Polka widziała wybuchy nad stolicą Kataru. Wstrząsająca relacja świadka
Bliski Wschód znów w ogniu. Po ataku USA i Izraela na Iran, Teheran odpowiedział serią uderzeń na Izrael oraz amerykańskie bazy w regionie. Jedna osoba zginęła w Abu Zabi, w Dubaju wybuchł pożar, a w Dosze słychać było eksplozje. W samym sercu wydarzeń znalazła się pani Urszula — Polka przebywająca w stolicy Kataru. Jej relacja mrozi krew w żyłach.
Iran odpowiada na atak. Rakiety nad ZEA i Katarem
W sobotę (28 lutego) doszło do gwałtownej eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie. Stany Zjednoczone oraz Izrael przeprowadziły uderzenie na cele w Iran. Teheran niemal natychmiast zapowiedział odwet — i słowa dotrzymał.
Irańskie pociski skierowano nie tylko w stronę Izraela, ale również amerykańskich baz wojskowych rozmieszczonych w krajach Zatoki Perskiej. Alarm ogłoszono w Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn oraz Kuwejt.
Według doniesień mediów region ogarnął chaos. W wielu miastach zawyły syreny alarmowe, a mieszkańcy otrzymywali pilne powiadomienia na telefony komórkowe. Część przestrzeni powietrznej została zamknięta, a służby postawiono w stan najwyższej gotowości.
Ogień w Dubaju, ofiara w Abu Zabi
Najtragiczniejsze informacje napłynęły z Abu Zabi. W wyniku odłamków strąconej rakiety zginęła jedna osoba. Kilka osób zostało lekko rannych po ataku drona na lotnisko w stolicy Kuwejtu — poinformowała państwowa agencja KUNA.
Niepokojące wieści dotarły również z Dubaju. W luksusowej dzielnicy Palm Jumeirah wybuchł pożar. Nad zabudowaniami unosiły się gęste kłęby dymu, które były widoczne z wielu części miasta. Choć władze nie podały szczegółów dotyczących przyczyn ognia, wiele wskazuje na to, że mógł on mieć związek z irańskim atakiem.
Mieszkańcy relacjonowali w mediach społecznościowych, że słyszeli eksplozje i widzieli obiekty na niebie, które przypominały przechwytywane pociski. Atmosfera w regionie staje się coraz bardziej napięta, a eksperci ostrzegają przed dalszą eskalacją.
Polka w Dosze: „Na niebie pojawiły się dziwne chmury”
Wybuchy słyszalne były także w Doha. W stolicy Kataru przebywa pani Urszula, która opowiedziała o dramatycznych chwilach.
— Wszystko zaczęło się od głośno dzwoniącego i wibrującego telefonu. Tekst był po arabsku, wiedzieliśmy tylko, że jest jakieś zagrożenie — relacjonowała.
Choć początkowo mieszkańcy sprawiali wrażenie spokojnych, sytuacja szybko się zmieniła. Po kolejnym powiadomieniu kobieta usłyszała pierwszy wybuch.
— Na niebie pojawiły się dziwne chmury — mówiła.
Chwilę później rozległy się następne eksplozje. Pracownicy sklepów i punktów usługowych zaczęli wypraszać turystów, prosząc, by udali się w bezpieczne miejsca — najlepiej do hoteli. Metro wypełniło się ludźmi wracającymi do domów.
— Już nie byliśmy tak spokojni. Niektórzy turyści niemal biegli do metra. Przy kolejnych wybuchach ludzie zatrzymywali się, by spojrzeć w niebo — opowiadała pani Urszula.
Zapytany przez nią mieszkaniec Doszy zapewniał, że sytuacja jest pod kontrolą i armia czuwa nad bezpieczeństwem. Jednak gdy Polka wróciła do hotelu, poczuła narastający niepokój.
— Zaczęliśmy się czuć jak w klatce. Chyba tu utknęliśmy — przyznała.
Za oknem wciąż słychać było odgłosy wybuchów. Bliski Wschód znów znalazł się na krawędzi otwartego konfliktu, a tysiące cywilów — w tym turyści z Europy — z niepokojem śledzą rozwój wydarzeń. Czy to początek większej wojny w regionie? Odpowiedź na to pytanie może przynieść najbliższych kilka dni.