Tusk leci do Kijowa. Opublikował wymowny wpis
Donald Tusk wsiada do samolotu i leci do Kijowa w jednym z najtrudniejszych momentów wojny. Zima, rosyjskie rakiety, coraz cięższa sytuacja na froncie – ta wizyta nie jest kurtuazyjna. To polityczna deklaracja, która ma znaczenie daleko wykraczające poza dyplomatyczne gesty. Polska wysyła jasny sygnał: Ukraina nie zostanie sama.
- Dlaczego Tusk jedzie do Kijowa właśnie teraz
- Zima, rakiety i front. Ukraina w krytycznym momencie
- Polska gra va banque. Konkretne wsparcie i polityczne konsekwencje
Dlaczego Tusk jedzie do Kijowa właśnie teraz
Informację o planowanej wizycie premier Donald Tusk przekazał w poniedziałek za pośrednictwem platformy X. Krótki wpis, ale jego wymowa jest jednoznaczna i mocna.
„Na zaproszenie Wołodymyra Zełenskiego w najbliższych dniach będę w Kijowie. W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama” – napisał szef polskiego rządu.
To zdanie wybrzmiało natychmiast w europejskich stolicach i w Moskwie. Wizyta polskiego premiera w kraju objętym wojną zawsze niesie ogromny ciężar symboliczny. Tym razem jednak chodzi o coś więcej niż gest solidarności. To pokazanie ciągłości polskiej polityki wobec Ukrainy, niezależnie od zmian rządów i wewnętrznych sporów politycznych w Warszawie.
Tusk wraca do roli, którą pełnił już wcześniej – jednego z najgłośniejszych europejskich adwokatów Kijowa. Jego obecność w ukraińskiej stolicy ma wzmocnić morale, ale też zmobilizować partnerów z Unii Europejskiej do bardziej zdecydowanych działań.
Zima, rakiety i front. Ukraina w krytycznym momencie
Termin wizyty nie jest przypadkowy. Ukraina przeżywa obecnie jeden z najtrudniejszych okresów od początku pełnoskalowej inwazji Rosji. Zima 2026 roku okazała się wyjątkowo surowa. Temperatury spadają miejscami do minus 30 stopni, a rosyjskie wojsko nasiliło ataki na infrastrukturę krytyczną.
Elektrownie, sieci przesyłowe, ciepłownie – to dziś główne cele Kremla. Strategia jest brutalnie prosta: pozbawić miliony ludzi prądu, ogrzewania i wody, złamać ducha społeczeństwa i wymusić polityczne ustępstwa. W Kijowie i innych dużych miastach alarmy przeciwlotnicze i przerwy w dostawach energii stały się codziennością.
Równocześnie sytuacja na froncie budzi coraz większy niepokój analityków wojskowych. Rosja dysponuje większymi zasobami ludzkimi i materiałowymi, a zmęczenie wojną daje się Ukraińcom we znaki. To właśnie w takim momencie polityczne wsparcie Zachodu nabiera kluczowego znaczenia.
Polska gra va banque. Konkretne wsparcie i polityczne konsekwencje
Wizyta Donalda Tuska w Kijowie ma być nie tylko rozmową o symbolach, ale przede wszystkim o konkretach. Polska od początku wojny należy do najaktywniejszych sojuszników Ukrainy i – jak zapowiada rząd – ta linia nie ulegnie zmianie.
Szczególne znaczenie ma dziś pomoc energetyczna. W obliczu rosyjskich ataków Polska zaangażowała się w realne działania, które pozwalają Ukraińcom przetrwać zimę. Jak poinformował pierwszy wicepremier Ukrainy Denys Szmyhal, po rozmowach z polskim ministrem energii Miłoszem Motyką, Warszawa przekazała już 141 ładunków humanitarnych oraz wpłaciła 3,1 mln euro na Fundusz Wsparcia Energetyki Ukrainy.
To wsparcie przekłada się na naprawy sieci, dostawy agregatów i utrzymanie funkcjonowania systemu energetycznego. Podczas wizyty w Kijowie rozmowy mają dotyczyć także dalszej pomocy wojskowej oraz wspólnego nacisku na partnerów z UE i NATO.
Dla Moskwy to czytelny sygnał: Polska nie zamierza się wycofać ani zmęczyć wojną. Dla Ukrainy – potwierdzenie, że mimo dramatycznych okoliczności wciąż ma po swojej stronie jednego z najważniejszych europejskich sojuszników.