Pracownik budowy wyznał, ile zarabia. "Można zwariować". Kwota szokuje
W sieci zawrzało. Jeden z pracowników budowy otwarcie przyznał, ile realnie zarabia w branży, a jego wyznanie wywołało burzę komentarzy. Kwoty podane w ogłoszeniu z jednej z grup internetowych sprawiły, że zarówno specjaliści, jak i zwykli internauci zaczęli kwestionować, jak wygląda rynek pracy na budowach w 2026 roku. Czy naprawdę praca fizyczna nadal ma tak niskie stawki, że „operator płacze”?
- Kim jest „pracownik budowy”?
- Ile zarabia się naprawdę w tej branży?
- Dlaczego wielu może to zszokować?
Kim jest „pracownik budowy”?
W dyskusjach w Internecie pojawiły się posty, które – choć nie podpisane imieniem i nazwiskiem – dotyczą realnej oferty pracy na budowie. Chodzi o osobę wykonującą zawód operatora koparki – jedną z kluczowych ról na placu budowy, odpowiedzialną za obsługę ciężkiego sprzętu i wykonywanie prac ziemnych. W kontekście ogłoszenia, które trafiło do sieci, operator ten miałby również wykonywać zadania typowe dla kierowcy i innych członków ekipy budowlanej.
Operator koparki to stanowisko wymagające specjalnych uprawnień i doświadczenia. W praktyce oznacza to nie tylko umiejętność sterowania dużymi maszynami, ale również radzenia sobie z odpowiedzialnością – każde błędne posunięcie może narazić firmę na straty, a współpracowników na niebezpieczeństwo. W opisywanym ogłoszeniu jednym z warunków była ważna kategoria prawa jazdy, co potwierdza, że firma oczekiwała od osoby na tym stanowisku większej uniwersalności i zaangażowania.
To właśnie ten „pracownik budowy” — operator koparki — stał się punktem odniesienia w całej dyskusji. Choć sam nie wypowiedział się wprost pod własnym nazwiskiem, to komentarze pod ogłoszeniem sugerują, że ludzie wykonujący ten zawód uważają oferowane warunki finansowe i organizacyjne za niewystarczające.
Ile zarabia się naprawdę w tej branży?
Z treści ogłoszenia, które trafiło do jednej z grup w Internecie i zostało potem opisane przez Fakt.pl, wynika, że stawki oferowane na budowie są bardzo zróżnicowane — i w wielu przypadkach budzą kontrowersje. W ogłoszeniu pojawiły się konkretne liczby: operator koparki miałby otrzymywać 35–40 zł na rękę za godzinę pracy, co miało być najniższą stawką spośród wymienionych. Dla porównania, pomocnik budowlany miałby zarabiać miesięcznie 4,6–6 tys. zł, a kierowca C+E bądź operator sprzętu — 6–8 tys. zł miesięcznie.
Operator koparki 35 — 40 zł na rękę, pomocnik budowlany 4,6 — 6 tys. zł, kierowca C+E / operator sprzętu 6 — 8 tys. zł — czytamy
W ogłoszeniu podkreślano też, że pracownik zostanie skierowany do pracy w delegacji, z zakwaterowaniem w hotelach, posiłkami regeneracyjnymi i wypłatami co tydzień. Te dodatki miały rekompensować trudy pracy w terenie, jednak zdaniem wielu komentujących nie wpływają znacząco na poprawę ogólnej atrakcyjności zatrudnienia.
Warto też dodać, że dane rynkowe pokazują, iż typowe zarobki osób wykonujących podobne zawody w branży budowlanej są bardzo różne – w zależności od doświadczenia, lokalizacji i konkretnego rodzaju prac, miesięczne pensje mogą sięgać od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych brutto (dane te wynikają z ogólnych zestawień rynku pracy, a nie z opisywanego ogłoszenia).
Dlaczego wielu może to zszokować?
Reakcje internautów pod opublikowanym ogłoszeniem były jednoznaczne: wiele osób uznało proponowane stawki za zbyt niskie w stosunku do ciężaru i odpowiedzialności pracy. Jeden z komentujących zauważył, że obsługa dużych maszyn oraz prowadzenie pojazdów ciężarowych to poważna odpowiedzialność, wymagająca koncentracji i umiejętności, a jednocześnie — jak twierdził — wynagrodzenie nie odzwierciedla tych wymagań.
Obsługa dużych aut ciężarowych, dużego sprzętu to odpowiedzialność i dużo stresu. Trzeba być zawsze wypoczętym. Skupienie przez wiele godzin. Uważność, żeby siebie, kogoś lub czegoś nie uszkodzić. W dzisiejszych czasach, żeby w tym zawodzie się utrzymać, trzeba dbać o siebie. Inaczej długo nie pociągniesz. Za 6 koła, i to w delegacji. Chłop zwariował — stwierdza mężczyzna.
Internauci podkreślali również brak dodatkowych korzyści finansowych, takich jak diety czy zwrot kosztów dojazdu, które w ich opinii są standardem przy podobnych ofertach pracy. Dyskusja toczyła się także wokół kwestii samej wartości stawki 35–40 zł za godzinę. Dla przeciętnego pracownika w Polsce może to być suma wydająca się atrakcyjna w krótkim terminie — mniej jednak, gdy doliczy się trud pracy w delegacji, długie godziny i stres związany z obowiązkami, takie warunki mogą wydawać się mniej korzystne.
W rezultacie cała sytuacja stała się punktem odniesienia do szerszej debaty na temat realnych zarobków w sektorze budowlanym w 2026 roku – i tego, czy obecne stawki adekwatnie wynagradzają wysiłek pracowników.