Wielki pożar w bloku w polskim mieście. Nie żyje mężczyzna, są ranni
Sobotni wieczór, chwile przed godziną 22:00. Gdy większość mieszkańców bloku przy ul. Przemysława 6 w Wodzisławiu Śląskim szykowała się do snu, nagle siódme piętro stanęło w ogniu. Płomienie i kłęby czarnego dymu wyrwały ludzi z łóżek. Strażacy dotarli błyskawicznie, ale na ratunek było już za późno. W spalonym mieszkaniu znaleziono zwęglone ciało 63-letniego mężczyzny. Jego żona przeżyła, podobnie jak inni ewakuowani. Szok budzi jednak zachowanie części gapiów – zamiast pomagać, nagrywali tragedię telefonami.
- Ogień na siódmym piętrze. Minuty grozy przy ul. Przemysława
- Ucieczka w dymie i na dach. Mieszkańcy walczyli o życie
- „Śmiechy” i filmiki zamiast empatii. Wstrząsające zachowanie gapiów
Ogień na siódmym piętrze. Minuty grozy przy ul. Przemysława
Niedziela rano, godzina 10:30. Osiedle Piastów wygląda jak po nocnym koszmarze. Przed blokiem przy ul. Przemysława 6 zbierają się mieszkańcy. Stoją w ciszy, z głowami uniesionymi w stronę siódmego piętra. To stamtąd wciąż unosi się duszący zapach spalenizny. Korytarz jest zamknięty, wejścia pilnuje policjant. W środku – czarne ściany, stopione elementy wyposażenia i cisza, która boli bardziej niż hałas syren.
To właśnie tam, w jednym z mieszkań, rozegrał się dramat. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, nie dając 63-letniemu lokatorowi żadnych szans. Mężczyzna zginął na miejscu. Jego żona zdołała uciec, ale zapłaciła za to wysoką cenę – trafiła do szpitala wraz z siedmioma innymi osobami, w tym czworgiem małych dzieci. Wszyscy byli przytomni, jednak istniało ryzyko zatrucia toksycznymi gazami.
Gdy miasto spało, na siódmym piętrze pracował jeszcze prokurator. Ciało ofiary zabezpieczono do sekcji zwłok. Strażacy i policja nie przesądzali przyczyn pożaru. Wśród mieszkańców krążyły jednak plotki – od zwarcia instalacji po niefortunne zaprószenie ognia.
Ucieczka w dymie i na dach. Mieszkańcy walczyli o życie
Dla pani Krystyny Orzechowskiej ta noc pozostanie traumą do końca życia. Mieszka po drugiej stronie korytarza, na tym samym piętrze.
– Otworzyłam drzwi i uderzył mnie czarny, gęsty dym. Nic nie było widać, nie dało się oddychać – relacjonuje z drżącym głosem.
Została ewakuowana, choć do dziś martwi się o swoje dwa koty, które zostały w mieszkaniu. Sama noc spędziła u znajomej, czekając na decyzje służb.
Jeszcze dramatyczniej było piętro niżej. Mariusz Tatys zobaczył piekło nad własną głową.
– Płomienie były ogromne, nierealne. Jak w filmie katastroficznym. Ludzie uciekali, niektórzy znaleźli schronienie na dachu, bo ogień odciął im drogę – opowiada.
Strażacy działali szybko i precyzyjnie. Dzięki nowoczesnym technikom gaszenia ognia udało się uniknąć zalania mieszkań poniżej.

„Śmiechy” i filmiki zamiast empatii. Wstrząsające zachowanie gapiów
Wśród mieszkańców największe emocje budzi jednak nie sam pożar, a reakcje części świadków. Gdy strażacy walczyli o życie ludzi, pod blokiem pojawili się gapie z telefonami.
– To było straszne. Ktoś tam mógł właśnie umierać, a oni się śmiali i nagrywali – mówi pani Ewa z czwartego piętra. – Zwracałam uwagę, ale bez skutku.
W wyniku pożaru siedem mieszkań na siódmym piętrze zostało wyłączonych z użytkowania. Decyzją inspektora budowlanego zamknięto także lokale bezpośrednio nad i pod spalonym mieszkaniem. Ewakuowane rodziny znalazły tymczasowe schronienie u bliskich.
W niedzielę odbyły się oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Wstępnie wskazano na zaprószenie ognia jako najbardziej prawdopodobną przyczynę tragedii. Policja pod nadzorem prokuratury nadal wyjaśnia wszystkie okoliczności.
Jedno jest pewne: ta noc na zawsze zmieniła życie mieszkańców bloku przy Przemysława 6. Dla jednych skończyła się utratą domu, dla innych – najbliższej osoby.