Wydarzenia Gwiazdy Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Zaatakował gazem Magdalenę Biejat. Dzisiaj stanie przed sądem. Rusza kontrowersyjny proces
Kamil  Świętek
Kamil Świętek 19.03.2026 12:07

Zaatakował gazem Magdalenę Biejat. Dzisiaj stanie przed sądem. Rusza kontrowersyjny proces

Zaatakował gazem Magdalenę Biejat. Dzisiaj stanie przed sądem. Rusza kontrowersyjny proces
Fot. KAPiF

Po ponad pięciu latach od bulwersującego incydentu podczas protestów w Warszawie, sprawa użycia gazu wobec Magdalena Biejat trafia wreszcie do sądu. Funkcjonariusz, który miał dopuścić się tego czynu, odpowie za swoje działania. W tle są zarzuty przekroczenia uprawnień, naruszenia immunitetu poselskiego i wielokrotnie umarzane śledztwo, które ostatecznie doprowadziło do aktu oskarżenia. Emocje są ogromne, a sprawa od początku budzi kontrowersje.

  • Okoliczności zdarzenia. Gaz w twarz mimo legitymacji poselskiej
  • Co grozi policjantowi? Nawet 10 lat więzienia
  • Rusza proces po latach. Sprawa była dwukrotnie umarzana

Okoliczności zdarzenia. Gaz w twarz mimo legitymacji poselskiej

Do zdarzenia doszło 18 listopada 2020 roku podczas protestów związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Na placu Powstańców Warszawy trwała demonstracja Strajku Kobiet, w trakcie której dochodziło do napięć i przepychanek między protestującymi a policją. Wśród uczestników znajdowała się ówczesna posłanka Magdalena Biejat, która – jak podkreślają śledczy – brała udział w wydarzeniu w ramach interwencji poselskiej.

Z ustaleń prokuratury wynika, że polityczka próbowała interweniować, apelując o zaprzestanie użycia siły wobec demonstrantów. Trzymała przy tym legitymację poselską w widocznym miejscu, identyfikując się jako osoba objęta szczególną ochroną. Mimo to jeden z nieumundurowanych funkcjonariuszy miał podejść i użyć wobec niej gazu pieprzowego, kierując strumień bezpośrednio w jej twarz.

Jeden z nieumundurowanych policjantów prysnął w twarz pokrzywdzonej gazem pieprzowym – przekazał prok. Piotr Antoni Skiba.

Po zdarzeniu funkcjonariusz oddalił się i schował za kordonem policji. Cała sytuacja została nagrana, co później stało się jednym z kluczowych dowodów w sprawie.

W zdarzeniu dotyczącym użycia ręcznego miotacza substancji obezwładniającej wobec posłanki na Sejm RP pani Magdaleny Biejat w okolicach pl. Powstańców Warszawy w ramach operacji policyjnej Biuro Kontroli KGP realizowało ustalenia, z których sporządzono notatkę służbową. W ramach czynności wyjaśniających zbadano kwestie użycia ręcznych miotaczy substancji obezwładniających wobec Magdaleny Biejat i Alicji Lesiak. Na podstawie wymienionych czynności wszczęto postępowania dyscyplinarne, które zostały umorzone — mówił Onetowi kom. Aleksander Pradun z KGP.

Co grozi policjantowi? Nawet 10 lat więzienia

Były funkcjonariusz policji, Sebastian S., został oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas wykonywania czynności służbowych. Według prokuratury użycie gazu pieprzowego było nieuzasadnione i niezgodne z obowiązującymi przepisami dotyczącymi stosowania środków przymusu bezpośredniego.

Po ponad pięciu latach i po dwóch próbach umorzenia sprawy przez prokuraturę, rusza proces w sprawie w sprawie bezprawnego zaatakowania Magdaleny Biejat gazem przez funkcjonariusza policji oraz naruszenia jej immunitetu, do którego doszło podczas jednego z protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji — poinformował Tomasz Morozgalski z Lewicy.

Śledczy wskazują, że policjant miał użyć gazu z bardzo bliskiej odległości – mniejszej niż dwa metry – co naruszało zasady taktyki i techniki interwencji. Dodatkowo działanie to uznano za sprzeczne z zasadą proporcjonalności oraz przepisami regulującymi ochronę posłów i senatorów.

Po realizacji zleconych przez sąd czynności postanowieniem z 2 września br. ponownie umorzono śledztwo w niniejszej sprawie, wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa. 16 września do tutejszej prokuratury wpłynęło zażalenie pełnomocnika pokrzywdzonej na wydaną w tej sprawie ponowną decyzję o umorzeniu śledztwa. Po jego rozpoznaniu postanowieniem z 30 września 2024 r. Prokurator Regionalny w Warszawie uchylił tę decyzję merytoryczną, zlecając wykonanie szeregu czynności dowodowych — dodawał rzecznik.

W akcie oskarżenia podkreślono również, że działanie funkcjonariusza mogło naruszyć prywatny interes pokrzywdzonej oraz jej immunitet. To właśnie ten element sprawy budzi szczególne kontrowersje, ponieważ dotyczy relacji między władzą wykonawczą a przedstawicielami parlamentu. Dziś ponownie jednak rusza proces. Za zarzucane czyny grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Sam oskarżony nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Rusza proces po latach. Sprawa była dwukrotnie umarzana

Choć incydent miał miejsce w 2020 roku, droga do aktu oskarżenia była wyjątkowo długa i skomplikowana. Śledztwo wszczęto na podstawie zawiadomienia złożonego przez Magdalenę Biejat kilka dni po zdarzeniu. Mimo to przez lata nie udało się jednoznacznie ustalić sprawcy, a postępowanie było dwukrotnie umarzane.

W 2023 roku prokuratura zakończyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy, jednak decyzja ta została uchylona przez sąd. Podobna sytuacja powtórzyła się w 2024 roku – ponowne umorzenie również zostało zakwestionowane, a sprawę skierowano do dalszego prowadzenia.

Dopiero po wykonaniu dodatkowych czynności dowodowych udało się wytypować i oskarżyć konkretnego funkcjonariusza. Akt oskarżenia trafił do sądu pod koniec 2025 roku, a teraz rozpoczyna się proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia.

„Po ponad pięciu latach i po dwóch próbach umorzenia sprawy przez prokuraturę, rusza proces” – przekazano w komunikacie Lewicy.

Sprawa od początku budzi ogromne emocje i może stać się jednym z najważniejszych procesów dotyczących działań policji podczas protestów w Polsce.

Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: