Karty płatnicze do wymiany. Banki szykują wielkie zmiany
Europa mówi „dość” amerykańskim gigantom. Największe banki z 13 krajów powołały sojusz EuroPA, który ma stworzyć pierwszy w historii paneuropejski system płatności. Cel? Uniezależnić się od Visy i Mastercard, obniżyć koszty i ograniczyć ryzyko politycznych nacisków. W grze są transakcje warte 24 biliony dolarów rocznie.
Europa rzuca wyzwanie gigantom zza oceanu
Przez lata systemy płatnicze w Europie były zdominowane przez dwie amerykańskie firmy – Visa oraz Mastercard. To one obsługują zdecydowaną większość transakcji kartowych – zarówno w sklepach, jak i w internecie. Każda płatność przechodząca przez ich sieci, nawet jeśli odbywa się między dwoma europejskimi podmiotami, jest przetwarzana w infrastrukturze kontrolowanej przez USA.
Od 2020 r. opłaty pobierane przez te firmy wzrosły o ponad 40 proc. Dla banków i sprzedawców to miliardy euro dodatkowych kosztów. Ale argument finansowy to tylko część problemu.
W ostatnich latach pojawiły się także obawy polityczne. Administracja prezydenta Donald Trump wykorzystywała procesory płatności jako narzędzie nacisku w sporach międzynarodowych. W praktyce oznacza to, że transakcje mogą zostać zablokowane decyzją polityczną. Dla Unii Europejskiej to sygnał alarmowy: brak własnej infrastruktury oznacza brak pełnej suwerenności finansowej.
EuroPA – finansowa niepodległość Europy?
W odpowiedzi powstał sojusz EuroPA. Trzynaście państw postanowiło połączyć siły i stworzyć wspólny system płatności obejmujący cały rynek UE. To projekt o ogromnej skali – mowa o obsłudze transakcji o wartości 24 bilionów dolarów rocznie.
Impuls nadała prezes Europejski Bank Centralny Christine Lagarde, która publicznie stwierdziła, że Europa „pilnie” potrzebuje własnej infrastruktury płatniczej. Jej zdaniem kontynent ma zasoby i potencjał, by uniezależnić się od zewnętrznych graczy.
EuroPA nie startuje od zera. Porozumienie nawiązało współpracę z systemem WERO, który działa już w Belgii, Francji i Niemczech i ma 47 mln użytkowników. Docelowo projekt ma objąć 72 proc. powierzchni UE oraz Norwegię.
Jeszcze w tym roku mają ruszyć transgraniczne przelewy peer-to-peer. W 2027 r. planowane jest wdrożenie płatności detalicznych oraz e-commerce. Jeśli harmonogram zostanie dotrzymany, konsumenci będą mogli płacić w całej Unii bez potrzeby korzystania z amerykańskich kart.
Lekcja z porażki i cyfrowe euro na horyzoncie
To nie pierwsza próba stworzenia wspólnego systemu. Projekt Monnet z 2008 r., w który zaangażowanych było 20 banków, zakończył się fiaskiem po czterech latach. Powód? Rozbieżne interesy narodowe i brak wspólnej wizji.
Każde państwo rozwijało własne rozwiązania: Bizum w Hiszpanii, iDEAL w Holandii, Payconiq w Belgii czy Girocard w Niemczech. Problem w tym, że żaden z tych systemów nie działał transgranicznie. Belg kupujący w holenderskim sklepie internetowym i tak musiał sięgnąć po kartę Visa albo Mastercard.
Eksperci podkreślają, że kluczowe jest osiągnięcie tzw. masy krytycznej. Sprzedawcy akceptują systemy, których używają klienci, a klienci korzystają z tych, które są powszechnie akceptowane. EuroPA chce przełamać to błędne koło, łącząc istniejące bazy użytkowników zamiast budować wszystko od nowa.
Równolegle rozwijany jest projekt cyfrowego euro przez Europejski Bank Centralny. To publiczny pieniądz cyfrowy, który miałby funkcjonować w całej strefie euro. EBC szacuje, że po przyjęciu odpowiednich przepisów wdrożenie potrwa od dwóch do trzech lat. Cyfrowe euro i WERO mają się uzupełniać – jedno jako inicjatywa prywatna, drugie jako narzędzie banku centralnego.
Stawka jest ogromna. Według szacunków stworzenie realnej alternatywy dla Visy i Mastercard będzie kosztować kilka miliardów euro. Jednak dla europejskich decydentów to cena za coś znacznie ważniejszego: finansową suwerenność w świecie rosnących napięć gospodarczych i politycznych.
Czy rzeczywiście czeka nas wymiana kart w portfelach? Na razie to początek drogi. Ale jedno jest pewne – Europa właśnie rozpoczęła największą batalię o kontrolę nad własnymi pieniędzmi.