Wydarzenia Gwiazdy Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > "Obraz, jak po armagedonie". Mieszkanka Warszowa pokazała tragiczne zdjęcia
Klaudia Tomaszewska
Klaudia Tomaszewska 09.03.2026 15:19

"Obraz, jak po armagedonie". Mieszkanka Warszowa pokazała tragiczne zdjęcia

"Obraz, jak po armagedonie". Mieszkanka Warszowa pokazała tragiczne zdjęcia
canva/msmoloko

Mieszkańcy prawobrzeżnej części Świnoujścia nie kryją rozgoryczenia i smutku, obserwując drastyczne zmiany w otaczającej ich przyrodzie. Symbolem tych przeobrażeń stały się wstrząsające zdjęcia z okolic Warszowa i drogi prowadzącej w stronę Podziemnego Miasta na Wyspie Wolin, gdzie jeszcze niedawno królowała nienaruszona natura. Dziś, zamiast śpiewu ptaków i widoku saren, na spacerowiczów czekają głębokie koleiny, stosy ściętego drewna i puste połacie ziemi, które autorka dokumentacji określa mianem scen wyjętych prosto z końca świata.

Gdzie podziały się sarny i jelenie?

Dorota Turlejska, mieszkanka Warszowa, postanowiła przerwać milczenie i podzielić się w mediach społecznościowych dokumentacją fotograficzną, która błyskawicznie wywołała falę komentarzy. Jej relacja to nie tylko suche fakty, ale przede wszystkim emocjonalny zapis straty czegoś, co dla lokalnej społeczności było bezcenne. Jeszcze dwa lata temu spacerowicze mogli bez trudu znaleźć w tych lasach poroża jeleni, a spotkanie dzikiej zwierzyny na leśnych ścieżkach było codziennością, a nie rzadkim przywilejem.

Dzisiejsza rzeczywistość na prawobrzeżu Świnoujścia wygląda jednak zupełnie inaczej. Droga w kierunku Podziemnego Miasta, niegdyś malownicza trasa spacerowa, stała się terenem intensywnej eksploatacji. Autorka wpisu nie przebiera w słowach, opisując obecny widok jako „brzydki, szary krajobraz”, w którym dominują „rowiska” i ciężki sprzęt. Zniszczona nawierzchnia ulicy Barlickiego dopełnia obrazu degradacji, sprawiając, że dawne miejsca rekreacji stają się dla mieszkańców obce i nieprzyjazne.

Dla wielu osób, które wychowały się w cieniu tych lasów, tempo i skala zmian są trudne do zaakceptowania. Las nie jest dla nich jedynie zbiorem drzew czy surowcem drzewnym, ale żywym organizmem, który stanowił barierę ochronną i zielone płuca dzielnicy. Nagłe zniknięcie tak dużych połaci starodrzewu wywołuje poczucie bezradności wobec procesów, które – choć motywowane gospodarczo – dla zwykłego obywatela oznaczają bezpowrotną utratę kontaktu z naturą.

Unikatowe Bory Bażynowe pod toporem

To, co w tej sprawie bulwersuje najbardziej, to fakt, że wycinka dotyczy terenów o niezwykle wysokiej wartości przyrodniczej. Mowa o Nadmorskich Borach Bażynowych – specyficznym i rzadkim ekosystemie, który ze względu na swoją unikatowość w skali europejskiej został objęty ochroną w ramach sieci Natura 2000. To właśnie tutaj występują rzadkie gatunki mchów, porostów oraz specyficzna fauna, która do przetrwania potrzebuje spokoju i specyficznego mikroklimatu nadmorskiego lasu.

Na opublikowanych przez panią Dorotę zdjęciach widać jednak, że unijne certyfikaty i status obszaru chronionego nie zatrzymały ciężkich maszyn. Krajobraz „po Armagedonie” to efekt zderzenia interesów ochrony przyrody z wielkimi planami inwestycyjnymi. Rozjeżdżone drogi leśne, które kiedyś były miękkimi ścieżkami pokrytymi igliwiem, dziś przypominają poligon doświadczalny. Straty w runie leśnym i naruszenie struktury gleby w tak delikatnym ekosystemie mogą być nieodwracalne lub wymagać dziesięcioleci na regenerację.

Ekoprotesty i głosy sprzeciwu mieszkańców Warszowa często rozbijają się o mur argumentów o „wyższej konieczności”. Jednak dla przyrodników i lokalnych aktywistów, każda ścięta sosna w Borach Bażynowych to wyrwa w kruchym systemie ekologicznym wyspy Wolin. Pytanie o to, jak pogodzić status obszaru Natura 2000 z tak agresywną wycinką, pozostaje jednym z najczęściej zadawanych przez zaniepokojoną opinię publiczną, która domaga się transparentności w działaniach leśników i inwestorów.

Inwestycyjny walec kontra tożsamość Warszowa

Przyczyna tych gwałtownych zmian nie jest tajemnicą. Prawobrzeże Świnoujścia od miesięcy znajduje się w samym centrum ogromnych projektów infrastrukturalnych. Rozwój portu, plany budowy terminala kontenerowego oraz towarzysząca im infrastruktura drogowa i kolejowa wymagają przestrzeni. To właśnie ten „inwestycyjny walec” sprawia, że lasy, które przez dekady stanowiły naturalną granicę między przemysłem a sferą mieszkalną, teraz muszą ustąpić miejsca betonowi i stali.

Dla mieszkańców Warszowa zmiany te mają wymiar symboliczny – to proces stopniowego przekształcania ich „małej ojczyzny” w zaplecze logistyczne portu. Choć inwestycje te są kluczowe dla gospodarki kraju i miasta, koszty społeczne i przyrodnicze wydają się być ogromne. Znikający las to nie tylko utrata miejsc do spacerowania, to także zwiększony hałas, gorsza jakość powietrza i poczucie utraty kontroli nad własnym otoczeniem. Zdjęcia Doroty Turlejskiej stały się iskrą, która na nowo rozpaliła dyskusję o tym, czy rozwój musi zawsze oznaczać całkowitą destrukcję krajobrazu.

Obecnie sytuacja na prawobrzeżu jest dynamiczna, a prace przygotowawcze pod kolejne etapy inwestycji trwają w najlepsze. Mieszkańcy czują, że ich głos jest słabo słyszalny w starciu z wielkim kapitałem i strategiami państwowymi. Mimo to, dokumentowanie takich zmian i nagłaśnianie ich w mediach, jak zrobiła to pani Dorota, jest jedynym sposobem na to, by pamięć o „zielonym Warszowie” nie zaginęła, a decydenci poczuli presję, by w przyszłości szukać kompromisów bardziej przyjaznych środowisku.

Tagi: las
Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: