Zapalił papierosa w metrze. Grozą mu niemal 2 lata więzienia. Policja wyjaśnia szczegóły
W środę po południu doszło do zaskakującego zdarzenia na stacji metra Dworzec Wileński w Warszawie. Jeden z podróżnych wszedł do toalety na antresoli i zapalił tam papierosa – w miejscu, które powinno być całkowicie wolne od dymu tytoniowego. Choć wydawało się, że to zwykłe wykroczenie, interwencja policji szybko przerodziła się w poważną sprawę kryminalną. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy funkcjonariusze podczas kontroli dokumentów ustalili, że mężczyzna, będący sprawcą czynu, ma znacznie więcej na sumieniu niż tylko łamanie zakazu palenia w metrze. To, co miało być rutynową legitymacją, doprowadziło do jego zatrzymania i decyzji o tymczasowym areszcie, który może potrwać ponad półtora roku.
- Akcja policji: od mandatu do aresztowania
- Ile grozi mężczyźnie? Perspektywa prawna
- Komunikat policji
Akcja policji: od mandatu do aresztowania
We wtorek po południu funkcjonariusze patrolujący stację metra Dworzec Wileński zauważyli mężczyznę, który w toalecie na antresoli zapalił papierosa. Taki czyn jest wykroczeniem – palenie wyrobów tytoniowych w pomieszczeniach użyteczności publicznej dostępnych dla pasażerów metra jest zabronione i zagrożone mandatem do 500 złotych. Policjanci podeszli więc do mężczyzny, by wylegitymować go i ukarać – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa o ruchu drogowym i bezpieczeństwie publicznym.
Podczas legitymowania okazało się jednak, że sytuacja jest poważniejsza. W trakcie sprawdzania danych mężczyzny w policyjnych systemach wyszło na jaw, że 44-latek ma do odbycia karę pozbawienia wolności oraz jest poszukiwany na podstawie czterech nakazów doprowadzenia do aresztu wydanych przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ. Dowody zgromadzone w policyjnych bazach wskazywały, że mężczyzna ma do odbycia ponad 630 dni pozostałych kar więzienia za przestępstwa przeciwko mieniu. Gdy ta informacja wyszła na jaw, funkcjonariusze nie ograniczyli się do nałożenia mandatu – zatrzymali 44-latka i doprowadzili go do aresztu, gdzie spędzi najbliższe miesiące.
Ile grozi mężczyźnie? Perspektywa prawna
Choć początkowo mężczyzna miał zostać ukarany jedynie grzywną za wykroczenie polegające na paleniu papierosów w miejscu niedozwolonym, jego sytuacja szybko przybrała inny obrót ze względu na zaległe orzeczenia sądu. Palenie tytoniu w przestrzeniach metra to wykroczenie, za które zgodnie z prawem grozi mandat lub grzywna do 500 złotych – o tym przypomniała policja w swoim komunikacie po zatrzymaniu.
Jednak istotą sprawy nie był sam incydent z papierosem, ale fakt, że mężczyzna miał do odbycia karę więzienia. Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ wydał wobec 44-latka cztery nakazy doprowadzenia do aresztu. Dowody policyjne wskazują, że łączna pozostała kara przekracza 630 dni pozbawienia wolności za wcześniej popełnione przestępstwa przeciwko mieniu. Oznacza to, że niezależnie od wykroczenia w metrze mężczyzna i tak musiał stawić się przed organami ścigania. Obecnie odbywa tymczasowy areszt, który może trwać ponad półtora roku – zgodnie z obowiązującymi wyrokami.
Komunikat policji
Stołeczna policja w oficjalnym komunikacie potwierdziła, że 44-letni mężczyzna został zatrzymany podczas rutynowej kontroli na stacji metra Dworzec Wileński, gdy palił papierosa w toalecie na antresoli. Podczas sprawdzania jego danych w policyjnych systemach okazało się, że był poszukiwany na podstawie czterech nakazów doprowadzenia do aresztu wydanych przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ.
Podczas sprawdzenia wyszło na jaw, że 44-latek jest poszukiwany na podstawie czterech nakazów wydanych przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ. Mężczyzna ma do odbycia ponad 630 dni kary pozbawienia wolności za przestępstwa przeciwko mieniu" - przekazuje w komunikacie asp. Natalia de Laurans ze stołecznej policji.
To właśnie ta informacja zadecydowała o zmianie charakteru interwencji od rutynowej kontroli wykroczeń do zatrzymania i osadzenia w areszcie. Policja jednocześnie przypomniała, że palenie w pomieszczeniach użyteczności publicznej dostępnych dla pasażerów metra jest wykroczeniem, które może skutkować grzywną – ale w tym wypadku kluczowe były zaległe nakazy sądowe przeciwko mężczyźnie.