Od wielu tygodni nie mogą otrzymać aktu urodzenia dziecka. Szczegóły spędzają sen z powiek
Narodziny dziecka to w życiu rodziny moment graniczny, w którym radość splata się z nadzieją na harmonijny początek nowej drogi. Czasem jednak to, co miało być najpiękniejszym świętem, zostaje sparaliżowane przez machinę urzędniczej biurokracji, dla której ludzkie emocje ustępują miejsca ciasnym rubrykom i paragrafom.
Dla 40-letniej Heidemarie D. oraz trzydziestosześcioletniego Rolanda S. z Salzburga dwudziesty czwarty września miał stać się datą symboliczną i potrójnym powodem do świętowania – tego samego dnia na świat przyszła ich córka, dzieląc dzień urodzin z obojgiem rodziców. Zamiast rodzinnego szczęścia dom zdominowała jednak walka z urzędem.
Blokada dla rodziców
Kością niezgody w salzburskim magistracie okazał się z pozoru niewinny detal, który w oczach urzędników urósł do rangi bariery nie do pokonania. O ile drugie imię dziewczynki nie budziło zastrzeżeń, o tyle człon „Rianeva” uznano za neologizm niespełniający formalnych kryteriów dopuszczalności. Urzędnicy zaproponowali kuriozalny kompromis: imię zostałoby zaakceptowane, gdyby rozdzielono je łącznikiem na formę „Ria-Neva”.
Na takie rozwiązanie stanowczo nie zgodzili się rodzice. Ojciec dziewczynki wyjaśniał w rozmowie z mediami, że Neva to imię o korzeniach słowiańskich, z którymi rodzina nie ma powiązań kulturowych. Para pragnęła stworzyć dla córki unikatową tożsamość, nie przypuszczając, że brak jednego myślnika wywoła urzędowe weto.
Rodzice walczą z urzędem
Zdeterminowani rodzice postanowili dowieść swoich racji, zwracając się do renomowanego Towarzystwa Języka Niemieckiego. Eksperci instytutu jednoznacznie potwierdzili, że forma „Rianeva” jest poprawna językowo i może pełnić funkcję oficjalnego imienia bez stosowania myślnika. Mimo twardej opinii urząd odmówił zmiany decyzji, wtrącając rodzinę w administracyjną próżnię.
Od tygodni dziewczynka formalnie nie istnieje w rejestrach państwowych, a brak aktu urodzenia pociągnął za sobą lawinę problemów: zablokowane ubezpieczenie zdrowotne, niemożność pobierania zasiłku, wstrzymanie procedury uznania ojcostwa oraz brak potwierdzenia obywatelstwa. Zrozpaczeni rodzice odbijają się od kolejnych instytucji, zderzając się z powszechną obojętnością.
Dlaczego nie mogą tak nazwać dziecka?
Urzędnicy z Salzburga odpierają zarzuty, zasłaniając się przepisami mającymi rzekomo chronić dobro noworodka. W myśl austriackiego prawa imię musi jednoznacznie określać płeć, nie może ośmieszać dziecka, a przede wszystkim – powinno być powszechnie używane. To właśnie ten ostatni wymóg okazał się pułapką: magistrat przeprowadził kwerendę w bazach danych na świecie i orzekł, że skoro imienia nigdzie nie odnaleziono, nie może ono zostać nadane.
Przepisy dają stronom czterdzieści dni na ugodę, po czym nierozwiązany spór trafia na wokandę sądu rejonowego. Jeżeli rodzice nie ugną się przed presją aparatu, to sędzia zdecyduje, czy dziewczynka ma prawo do tożsamości wybranej przez najbliższych.