Nie żyje polski ochotnik walczący z Rosją w Ukrainie. "Nieustraszony żołnierz"
Był tam, gdzie było najgoręcej. Walczył na Donbasie, pod Bachmutem i… po rosyjskiej stronie granicy. Kacper „Francuz” Bass – jeden z najbardziej doświadczonych polskich ochotników w Ukrainie – zmarł 31 grudnia w wyniku ciężkich ran. Jego koledzy mówią wprost: takich żołnierzy już się nie spotyka.
- Ostatnia misja „Francuza”. Tajemnica bunkra pod Charkowem
- Legia Cudzoziemska, Bachmut i atak na Rosję
- „Nieustraszony”. Tak zapamiętali go koledzy z frontu
Ostatnia misja „Francuza”. Tajemnica bunkra pod Charkowem
Ostatnie dni grudnia okazały się tragiczne. Kacper „Francuz” Bass, 28-letni polski ochotnik walczący po stronie Ukrainy, został ciężko ranny w obwodzie charkowskim. Przebywał wtedy w bunkrze na wysuniętych pozycjach. Co dokładnie się wydarzyło – do dziś nie wiadomo.
Drugi żołnierz, który znajdował się razem z nim, również odniósł poważne obrażenia i obecnie pozostaje w śpiączce farmakologicznej. To sprawia, że okoliczności dramatycznego zdarzenia pozostają tajemnicą.
– To mogła być artyleria, dron albo granat wrzucony do bunkra. W środku była amunicja, granaty, butle gazowe – mówią koledzy „Francuza” ze zwiadowczo-uderzeniowej grupy Rug Hamlet.
Ciężko ranny Polak został przetransportowany do Polski, na specjalistyczny oddział leczenia oparzeń. Lekarze walczyli o jego życie, ale obrażenia okazały się zbyt rozległe. Uszkodzenia skóry, płuc i nerek były nie do odwrócenia. Kacper Bass zmarł 31 grudnia – w ostatni dzień roku.
Dla jego towarzyszy broni był to potężny cios. – To nie był zwykły ochotnik. To był żołnierz z krwi i kości – mówią zgodnie.
Legia Cudzoziemska, Bachmut i atak na Rosję
Całe dorosłe życie „Francuza” kręciło się wokół wojska. Gdy nie udało mu się od razu wstąpić do polskiej armii, jako 19-latek wybrał jedną z najtwardszych dróg – Legię Cudzoziemską. To tam narodził się jego pseudonim.
Służył m.in. w Gujanie Francuskiej, ale – jak sam przyznawał – brakowało mu prawdziwej walki. Po powrocie do Polski dowiedział się o Międzynarodowym Legionie Obrony Terytorialnej Ukrainy. Decyzja była szybka.
W październiku 2022 r. wylądował w Ukrainie. Po krótkim szkoleniu trafił na jeden z najcięższych odcinków frontu – w rejon Swatowego i Kupiańska. Tam szybko zwrócił na siebie uwagę dowódców.
– Miał być w domu, a zamiast tego poszedł na zadanie bojowe. Od razu było widać, że to materiał na dowódcę – wspomina „Falcon”, polski oficer w ukraińskim wojsku.
Prawdziwym sprawdzianem był Bachmut. W końcowej fazie bitwy „Francuz” koordynował ostrzał rosyjskich pozycji przy wsparciu dronów. Warunki były skrajnie trudne, a straty ogromne. Po jednym z masowych szturmów Rosjan jego jednostka została wycofana.
Wtedy pojawiła się kolejna decyzja – Polski Korpus Ochotniczy. I jedna z najbardziej brawurowych akcji wojny: wypad na terytorium Rosji, do obwodu biełgorodzkiego.
– Wszyscy myśleli, że tam zginiemy, a Kacper tryskał optymizmem – wspomina „Lobo”.
Celem było zniszczenie siedziby FSB w miejscowości Gora-Podol. Akcja zakończyła się sukcesem, a „Francuz” po raz kolejny uniknął śmierci – bomba lotnicza zrzucona niedaleko nie wybuchła.

„Nieustraszony”. Tak zapamiętali go koledzy z frontu
W ciągu kilku lat wojny z ciała „Francuza” usunięto łącznie 27 odłamków. Był wielokrotnie ranny – pod Donieckiem, w rejonie Torecka, podczas ataków dronów i ostrzałów. A mimo to wracał.
– Gdy wszyscy myśleli, jak się wycofać, on krzyczał: „Szturmujemy!” I to działało – mówi „Lobo”.
W 2022 r. Kacper Bass otrzymał ukraińskie odznaczenie „Za męstwo”, a rok później Krzyż „Za odwagę”. Jego koledzy twierdzą, że zasługiwał na najwyższe odznaczenie – Bohatera Ukrainy.
W dniu jego śmierci ukraińscy artylerzyści uczcili go w symboliczny, frontowy sposób. Na pociskach zapisali jego pseudonim, datę i godzinę. – „Urządzimy im dziś prawdziwą dyskotekę” – napisali w wiadomości.
Dla jednych był „Francuzem”. Dla innych – przyjacielem, dowódcą, legendą. Jedno jest pewne: polski ochotnik, który walczył do samego końca, na zawsze pozostanie częścią tej wojny.