Awantura na Targówku z tragicznym finałem. Nie miał szans
Służby ratunkowe zostały wezwane do mężczyzny, który po gwałtownym starciu na klatce schodowej runął z wysokości na betonową posadzkę. Choć na miejscu natychmiast podjęto reanimację, życia 44-latka nie udało się uratować. Śledczy dysponują nagraniem z monitoringu, które rzuca zupełnie nowe światło na to, co działo się w krytycznym momencie.
Przypadkowe spotkanie i eskalacja agresji
Wieczór 26 grudnia 2025 roku wydawał się spokojny, aż do momentu, gdy w progu bloku przy ul. Ossowskiego 9 na Targówku pojawił się 49-letni Piotr N. To właśnie wtedy splot nieszczęśliwych zdarzeń wprawił w ruch machinę, której nie dało się już zatrzymać. Według ustaleń śledczych, mężczyzna napotkał w budynku Monikę W. Kobieta, będąca w wyraźnym roztrzęsieniu, przekazała mu informację o domowej awanturze – twierdziła, że jej partner dopuścił się wobec niej przemocy.
Piotr N. nie pozostał obojętny na te słowa. Gdy na klatce schodowej pojawił się 44-letni Marek S., partner kobiety, emocje natychmiast sięgnęły zenitu. Między mężczyznami wywiązała się ostra wymiana zdań, która w mgnieniu oka przerodziła się w fizyczną agresję. Mieszkańcy bloku, zaalarmowani hałasami dobiegającymi z korytarza, stali się świadkami bójki, która z każdą sekundą stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Nikt wtedy nie przypuszczał, że kłótnia o rzekome uderzenie kobiety zakończy się śmiercią jednego z uczestników starcia, zwłaszcza że obaj mężczyźni wcześniej w ogóle się nie znali.
Wstrząsający zapis z monitoringu
Kluczowym elementem w zrozumieniu tego, co stało się na pierwszym piętrze bloku, okazał się zainstalowany wewnątrz monitoring. Kamery zarejestrowały przebieg starcia, ale to, co wydarzyło się w kulminacyjnym momencie, zaskoczyło nawet śledczych pracujących nad sprawą. Jak wynika z drobiazgowej analizy nagrania, w pewnej chwili Marek S. znalazł się przy barierce odgradzającej klatkę schodową od przepaści parteru.
Zamiast jednak kontynuować bójkę lub wycofać się do mieszkania, 44-latek wychylił się przez barierkę, a następnie podjął desperacką i niewytłumaczalną decyzję o przeskoczeniu przez nią. Śledczy podkreślają istotny szczegół: w momencie samego skoku przy mężczyźnie nie było żadnej innej osoby. Marek S. upadł z wysokości pierwszego piętra prosto na twardą podłogę parteru, uderzając o nią głową. Świadkowie obecni na miejscu natychmiast ruszyli z pomocą, starając się podtrzymać funkcje życiowe poszkodowanego do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego. Mężczyzna został w stanie ciężkim przetransportowany do Szpitala Bródnowskiego, jednak odniesione obrażenia głowy okazały się zbyt rozległe. Lekarze, mimo usilnych starań, musieli stwierdzić zgon.
Dlaczego podejrzany nadal przebywa na wolności?
Niedługo po tragicznych wydarzeniach policja zatrzymała 49-letniego Piotra N. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ. Choć finał bójki był śmiertelny, prokurator Wojciech Misiewicz z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga wyjaśnia, że podejrzanemu nie zarzuca się spowodowania śmierci Marka S. Nagranie z kamer potwierdziło bowiem, że upadek był wynikiem samodzielnego działania 44-latka, a nie bezpośredniego wypchnięcia czy zrzucenia przez przeciwnika.
Mimo to, Piotr N. usłyszał poważne zarzuty. Odpowie za naruszenie czynności narządu ciała (art. 157 §1 k.k.) oraz za kradzież mienia należącego do zmarłego (art. 278 §1 k.k.). Śledczy ustalili, że w trakcie zajścia doszło do zaboru cudzej rzeczy, co dodatkowo obciąża 49-latka. Co ciekawe, choć prokuratura wnioskowała do Sądu Rejonowego o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania, sąd nie przychylił się do tego wniosku. Piotr N. będzie odpowiadał z wolnej stopy, a śledztwo pod sygnaturą akt 4322-5.Ds.3132.2025 jest w toku. Cała sytuacja pozostawia mieszkańców w szoku – tragiczny zbieg okoliczności, w którym kłótnia obcych ludzi kończy się śmiercią i zarzutami kradzieży, to scenariusz, którego nikt na warszawskim Targówku się nie spodziewał.