Wydarzenia Gwiazdy Dieta Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Dramat rozegrał się w powietrzu. Amerykański dron zestrzelony
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 27.11.2025 21:23

Dramat rozegrał się w powietrzu. Amerykański dron zestrzelony

Dramat rozegrał się w powietrzu. Amerykański dron zestrzelony
fot. Pixabay

Wojsko amerykańskie dokonuje drastycznego kroku w obawie przed wrogim szpiegostwem. Po miesiącach milczenia, ujawniono, co stało się z maszyną o strategicznym znaczeniu. Sprawdź, dlaczego Amerykanie musieli zniszczyć własny sprzęt nad wodami Azji.

Cena tajemnicy: kiedy dron strzela do siebie

Cała historia rozegrała się w rejonie Morza Żółtego, a jej bohaterem jest jeden z najdroższych sprzętów amerykańskiej armii dron MQ-9 Reaper. To maszyna, która sama w sobie jest symbolem nowoczesnej wojny, warta blisko 30 milionów dolarów. Kiedy taki sprzęt jest w powietrzu w pobliżu tak newralgicznych granic, jak te z Chinami czy Koreą Północną, każda awaria staje się natychmiast kryzysem geopolitycznym.

I właśnie do takiej sytuacji doszło. Dron, przydzielony do bazy w Kunsan w Korei Południowej, wykonywał rutynowy lot. Problem pojawił się, gdy zawiódł system łączności. Dla bezzałogowca, który jest kontrolowany zdalnie, to właściwie wyrok śmierci. Obsługa na ziemi straciła możliwość sterowania maszyną, która nagle stała się niekontrolowanym, bardzo drogim i bardzo wrażliwym na przejęcie obiektem.

Przez kilka dni w mediach krążyła uproszczona wersja wydarzeń: dron po prostu uległ awarii i wpadł do morza. To była, jak się okazało, wygodna zasłona dymna. Prawda jest o wiele bardziej dramatyczna i celowa. Personel amerykańskich sił powietrznych próbował wszystkiego – resetowania systemów, zrzucania paliwa – ale nic nie działało. Kontroli nie udało się odzyskać.

Dramat rozegrał się w powietrzu. Amerykański dron zestrzelony
fot. East News

Priorytet zestrzelenia

W tym momencie trzeba było podjąć decyzję, która kosztowała krocie. Amerykanie nie mogli sobie pozwolić na to, by tak zaawansowany technologicznie sprzęt, pełen wrażliwych danych, wpadł w niepowołane ręce. A w tym rejonie świata są to ręce Chin lub Korei Północnej. Utrata 30 milionów dolarów to nic w porównaniu z utratą przewagi technologicznej, jaką taki dron oferuje.

Dlatego dowództwo zdecydowało się na zestrzelenie własnej maszyny. Było to działanie celowe, wykonane w pobliżu wyspy Maldo-Ri, żeby uniknąć niekontrolowanej katastrofy, ale przede wszystkim, żeby uniemożliwić obcym siłom przejęcie całości lub kluczowych fragmentów technologii. To brutalna, ale logiczna strategia, która mówi: lepiej stracić sprzęt, niż tajemnicę.

Gorąca sytuacja

Całe to zdarzenie mocno przypomina, jak bardzo napięta jest sytuacja na Półwyspie Koreańskim. Sam fakt, że w Korei Południowej stacjonuje ponad 28 tysięcy amerykańskich żołnierzy i cała eskadra dronów MQ-9 Reaper, w tym 431. Ekspedycyjna Eskadra Rozpoznawcza, świadczy o tym, że Waszyngton traktuje ten region z najwyższą powagą.

Od momentu zestrzelenia drona trwa intensywna akcja poszukiwawcza. Siły powietrzne USA przeczesują wody Morza Żółtego w poszukiwaniu szczątków. To kolejna, kosztowna operacja, mająca na celu odzyskanie jak największej ilości elementów, żeby wrogie wywiady nie miały szans na ich zbadanie.

Incydent z dronem MQ-9 Reaper jest więc czymś więcej niż tylko awarią drogiego sprzętu. Jest to przypomnienie o wojnie cieni, która toczy się na wodach i w powietrzu Azji, gdzie cena technologii jest niższa niż cena informacji. Amerykanie pokazali, że w sytuacji kryzysowej nie wahają się przed zniszczeniem własnego sprzętu, by utrzymać swoją pozycję w wyścigu zbrojeń. A 30 milionów dolarów to w tym równaniu tylko koszt uboczny.

GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: