Tomasiak znowu to zrobił! "Kacper, co Ty wyprawiasz?!". Cała Polska w euforii
Polscy kibice w euforii! Biało-Czerwoni wywalczyli olimpijskie srebro w pierwszym w historii konkursie duetów. W włoskim Predazzo duet Kacper Tomasiak – Paweł Wąsek** stanął na drugim stopniu podium po dramatycznej i pełnej zwrotów akcji rywalizacji. Finałową serię odwołano z powodu fatalnych warunków atmosferycznych. Złoto zgarnęli Austriacy, brąz Norwegowie. A 19-letni Tomasiak dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe – przebił osiągnięcia legend, Adam Małysz i Kamil Stoch!
- Historyczny debiut olimpijskich duetów
- Polacy w walce o podium od pierwszego skoku
- Dramatyczny finał i decyzja organizatorów
Historyczny debiut olimpijskich duetów
To był konkurs, który przejdzie do historii zimowych igrzysk. Po raz pierwszy rozegrano rywalizację duetów, która zastąpiła tradycyjny konkurs drużynowy z udziałem czterech zawodników. Nowa formuła okazała się strzałem w dziesiątkę – emocje sięgały zenitu od pierwszego do ostatniego skoku.
W Predazzo Polskę reprezentowali Paweł Wąsek i zaledwie 19-letni Kacper Tomasiak. Młody zawodnik już wcześniej zadziwił świat – na skoczni normalnej sięgnął po srebro, a na dużej dołożył brąz. Teraz stanął przed szansą na trzeci medal tych igrzysk.
Już po pierwszej serii było jasne, że Biało-Czerwoni będą w grze. Wąsek poszybował 133,5 m, a Tomasiak – mimo obniżonej belki – aż 135,5 m! Polacy zajmowali trzecie miejsce. Prowadzili Austriacy, którzy szybko zbudowali solidną przewagę nad resztą stawki.
Polacy ruszyli w pościg. Emocje rosły z minuty na minutę
Druga seria przyniosła jeszcze większe emocje. Wąsek skoczył 129,5 m i odrobił straty do Słoweńców. Gdy Anže Lanišek wylądował bliżej, Polacy awansowali na drugą pozycję! Strata do Austrii wciąż była duża, ale Biało-Czerwoni trzymali się mocno podium.
Warunki były coraz trudniejsze. Wiatr w plecy utrudniał życie skoczkom, jednak Tomasiak znów pokazał klasę. 135,5 m w takich okolicznościach to był prawdziwy majstersztyk. Po dwóch seriach Polacy byli wiceliderami. Austriacy odlecieli rywalom – Stephan Embacher odpowiedział skokiem na 139 m i ich przewaga przekroczyła 20 punktów.
Za plecami Polaków czaili się Norwegowie. Różnice były minimalne, a każdy błąd mógł kosztować medal.
Pogoda rozdała karty. Finał odwołany!
Decydująca seria rozpoczęła się od prawdziwych „petard”. Ren Nikaido poleciał 138,5 m, a Johann Andre Forfang niewiele krócej. Japonia i Norwegia zaczęły wyprzedzać Polaków. Wąsek uzyskał 129 m i przed ostatnią grupą Biało-Czerwoni spadli na czwarte miejsce. Do podium brakowało zaledwie kilku punktów.
Wtedy nad skocznią rozpętało się prawdziwe piekło. Silny wiatr pod narty i gęsty śnieg sprawiły, że jury stanęło przed trudną decyzją. Domen Prevc zaryzykował start z mocno obniżonej belki, ale nie trafił z warunkami. Niemiec Philipp Raimund odpowiedział świetnym skokiem na 136 m.
Tomasiak długo czekał na zielone światło. W końcu ruszył i w bardzo trudnych warunkach uzyskał 124,5 m. Polacy spadli na trzecie miejsce. Na górze zostało trzech zawodników, lecz aura była coraz groźniejsza. W końcu zapadła decyzja – finałowa seria została odwołana.
Wyniki zaliczono po wcześniejszej rundzie. Polska zdobyła srebro! Złoto dla Austrii, brąz dla Norwegii.
Dla Kacpra Tomasiaka to trzeci medal tych igrzysk. Żaden polski skoczek w historii nie dokonał takiej sztuki podczas jednej olimpiady. Nawet Adam Małysz i Kamil Stoch nie przywieźli z jednych igrzysk trzech krążków.
Polacy znów zapisali się złotymi zgłoskami w historii. A Tomasiak? On dopiero zaczyna swoją legendę.