Przychodnie pękają w szwach. To prawdziwa plaga, przebito wszelkie skale!
Od kilku tygodni polski system ochrony zdrowia doświadcza bezprecedensowego naporu pacjentów. Kolejki przy rejestracjach, pełne poczekalnie, przepełnione poradnie — lekarze alarmują, że to nie jest zwykłe przeciążenie sezonowe. To bezprecedensowa fala zachorowań, która dosłownie zatkała przychodnie i odciążyła już granice wytrzymałości służby zdrowia.
- Trudna zima w Polsce: eksperci biją na alarm
- Co dzieje się w przychodniach?
- Skala zakażeń poraża
Trudna zima w Polsce: eksperci biją na alarm
Zima 2025/2026 w Polsce okazała się niezwykle trudna pod względem zdrowotnym — i to pomimo obaw, że mróz mógł ograniczyć rozprzestrzenianie wirusów. Dane publiczne pokazują, że liczba osób chorujących zaczęła rosnąć gwałtownie już na początku stycznia. W pierwszych tygodniach miesiąca wskaźnik zachorowań wzrósł z około 70 do około 270 przypadków na 100 tys. mieszkańców — a to tylko początek fali, która miała nadejść.
Na przełomie stycznia i lutego wskaźnik ten osiągnął już blisko 397 przypadków na 100 tys. osób, przekraczając najwyższe wartości notowane w zeszłorocznym sezonie grypowym, który do tej pory uważany był za wyjątkowo intensywny. To oznacza, że obecna zima przyniosła nie tylko więcej zakażeń, ale również szybszy ich wzrost, niż kiedykolwiek wcześniej w ostatnich latach.
Główny Inspektor Sanitarny wskazał, że dominującym czynnikiem odpowiedzialnym za większość przypadków jest podtyp K wirusa grypy typu A(H3N2). Choć szczepionki dostępne w tym sezonie mają około 70 proc. skuteczności przeciwko temu wariantowi, wirus nadal znajduje ogromne “okno” podatnej populacji. GIS podkreślił również, że popularne przekonanie o tym, iż niskie temperatury zabijają wirusy, jest mitem — wirusy są zdecydowanie odporne na zimno i świetnie się w takich warunkach rozprzestrzeniają.
To z kolei prowadzi do kumulacji różnych infekcji: poza grypą, znacząco wzrosła liczba przypadków innych wirusowych chorób dróg oddechowych, co dodatkowo obciąża system diagnostyczny, leczniczy i opieki podstawowej. W skali kraju przychodnie i punkty POZ notują nadmiar pacjentów z objawami chorobowymi — od klasycznych symptomów sezonu grypowego po powikłania i zakażenia wtórne.
Co dzieje się w przychodniach?
Obserwowane statystyki epidemiologiczne mają bezpośrednie odzwierciedlenie w codziennej pracy polskich przychodni. Na wielu oddziałach lekarze pierwszego kontaktu, pediatrzy i pielęgniarki mówią wprost o przepełnionych poczekalniach, przeciążonych rejestracjach oraz wydłużonych czasach oczekiwania na konsultacje.
W niektórych placówkach zaczęto już stosować nadzwyczajne środki organizacyjne — w tym ograniczenia w liczbie odwiedzających oraz obowiązek stosowania masek ochronnych dla pacjentów i opiekunów. Na przykład Wojewódzki Szpital Zespolony w Płocku wprowadził ograniczenie jednego odwiedzającego na pacjenta i zaleca bezwzględne stosowanie masek ze względu na ryzyko dalszego rozprzestrzeniania chorób.
Lekarze apelują o większą cierpliwość i wyrozumiałość, ale nie ukrywają frustracji: wielu z nich mówi wprost o systemowym przeciążeniu już od początku sezonu infekcyjnego.
Pacjenci przychodzą nie tylko z klasycznymi objawami infekcji, ale z powikłaniami i obawami o pogorszenie stanu zdrowia – relacjonują pracownicy POZ.
Często konsultacje odbywają się dopiero po kilku godzinach oczekiwania, kolejki przy telefonach do rejestracji rosną, a dostępność terminów drastycznie spada. Część przychodni działa w trybie wzmożonego obciążenia także przez ogólnokrajowe zalecenia sanepidu: oprócz typowych badań lekarskich pacjenci informowani są o konieczności samoizolacji i procedurach bezpieczeństwa, co jeszcze bardziej wydłuża czas obsługi i generuje dodatkowe obowiązki dla zespołów medycznych.
Niektóre placówki POZ już otwarcie mówią o tym, że “to nie jest zwykły sezon”, a raczej fala, która paraliżuje normalną pracę — nie tylko grypowa, ale obejmująca szerokie spektrum infekcji wirusowych. Chorych przybywa szybciej, niż system jest w stanie ich efektywnie przyjmować i diagnozować.
Skala zakażeń poraża
Najbardziej porażające są liczby: od początku stycznia obserwujemy wzrost zachorowań niemal czterokrotny na przestrzeni kilku tygodni. Wskaźnik zachorowań na poziomie ok. 397 przypadków na 100 tys. osób to wartość, która przekroczyła szczyt sezonu grypowego z zeszłego roku, zwykle uważanego za bardzo intensywny.
Dla porównania, w sezonie 2024/2025 najwyższy wskaźnik według danych był na poziomie 365,5 przypadków na 100 tys. osób — co już samo w sobie było powodem do obaw. Obecna wartość jest więc wyraźnie wyższa, co oznacza, że zakażeń jest nie tylko więcej, ale ich dynamika wzrostu jest znacznie szybsza niż rok temu.
Dodatkowo zaszczepionych przeciwko grypie jest co prawda więcej (ok. 2,2 mln osób), niż w sezonie poprzednim (1,8 mln), jednak to nadal nie wystarcza, by zatrzymać falę zakażeń – szczególnie wśród grup ryzyka, w tym dzieci, osób starszych i przewlekle chorych.
Eksperci podkreślają, że sytuacja jest poważna, ponieważ obecny sezon infekcyjny nałożył się na inne wirusy dróg oddechowych, co dodatkowo potęguje presję na placówki medyczne. To nie tylko grypa — to falowe uderzenie całego szeregu zakażeń wirusowych, które stawiają system ochrony zdrowia w stan krytyczny.