Wielki pożar w Wielkopolsce. W akcji 23 zastępy straży pożarnej
Wieczorny spokój w niewielkiej wielkopolskiej miejscowości przerwał widok, którego nikt nie chce oglądać z bliska. Nad okolicą uniosły się kłęby dymu, a na wąskich drogach zaroiło się od wozów strażackich. Akcja szybko przybrała skalę, jakiej mieszkańcy Cienina Zabornego nie pamiętają od lat – i wcale nie było jasne, jak długo potrwa walka z żywiołem.
Nocna walka z ogniem, która jeszcze się nie zakończyła
Niedziela wieczorem w małej miejscowości w Wielkopolsce zamieniła się w dramatyczną walkę z żywiołem. Tuż po godzinie 19:00 strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze ogromnej hali magazynowej w Cieninie Zabornym w powiecie słupeckim. Zanim służby dotarły na miejsce, ogień zaczął już trawić wnętrze obiektu, w którym składowane było zboże i pasza – materiały znane z tego, że intensywnie i długo się palą. Suchość ziarna oraz wysoka temperatura szybko rozprzestrzeniały ogień po ogromnej powierzchni hali, co postawiło strażaków przed wyjątkowo trudnym zadaniem.
Na miejsce skierowano ogromne siły PSP (Państwowej Straży Pożarnej) oraz jednostki ochotnicze z całego regionu. W jednym z pierwszych komunikatów mowa była o kilkunastu zastępach straży, a później informowano już o 23 jednostkach gaśniczych działających w ogniu, co czyniło to zdarzenie jednym z największych pożarów magazynowych w regionie tej nocy. Ogień był widoczny z daleka, a gęsty dym unosił się nad okolicą, co przyciągnęło uwagę mieszkańców, którzy z niepokojem obserwowali rozwój sytuacji.
Sytuacja była dynamiczna – strażacy nie tylko walczyli z samym ogniem, ale także starali się zapobiec rozprzestrzenieniu się go na sąsiednie zabudowania. Ewakuowano mieszkańców najbliższych domów, a strefę wokół obiektu zabezpieczono przed obecnością osób postronnych. W takich warunkach działania były utrudnione przez silne zadymienie i wysoką temperaturę, co wymagało od ratowników ogromnej odporności i koncentracji.
Co dokładnie paliło się w środku i jak wyglądała akcja?
Hala, która stanęła w płomieniach, nie była zwykłym budynkiem gospodarczym – jej wnętrze wypełniało tysiące ton zboża oraz paszy. Ten rodzaj materiału sprawia, że ogień „żyje” własnym życiem: pali się szybko, a zarazem długo utrzymuje wysoką temperaturę, co znacznie utrudnia jego ugaszenie. Strażacy z PSP w Słupcy oraz wielkopolskich jednostek ochotniczych nie szczędzili wysiłku, wdrażając kolejne linie gaśnicze i zabezpieczając teren tak, by zapobiec zawaleniu się konstrukcji budynku.
Oficer dyżurny Komendy Powiatowej PSP w Słupcy przekazał, że działania rozpoczęto natychmiast po zgłoszeniu i że do gaszenia ognia skierowano około 70 strażaków, którzy pracowali w trudnych warunkach, często przy dużym zadymieniu. Sama obecność zboża w takiej ilości zmuszała służby do ostrożnego podejścia – zbyt gwałtowne ataki wodne mogły powodować zsuwanie się spalonego materiału, a to z kolei stwarzało zagrożenie podtopienia sprzętu oraz ratowników.
Fotografie z miejsca akcji pokazywały strumienie wody skierowane na rozżarzone konstrukcje hali oraz strażaków w pełnym rynsztunku, którzy nie ustępowali nawet w nocy. Do działań dołączono także Grupę Operacyjną Wielkopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP – jednostkę wyspecjalizowaną w koordynacji dużych akcji ratowniczych, co podkreślało powagę sytuacji i skali zdarzenia.
Pomimo znacznego zaangażowania służb, ogień nie został w pełni opanowany przez wiele godzin. Strażacy pracowali tak, aby przede wszystkim nie dopuścić do tego, by ogień przeniósł się na inne obiekty i aby zabezpieczyć konstrukcję hali przed ewentualnym zawaleniem.
Ludzie na pierwszym miejscu: żadnych ofiar, ale wiele pytań
Najważniejszy fakt, który z ulgą przekazały służby – nikt nie ucierpiał w wyniku pożaru. W przeciwieństwie do wielu podobnych zdarzeń, żaden z mieszkańców ani żaden strażak nie odniosły obrażeń. To efekt szybkiej reakcji PSP oraz skutecznej ewakuacji osób z najbliższej okolicy.
Mimo braku ofiar pojawia się jednak wiele pytań o to, co było przyczyną pożaru. Na razie nie ma oficjalnych informacji w tej sprawie. Przyczyny mogą być różne – od zwarć instalacji elektrycznej w obiekcie, przez samozapłon materiałów, aż po inne czynniki, które służby szczegółowo będą analizować dopiero po zakończeniu akcji ratowniczej i pełnym zabezpieczeniu pogorzeliska.
Jak zwykle w takich sytuacjach, miejscowa społeczność była pełna emocji. Mieszkańcy Cienina Zabornego obserwowali nocne działania rodziny, znajomych i sąsiadów, z zapartym tchem śledząc każdy komunikat służb ratunkowych. Dla wielu to była pierwsza tak poważna akcja ratownicza w ich okolicy i doświadczenie, które na długo zostanie w pamięci.
Strażacy nadal są na miejscu, monitorując teren i dogaszając ogniska pożaru. Dopiero po zakończeniu tych prac specjaliści będą mogli przystąpić do szczegółowego wyjaśniania, jak doszło do tego dramatycznego pożaru magazynu.