce wielu pacjentów czeka ponad 6 godzin, szczególnie gdy oddział jest przeciążony, jest to sytuacja, która może być groźna dla zdrowia i życia.
Problem ma jednak charakter przewlekły i dotyczy funkcjonowania samych przychodni. Z doświadczenia oraz z relacji pacjentów wiemy, że nawet jeśli ktoś tam się zgłosi, bywa od razu odsyłany z rejestracji na SOR — często bez próby rejestracji, z komentarzem: “Proszę iść na SOR” (…) Jeżeli już dochodzi do zapisu w przychodni, termin wizyty wyznaczany jest na przykład za cztery dni, co nie zawsze satysfakcjonuje pacjenta — dodaje.
Na krajowej stronie pacjent.gov.pl można sprawdzać aktualne kolejki w SOR-ach, ale mimo istnienia takich narzędzi, wskazywanie krótszego czasu oczekiwania nie rozwiązuje problemu czasu rzeczywistego oczekiwania na diagnostykę czy pobyt na oddziale. Eksperci z zakresu opieki zdrowotnej wskazują również, że niedobory kadrowe i brak lekarzy specjalizujących się w medycynie ratunkowej potęgują problem.
Mamy bardzo dużą liczbę pacjentów — naprawdę bardzo dużą. Jeżeli podstawowa opieka zdrowotna nie funkcjonuje właściwie — oczywiście nie mówię o wszystkich placówkach, są wyjątki, to skutkiem tego jest napływ pacjentów na SOR (…) Trafiają do nas osoby, które nie zostały wcześniej zdiagnozowane, które wymagają poprowadzenia diagnostyki, leczenia, a często także ratowania życia lub pokierowania dalszą terapią. Niestety tak wygląda sytuacja — dodaje lekarz.
W wielu szpitalach dyżury pełnią lekarze z zewnątrz lub specjaliści, którzy muszą dzielić uwagę między wiele pacjentów, co dodatkowo wpływa na wydłużenie kolejek. Negatywne skutki tego stanu odczuwają nie tylko ci, którzy już czekają, coraz częściej w mediach społecznościowych pojawiają się relacje pacjentów, którzy doświadczają ekstremalnie długiego czasu oczekiwania lub trudności w dostępie do lekarza nawet w nagłych przypadkach.
Czy zapowiadane zmiany rozwiążą problem?
Ministerstwo Zdrowia podjęło próby uporządkowania zasad funkcjonowania SOR-ów poprzez projekt zmian przepisów. Nowe regulacje mają między innymi ujednolicić sposób pomiaru kolejek oraz zwiększyć elastyczność zasad triażu, przez co personel medyczny będzie mógł stosować aktualne wytyczne systemu klasyfikacji stanu pacjenta, bez konieczności każdorazowej nowelizacji przepisów.
Projekt przewiduje również zmianę zasad liczenia czasu oczekiwania, nie tylko do pierwszego kontaktu z lekarzem, ale również na etapie rejestracji i segregacji medycznej, co ma dawać pełniejszy obraz funkcjonowania SOR. Ponadto władze planują wprowadzenie automatycznej wymiany danych między systemem szpitalnym a TOPSOR, co ma usprawnić przepływ informacji i ograniczyć błędy związane z ręcznym wprowadzaniem danych.
Jednak specjaliści podkreślają, że zmiany proceduralne i techniczne nie zastąpią braków kadrowych i słabej dostępności podstawowej opieki zdrowotnej. Bez wsparcia dla lekarzy rodzinnych, lepszego finansowania i szkoleń dla personelu medycznego, SOR-y będą nadal obciążone przypadkami, które nie wymagają ratunkowej interwencji.
Kolejnym horrorem jest personel, a dokładniej jego brak. Obecnie wspieramy się lekarzami z zewnątrz, którzy przyjeżdżają do nas na dyżury. Dyrektor płaci za to stosunkowo dobrze, jednak są to bardzo duże koszty. Mamy na przykład oddział wewnętrzny, który jest znacznie okrojony — pracuje tam zaledwie pięciu czy sześciu lekarzy. Sytuacja jest naprawdę trudna — przyznaje lekarz.
Zmiany legislacyjne mogą więc przynieść częściową poprawę, ale jedynie w połączeniu z realną reformą systemu opieki zdrowotnej, która odciąży szpitale i skróci kolejki nie tylko na SOR, ale również w całym łańcuchu usług medycznych.
Obecnie na SOR-ze przebywa około 160 osób. Proszę mi wierzyć — w tej chwili nie jest to zła sytuacja. W internecie krążyły tydzień czy dwa tygodnie temu zrzuty ekranu pokazujące, że w jednym momencie było nawet 260 pacjentów. Tak więc dzisiaj, odpukać, żeby nie zapeszyć, funkcjonujemy normalnie — mówi Magdalena Knop