Dramatyczna akcja ratunkowa na zamarzniętym stawie. Są nowe informacje po zdarzeniu
To miała być zwykła, zimowa środowa noc w podpoznańskim Radzewie. Nikt nie spodziewał się dramatycznych chwil, które później wstrząsnęły lokalną społecznością i służbami ratunkowymi.
- Spokojna noc, która zamieniła się w koszmar
- Akcja służb ratunkowych
- Wstrząs dla lokalnej społeczności
Załamał się lód – zaczęło się jak w najgorszym koszmarze
We wtorkowe popołudnie, 30 grudnia, strażacy otrzymali wezwanie do jednego ze stawów przy ul. Kaszubskiej na prywatnej posesji w Radzewie pod Kórnikiem (woj. wielkopolskie). Zgłoszenie mówiło o matce i jej siedmioletnim synu znajdujących się na zamarzniętej tafli wody. Prawdopodobnie lód nie wytrzymał ich ciężaru i w jednej chwili załamał się pod nogami obojga, ściągając ich pod powierzchnię przerębla.
Na miejscu pojawiły się zastępy straży pożarnej wraz ze specjalistyczną grupą ratownictwa wodno-nurkowego. Ratownicy natychmiast podjęli akcję wyłowienia poszkodowanych – najpierw wyciągnięto 49-letnią kobietę, chwilę później nurkowie odnaleźli chłopca na dnie stawu. Oboje byli nieprzytomni, a wokół panował narastający niepokój i presja czasu.
Co już wiadomo?
Pierwsza walka o życie i chwila nadziei
Zanim jeszcze służby dotarły na miejsce, ojciec dziecka, który był świadkiem całej tragedii, powiadomił ratowników i sam był w szoku po tym, co wydarzyło się na oczach jego oczu. Ratownicy prowadzili resuscytację poszkodowanych i natychmiast przetransportowali ich do poznańskich szpitali. Stan matki i syna określano początkowo jako krytyczny.
Chwilami wydawało się, że może jednak uda się pokonać przeciwności – lekarze na oddziałach robili wszystko, by przywrócić im życie. W takich chwilach każdy upływający oddech był cudem.
Tragiczne wieści nadeszły dopiero dzisiaj.
Najgorsze wiadomości – nad ranem wszystko się rozstrzygnęło
Niestety nad ranem 31 grudnia przyszły tragiczne wieści. Siedmioletni chłopiec zmarł w szpitalu mimo intensywnej walki lekarzy o jego życie. Chwilę potem potwierdzono, że także jego mama, która chwilę wcześniej została wyłowiona z wody, zmarła po przewiezieniu do placówki medycznej. Policja i śledczy wciąż badają okoliczności tej tragedii – w tym, czy oboje weszli na lód razem, czy może kobieta próbowała ratować syna po pierwszym załamaniu się tafli.
W Radzewie i całej Wielkopolsce zapanowała żałoba, a mieszkańcy mówią jednym głosem: „To było tak nagłe, tak nieoczekiwane…”. Ta tragedia przypomina, jak niebezpieczne mogą być zamarznięte zbiorniki wodne, nawet gdy wydają się stałe jak skała.