Stracił część ciała w walentynki. Finał historii zaskoczył wszystkich
Szokujące zdarzenie w Szczawnicy! Wojciech Różycki (46 l.) przeżył koszmar podczas pracy przy drewnie w walentynkowe popołudnie. Poślizgnął się i piłą tarczową odciął sobie dłoń. Pomimo dramatycznych pierwszych diagnoz i trudnej lokalizacji domu, dzięki błyskawicznej interwencji specjalistki z Krakowa dłoń udało się uratować.
Koszmar w walentynki – moment wypadku
Do dramatycznego zdarzenia doszło 14 lutego, około godziny 16:00. Wojciech Różycki ze Szczawnicy pomagał znajomemu przy obróbce drewna, kiedy jedna chwila nieuwagi zmieniła codzienną pracę w horror.
– „Rżnąłem sobie drzewo, poślizgnąłem się i zamiast drzewa uciąłem sobie rękę. Nawet nie bolało. Obok był kolega, on wyglądał na bardziej przerażonego! Pomógł mi zabezpieczyć dłoń – położył ją na stole, zadzwonił po pomoc, potem wziął worek, nalał wody i zabezpieczył rękę” – opowiada pan Wojciech.
Sytuacja była dramatyczna, bo w trudno dostępnej lokalizacji standardowa karetka nie mogła dotrzeć na miejsce.
GOPR w akcji i dramatyczna diagnoza
Ratunkiem okazał się GOPR, który transportował poszkodowanego do najbliższego szpitala w Nowym Targu. Tam jednak nadeszła kolejna tragedia: brak specjalisty do przyszycia ręki.
– „Powiedziano mi, że mogą zrobić tylko kikuta. Pomyślałem wtedy, jak ja będę żyć bez ręki” – wspomina pan Wojciech.
Okazało się, że tego dnia żaden ośrodek w Polsce nie pełnił dyżuru replantacyjnego. Jak wyjaśnia Artur Asztabski, prezes Szpitala Wojewódzkiego im. L. Rydygiera w Krakowie, NFZ finansuje zabiegi, ale nie utrzymuje zespołów w stanie gotowości 24/7.
Bez odpowiedniego zespołu i specjalisty szansa na uratowanie dłoni wydawała się minimalna.
Lekarka z Krakowa ratuje życie i rękę
Wtedy jednak do akcji wkroczyła dr hab. n. med. Anna Chrapusta, specjalistka od replantacji ze Szpitala im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Choć była to jej wolna sobota, natychmiast przyjechała do placówki, organizując zespół i sprzęt niezbędny do operacji.
– „Bardzo wiele czynników decyduje o powodzeniu zabiegu: prawidłowe zabezpieczenie odciętej kończyny, transport do SOR-u, a następnie do ośrodka replantacyjnego. Jeśli wszystko współgra, możemy cieszyć się takim sukcesem jak u pana Wojciecha” – mówi lekarka.
Pacjent został przewieziony do Krakowa, gdzie około godziny 22:00 rozpoczęła się skomplikowana sześciu i pół godzin operacja. Efekt? Pełen sukces. Pan Wojciech odzyskuje czucie i może poruszać palcami. Według zapowiedzi lekarzy, już 27 lutego wróci do domu.
Historia góral z Szczawnicy pokazuje, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach i przy systemowych ograniczeniach, determinacja specjalistów i prawidłowe zabezpieczenie poszkodowanego mogą uratować życie – i rękę.