Wieś odcięta przez zaspy śnieżne. Mieszkańcy mają utrudniony dostęp do sklepów
W małej wsi koło Ostródy zima pokazała pazur. Śnieg, który spadł w ostatnich dniach, przyniósł więcej kłopotów niż świątecznego uroku. Miejscowi wciąż mierzą się z żywiołem i jego skutkami, a ich codzienność wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze tydzień temu.
- Zima pokazuje swoje oblicze
- Codzienność mieszkańców pod znakiem żywiołu
- Skutki ekstremalnej pogody
Zaspy jak ściana – domy odcięte
Po intensywnych opadach śniegu miejscowość Dylewko została praktycznie odcięta od świata. – Śnieg nie tylko przykrył pola i ogrody, ale w niektórych miejscach utworzył zaspy sięgające ponad metra, które całkowicie blokują drogę dojazdową do wsi i odcinają ją od krajowej „15”.
Nawet pługom ciężko jest utrzymać ją przejezdną, ponieważ wiatr niemal natychmiast nawiewa świeży puch z powrotem na jezdnię – relacjonują mieszkańcy oraz lokalne media, które dotarły na miejsce. Wiele gospodarstw zostało odciętych od dostaw podstawowych produktów, a codzienne życie mieszkańców stało się znacznie utrudnione.
Ta jedna droga jest jedyną „żylną” łącznością Dylewka ze światem – bez niej ani karetki, ani dostawcy nie mogą dojechać do wsi. Mieszkańcy zostali uwięzieni w domach, a niektórzy z nich nie wychodzili na zewnątrz nawet przez kilka dni, zmuszeni do przekopywania się przez śnieg jedynie w nagłych przypadkach. Sytuacja pokazała, jak krucha może być codzienna logistyka w małych wsiach w obliczu ekstremalnych warunków pogodowych i jak bardzo mieszkańcy muszą polegać na własnej wytrwałości oraz wzajemnej pomocy.
Sytuacja poprawia się, ale wciąż jest poważna. Słyszałem, że ktoś próbował iść do tego sklepu na piechotę. Do Dylewka dojeżdżał też mężczyzna sprzedający pieczywo, nikt go tutaj nie widział od poniedziałku. Ludzie jedzą jeszcze to, co zostało ze świąt, mają zamrożony chleb - powiedział jeden z mieszkańców na łamach “TVN24”
To jednak nie wszystko. Co się dzieje w małej wsi?
Sklep dwa kilometry dalej, ale nie do przebycia
Największy kłopot to brak dostępu do podstawowych produktów. Najbliższy sklep znajduje się około dwóch kilometrów od zabudowań, ale nawet tam nie da się dotrzeć samochodem czy pieszo bez dramatycznej wspinaczki przez głębokie zaspy. Jedyny sprzedawca pieczywa, który dawniej odwiedzał wieś regularnie, nie pojawił się od kilku dni. Mieszkańcy mówią, że „żywią się tym, co zostało po świętach”, a zapasy chleba i innych produktów topnieją w oczach.
Sytuacja utrudnia też normalne życie – część osób musiała odwołać wizyty lekarskie, bojąc się wyruszyć nawet krótką trasę. Starsi mieszkańcy mają obawy o brak lekarstw i konieczność dotarcia do apteki, a potencjalny dojazd karetki budzi coraz większe wątpliwości.
Gdzie pomoc i co dalej?
Mieszkańcy porównują obecną zimę do tych sprzed dekad, mówiąc, że tak ciężkich warunków nie pamiętają nawet ich rodzice. Służby pracują nad odśnieżeniem dróg i udrożnieniem dojazdu, ale efekty są niewielkie wobec siły natury. Już teraz pługi i piaskarki próbują na bieżąco utrzymać drogę, a prognozy meteorologiczne zapowiadają kolejne opady i silny wiatr.
Mieszkańcy liczą na większe wsparcie i przemieszczanie cięższego sprzętu oraz wyczekują momentu, kiedy znów będą mogli normalnie zrobić zakupy, dotrzeć do lekarza i odetchnąć po tej białej próbie ognia.