Polityczna burza. Chcą odwołania prezydenta Krakowa. Mają już ponad 100 tys. podpisów. Referendum coraz bliżej
Tempo wydarzeń zaskakuje nawet najbardziej uważnych obserwatorów lokalnej sceny. Z dnia na dzień liczby rosną, emocje sięgają zenitu, a mieszkańcy coraz częściej zabierają głos w sprawie przyszłości swojego miasta. Wszystko wskazuje na to, że nadchodzi moment, który może zmienić układ sił w jednej z największych metropolii w Polsce.
- Podpisy rosną w zawrotnym tempie
- Ostre zarzuty i odpowiedź prezydenta
- Co musi się stać, by doszło do głosowania?
Podpisy rosną w zawrotnym tempie
Jeszcze kilka dni temu organizatorzy mówili o ambitnym celu, dziś mówią już o przekroczeniu symbolicznej bariery i mobilizacji na niespotykaną dotąd skalę. Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa poinformowali, że pod wnioskiem podpisało się już ponad 100 tysięcy osób.
Według danych opublikowanych we wtorek rano liczba ta wyniosła 101 947 podpisów, a więc znacząco przekroczyła pierwotny próg 100 tysięcy. Co więcej, organizatorzy zdecydowali się podnieść poprzeczkę do 120 tysięcy, argumentując, że tylko tak duża nadwyżka zagwarantuje pozytywną weryfikację podpisów przez Krajowe Biuro Wyborcze w przypadku odrzucenia części z nich z powodów formalnych.
Akcja, prowadzona pod hasłem obywatelskiej inicjatywy, nabrała tempa w ostatnich dniach - od piątku przybyło ponad 21 tysięcy podpisów. Organizatorzy przekonują, że nie zwalniają ani na chwilę i zapowiadają dalszą mobilizację mieszkańców. Do zbiórki przyłączyli się również polityczni przeciwnicy urzędującego prezydenta, w tym działacze Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja oraz stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały. Sam komitet podkreśla jednak, że jego inicjatywa ma charakter obywatelski, a nie partyjny.
Ostre zarzuty i odpowiedź prezydenta
W centrum wydarzeń znajduje się Aleksander Miszalski, który objął urząd po wieloletnich rządach Jacek Majchrowski. Inicjatorzy referendum zarzucają mu m.in. nadmierne zadłużanie miasta, nieprofesjonalne przeprowadzenie audytu po objęciu stanowiska, niespełnianie obietnic wyborczych oraz działania, które, ich zdaniem, podważają powagę urzędu. Wśród krytykowanych sytuacji wymienia się również medialny epizod związany z tańcem na dachu magistratu do utworu zawierającego wulgarne słowa, co według przeciwników miało być niegodne reprezentanta miasta.
Prezydent odpiera zarzuty, wskazując na wzrost dochodów Krakowa, realizację inwestycji infrastrukturalnych i działania poprawiające jakość życia mieszkańców, w tym rozwój transportu publicznego. W jego ocenie próba odwołania to polityczna „dogrywka” po przegranych przez przeciwników wyborach samorządowych. Wsparcia udzielił mu także premier Donald Tusk, który określił inicjatywę referendalną jako element politycznej rozgrywki ze strony opozycji.
Co musi się stać, by doszło do głosowania?
Procedura referendalna w Polsce jest jasno określona. Aby referendum mogło zostać przeprowadzone, komitet musi zebrać podpisy co najmniej 10 procent uprawnionych do głosowania mieszkańców. W przypadku Krakowa oznacza to minimum 58 355 podpisów - próg ten został już znacząco przekroczony. Kluczowe będzie jednak nie tylko zatwierdzenie podpisów przez Krajowe Biuro Wyborcze, ale także frekwencja podczas ewentualnego głosowania.
Aby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w ostatnich wyborach prezydenta miasta. W praktyce oznacza to 158 555 osób. Dopiero wtedy wynik - niezależnie od tego, czy większość zagłosuje „za”, czy „przeciw” odwołaniu - będzie prawnie wiążący.
Nad Krakowem unosi się więc atmosfera politycznego napięcia. Czy mobilizacja społeczna przełoży się na realną zmianę? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie.