Zamiast tlenu podano jej trujący gaz. Nie żyje ciężarna. Przełom w warszawskim śledztwie
Tragiczna śmierć 30-letniej kobiety po rutynowym zabiegu w warszawskim szpitalu wstrząsnęła opinią publiczną. Według najnowszych ustaleń śledczych, podczas wybudzania ze znieczulenia pacjentce mogło zostać podane coś innego niż tlen, co doprowadziło do niedotlenienia i zgonu. W cieniu tragedii pojawiają się poważne pytania o bezpieczeństwo sprzętu medycznego i nadzór nad jego serwisowaniem.
- Okoliczności tragedii
- Rola lekarzy i sprzętu
- Nowe ustalenia śledczych
Okoliczności tragedii
Do dramatycznych wydarzeń doszło pod koniec grudnia w Szpitalu Specjalistycznym im. Św. Rodziny w Warszawie. 30-letnia kobieta, będąca w ciąży i matka dwuletniego dziecka, zgłosiła się na rutynowy zabieg związany z ciążą. Jak wynika z relacji mediów, zabieg przebiegł standardowo, jednak kluczowy problem pojawił się podczas wybudzania pacjentki ze znieczulenia.
Po zakończeniu operacji personel miał podać kobiecie tlen przy pomocy maski – standardową procedurę mającą na celu wspomóc powrót do pełnej świadomości. Zamiast tego stan pacjentki zaczął gwałtownie się pogarszać, co doprowadziło do pilnego przewiezienia jej do Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA przy ul. Wołoskiej. Tam, mimo długiej walki o życie, kobieta zmarła kilka dni przed świętami.
Pierwsze sygnały, że mogło dojść do poważnej pomyłki technicznej, pojawiły się jeszcze przed przewiezieniem ciężarnej.
Pracownik szpitala MSWiA powiedział mi, że od początku było wiadomo, że kobieta umrze. Dowiaduję się także, że stan pacjentki prawdopodobnie pogorszył się, ponieważ w szpitalu im. Św. Rodziny na ulicy Madalińskiego kobiecie do maski z tlenem podłączono coś innego. Lekarze myśleli, że wdycha tlen, tymczasem był to inny gaz. - mówiła Magda Roszkowska, dziennikarka “Gazety Wyborczej”.
Prokuratura wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności tragedii.

Rola lekarzy i sprzętu
Kluczowym elementem dochodzenia jest sprzęt anestezjologiczny używany podczas zabiegu. Wstępne ustalenia śledczych wskazują, że aparat mógł zostać nieprawidłowo podłączony, co skutkowało podaniem innego gazu zamiast tlenu, mówi się o podltenku azotu, nazywanym inaczej, gazem rozweselającym.
Podtlenek azotu, jeśli zostanie podany w niewłaściwym stężeniu lub zamiast tlenu, nie tylko nie wspiera oddychania, ale może prowadzić do poważnego niedotlenienia tkanek. Aparatura jest co prawda oznakowana, jednak kluczowe znaczenie ma prawidłowe podłączenie przewodów do właściwych butli. Specjaliści podkreślają, że ten proces nie leży w gestii anestezjologa – sam lekarz nie jest w stanie odróżnić gazów, ponieważ wszystkie są bezbarwne i bezwonne.
Za tę procedurę w szpitalu nie odpowiada personel medyczny. Anestezjolog nie jest w stanie zweryfikować wzrokiem czy węchem, jaki gaz jest podawany, bo te są bezbarwne i bezzapachowe - mówił jeden z ekspertów
Prokuratura w toku śledztwa bierze pod uwagę, że za instalację i serwisowanie mogły odpowiadać podmioty zewnętrzne. Jak ustalono, podwykonawcy nie mieli uprawnień do nadzoru technicznego, a jedynie do serwisowania urządzeń – co może mieć kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia błędu. Dlatego planowane są przesłuchania nie tylko inwestorów i producenta sprzętu, ale również podwykonawców.
Nowe ustalenia śledczych
Śledczy intensyfikują działania, by ustalić dokładny przebieg tragedii. Jak podaje prokuratura, centralnym punktem dochodzenia jest to, czy doszło do błędów w instalacji i obsłudze sprzętu anestezjologicznego. W grę wchodzi nie tylko kwestia techniczna, ale również odpowiedzialność firm serwisujących oraz tych, które nadzorowały instalację systemów gazowych w sali operacyjnej.
Prokurator Piotr Antoni Skiba przekazał, że śledczy biorą pod uwagę fakt, iż osoby odpowiedzialne za prace techniczne mogły nie posiadać odpowiednich uprawnień do nadzoru nad sprzętem, a jedynie do jego serwisowania.
Bierzemy pod uwagę, że podwykonawcy nie mieli uprawnień do nadzoru, tylko do serwisowania sprzętu. Dlatego planujemy teraz przesłuchać nie tylko inwestora, przedstawiciela firmy produkującej te urządzenia, ale i podwykonawców - mówił w rozmowie dla “Fakt” prokurator Antoni Skiba
Do tej pory nie ujawniono oficjalnych nazw firm ani szczegółów dotyczących konkretnej linii serwisowej, jednak śledczy zapowiadają kolejne przesłuchania i kontrole dokumentacji. Dochodzenie jest w toku; jego wyniki mają wyjaśnić nie tylko przyczyny tragicznej śmierci ciężarnej, ale również wskazać potencjalne uchybienia w systemie bezpieczeństwa polskich placówek medycznych.