Wydarzenia Gwiazdy Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Dramat Polaków w Tajlandii! Tłumy pod biurem linii lotniczej, nikt nie wie, kiedy wrócą do domu
Anna Kobryń
Anna Kobryń 05.03.2026 13:15

Dramat Polaków w Tajlandii! Tłumy pod biurem linii lotniczej, nikt nie wie, kiedy wrócą do domu

Dramat Polaków w Tajlandii! Tłumy pod biurem linii lotniczej, nikt nie wie, kiedy wrócą do domu
Fot. MARIUSZ GRZELAK/REPORTER

Setki osób od świtu czekają w upale przed biurem jednej z największych linii lotniczych świata. Wśród nich wielu Polaków, którzy mieli wrócić do domu, ale ich loty zostały nagle odwołane. Na miejscu narasta frustracja, a sytuacja z godziny na godzinę staje się coraz bardziej napięta.

  • Tłumy od świtu i dwie kolejki pod biurem
  • „Frustracja rośnie, ludzie są wściekli”
  • Powrót do domu graniczy z cudem

Tłumy od świtu i dwie kolejki pod biurem

Przed siedzibą Qatar Airways w centrum Bangkok od kilku dni gromadzą się setki turystów z różnych krajów. Wśród nich jest wielu Polaków, którzy utknęli w Tajlandii po odwołaniu lotów przesiadkowych przez Bliski Wschód. Problemy zaczęły się po eskalacji napięć w regionie, gdy część połączeń realizowanych przez Dohę - jeden z kluczowych hubów między Azją a Europą - została wstrzymana. Dla wielu podróżnych oznaczało to nagłe anulowanie powrotów do kraju i konieczność szukania alternatyw na własną rękę.

Jak relacjonuje obecny na miejscu dziennikarz „Faktu” Cezary Wiśniewski, ludzie zaczęli ustawiać się w kolejce już około godziny 6:00 rano, choć biuro otwierane jest dopiero o 9:00. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli, gdy okazało się, że funkcjonuje system numerków rozdawanych dzień wcześniej. Część osób czekała więc w jednej kolejce, inni, z numerkami, w drugiej. Nowo przybyli nie mieli szans na obsługę. W efekcie powstał chaos, a komunikacja ze strony przewoźnika była ograniczona do ogólnych informacji i próśb o kontakt mailowy lub przez czat.

„Frustracja rośnie, ludzie są wściekli”

Wśród oczekujących dominują turyści, którzy przylecieli do Tajlandii jeszcze przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ich urlopy miały zakończyć się zgodnie z planem, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Niektórzy Polacy przebywają w Tajlandii już tydzień dłużej, niż pierwotnie zakładali. Loty z końca lutego zostały anulowane, a nowe terminy są bardzo odległe.

Bezpośrednie połączenia do Polski są niemal całkowicie wyprzedane, a najbliższe dostępne miejsca pojawiają się dopiero po 17–20 marca. To oznacza dodatkowe koszty związane z noclegami, wyżywieniem oraz zakupem nowych biletów, często w znacznie wyższych cenach. Część podróżnych próbowała kontaktować się z linią lotniczą drogą mailową, jednak odpowiedzi nie nadchodzą. Według relacji dziennikarza pracownicy biura rozkładają ręce i przekazują jedynie standardowe komunikaty, nie oferując konkretnych rozwiązań. Około godziny 18:30 czasu lokalnego ogłoszono, że tego dnia nie zostaną już obsłużeni żadni kolejni pasażerowie.

Powrót do domu graniczy z cudem

Sytuacja w Bangkoku pokazuje, jak bardzo globalne napięcia wpływają na zwykłych turystów. Odwołane loty przez Bliski Wschód sparaliżowały jeden z najważniejszych korytarzy komunikacyjnych między Azją a Europą. Dla wielu osób oznacza to nie tylko stres i niepewność, ale także realne problemy finansowe.

Eksperci podkreślają, że w takich sytuacjach kluczowe jest monitorowanie komunikatów przewoźników oraz kontakt z ubezpieczycielem podróży. Jednak w praktyce, gdy setki osób próbują uzyskać pomoc w jednym miejscu, procedury zawodzą. Dla wielu Polaków oczekujących pod biurem linii lotniczej najważniejsze jest jedno pytanie: kiedy wrócą do domu? Na razie odpowiedzi brak, a kolejne dni w Tajlandii oznaczają rosnące koszty i coraz większe nerwy.

Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: